Zwekslowana lojalność
Treść
W Lidze Polskich Rodzin narasta sprzeciw wobec autorytarnej polityki Romana Giertycha wspieranego przez wiernych "pretorian" - posłów wywodzących się z Młodzieży Wszechpolskiej. Coraz więcej parlamentarzystów i samorządowców przyznaje, że z chęcią opuściłoby szeregi LPR, a jedyne, co trzyma ich w tej partii, to... weksle. Mimo że wielu z nich nie dostało się do parlamentu, wciąż straszy się ich realizacją przyjętych na siebie w czasie kampanii wyborczej zobowiązań. Według ekspertyzy prawnej sformułowanej dla Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu przez prof. dr. hab. Kazimierza Piaseckiego, posłowie nie mają żadnych powodów, by obawiać się konsekwencji podpisania dokumentów, nie przedstawiają one bowiem żadnej wartości.
Czy ktoś widział partię narodową, w której "wódz" sprawuje władzę strachem? Giertychowi brakuje charyzmy, więc pozostało mu tylko to jedno narzędzie władzy. To nie są słowa żadnego z polityków Prawa i Sprawiedliwości, jak zapewne będą twierdzili Roman Giertych czy Wojciech Wierzejski. Takiego zdania jest znany polityk Ligi, jeszcze do niedawna uchodzący za zaufaną osobę prezesa partii Maciej Eckhardt. Czy zdradził ideę narodową? On sam twierdzi, że nie, gdyż - jak mówi - "pod rządami Giertycha i Wierzejskiego LPR stała się nieudolną parodią endecji, a liderzy partii bronią tylko kasy".
Świadomość tego faktu mają także władze LPR. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć, że mimo wyeliminowania z list wyborczych ludzi, których Giertych uważał za "zagrożenie dla idei narodowej", lojalność pozostałych musi kupować strachem. Służą do tego m.in. weksle. Choć sam Giertych wielokrotnie publicznie zaprzeczał ich istnieniu, są dokumenty, które jako nieliczne nie spoczywają w sejfie jednego z polityków Ligi - eurodeputowanego Sylwestra Chruszcza.
- Doskonale wiedziałem, do czego one posłużą - mówi nam jeden z szefów regionalnych struktur LPR. Dodaje, że właśnie dlatego nie wysłał do siedziby partii weksli swoich przyjaciół. Choć, jak przyznaje z żalem, sam musiał podpisać swój weksel. W dodatku przed notariuszem. To było "wyróżnienie" dla tzw. jedynek - osób, które w okręgach otrzymały pierwsze miejsce na liście wyborczej do Sejmu. Pozostałe podpisywały dwie kartki papieru. Na każdej po cztery weksle in blanco. Każdy z datą płatności 1 grudnia kolejnego roku kadencji parlamentu. Choć większość z kandydujących nigdy nie dostała się do Sejmu, ich weksle nadal leżą w partyjnym sejfie. I wciąż służą do wymuszania posłuszeństwa: w Sejmie, sejmikach wojewódzkich, starostwach powiatowych, samorządach gminnych czy strukturach partyjnych.
A weksle opiewają na niemałe sumy. Każdy kandydat na posła poniżej pierwszego miejsca na liście musiał się zobowiązać, że w razie opuszczenia klubu (także wyrzucenia z niego!) zapłaci ustaloną kwotę. Jeśliby nastąpiło to w pierwszym roku kadencji - 100 tys. zł. W każdym kolejnym po 60 tys.
Na takim exodusie skorzystał oby Stowarzyszenie Akademia Orła. Według oficjalnej strony internetowej Młodzieży Wszechpolskiej, to "instytucja edukacyjno-formacyjna dla młodzieży", której celem jest "przygotowywanie kadr działaczy narodowych do profesjonalnej działalności społecznej i politycznej". Poseł, który dostałby się do Sejmu z list LPR, a później wybrał "wolność", płaciłby na to stowarzyszenie 16 tys. zł rocznie.
Czym jest weksel? To dokument potwierdzający istnienie zobowiązania i zawierający bezwarunkowe przyrzeczenie zapłacenia określonej sumy pieniędzy. Dysponując ważnym wekslem, jego posiadacz może, kiedy pojawia się taka potrzeba, szybko i w prosty sposób domagać się zapłacenia kwoty wymienionej w dokumencie. Ten, kto podpisał weksel, musi zapłacić. Sprawa jest jasna: jest weksel, więc trzeba. I w takim przeświadczeniu żyje większość posłów Ligi Polskich Rodzin. Bo niemal każdy, kto kandydował do Sejmu bieżącej kadencji, podpisał weksle.
Wykorzystywanie tego stanu opanowały do perfekcji władze LPR, w szczególności Giertych i Wierzejski. Gdy po raz pierwszy napisaliśmy o poważnym pęknięciu w pozornie jednolitym klubie i zagrożeniu rozłamem, telefony się urywały.
- Dzwonił Wierzejski i dopytywał, czy to przypadkiem nie ja jestem waszym informatorem - mówi nam jeden z posłów LPR. Rozmówca z centrali partii nie zapomniał napomknąć o podpisanych w czasie kampanii wekslach. Może właśnie stąd brała się pewność Wierzejskiego, gdy zapewniał nas, że nawet posłowie wypowiadający się pod własnym nazwiskiem wycofają swoje "rewelacje". Jakiż musiał być zaskoczony, gdy jego plan się nie powiódł. Ale już kilka dni później władze LPR znów były pewne, że straszak w postaci weksli jednak działa.
"Wycinanie" współpracowników
- Dopóki nie będziemy mieli pewności siły, jaką tworzymy, niezasadne jest podnoszenie przez nas otwarcie sprawy opuszczenia partii Giertycha - mówi nam jeden z posłów.
Bo choć Marek Kotlinowski mówi, że "Roman Giertych to nie cała Liga", za pomocą prawniczych sztuczek - jak twierdzi wielu byłych i obecnych polityków LPR - młody polityk wespół z Młodzieżą Wszechpolską opanował całe struktury partii. I choćby dlatego naiwna wiara posłów odkładających swoje odejście z partii, "bo spróbujemy jeszcze naprawić ją od środka", zdumiewa. Trudno mieć jeszcze złudzenia, gdy ma się do czynienia z mechanizmem, który przy okazji każdych kolejnych wyborów idzie coraz dalej. I tnie, nie zważając na głosy elektoratu. Gdzie jest Jan Łopuszański? Gdzie Witold Tomczak? Gdzie inni politycy, którzy w maju 2001 r. tworzyli podwaliny organizacji Liga Polskich Rodzin?
To tylko świstek papieru
Według ekspertyzy prawnej sfor mułowanej dla Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu przez prof. dr. hab. Kazimierza Piaseckiego, posłowie nie mają powodów, by bać się podpisanych przez siebie weksli.
"Weksel wystawiony w celu wymuszenia określonego zachowania się członka partii w sferze politycznej nie powinien być zrealizowany ani w trybie sądowym procesowym zwykłym, ani w postępowaniu nakazowym. W wypadku wytoczenia powództwa na podstawie weksla, o którym mowa w pytaniu, dłużnik powinien podnieść zarzut bezskuteczności prawnej zobowiązania wekslowego" - wyjaśnia prof. Piasecki.
Zarówno Roman Giertych i Marek Kotlinowski, jak i Wojciech Wierzejski są prawnikami. Wątpliwe, by nie mieli powyższej wiedzy i dziś, i w lipcu 2005 r., gdy kandydaci do Sejmu podpisywali weksle. Musieli więc świadomie wprowadzić ich w błąd. "Partie lub komitety wyborcze nie mają prawa domagać się od kandydata składania oświadczeń albo zobowiązań w postaci weksli in blanco" - pisze z kolei prof. Mirosław Granat, główny specjalista ds. legislacji w BSiE KS. I dodaje: "Funkcjonujący w Polsce model mandatu wolnego (...) zapewnia posłowi możliwość swobodnego wyboru przynależności partyjnej. Wystąpienie z partii lub klubu w żadnym przypadku, na gruncie obowiązującego prawa, nie może być zakazane".
Mikołaj Wójcik, Wojciech Wybranowski
"Nasz DZiennik" 2006-04-07
Autor: ab