Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zręczny manewr

Treść

Wyznaczenie Kazimierza Marcinkiewicza na szefa nowego rządu okazało się zręcznym manewrem. Lider PiS osiągnął za jednym posunięciem dwa cele: wytrącił z rąk Donalda Tuska argument, jakim ten mógł szermować w prezydenckiej kampanii wyborczej, że "dwóch Kaczyńskich na najwyższych stołkach to za wiele", a jednocześnie uczynił koncyliacyjny gest pod adresem mniej doktrynalnego skrzydła Platformy Obywatelskiej.
Dla Jana Rokity, którego rywalizacja w Platformie z Tuskiem dla nikogo nie jest tajemnicą, wejście do rządu Marcinkiewicza jest jedyną szansą realizacji politycznych ambicji. Natomiast wierne trwanie przy "prezydencie Tusku" wcześniej czy później wywiedzie Rokitę w pole. Z punktu widzenia PiS, jego wejście do rządu jest okazją do przeciągnięcia ludzi z mniej doktrynalnego skrzydła PO, na swoją stronę.
Widać więc, że jednym posunięciem Jarosław Kaczyński usunął przeszkodę z drogi swego brata do prezydentury. W efekcie zachodzi pewien paradoks: Marcinkiewicz, uchodzący w PiS za liberała, w rzeczywistości może przetrzeć drogę do objęcia przez PiS strategicznych stanowisk w państwie i realizacji prospołecznego programu tej partii. Reszta zależeć będzie od determinacji do realizacji przedwyborczych obietnic. Zarówno opozycja parlamentarna, jak i dziennikarze będą pod tym kątem uważnie patrzeć rządzącym na ręce.
Nie obędzie się oczywiście bez strat, bo PiS, dogadując się z grupą Rokity, musi poczynić pewne koncesje programowe na rzecz koalicjanta. Marcinkiewicz zapowiedział jednak, że nie będą one dotyczyć filarów PiS-owskiego programu: podatku prorodzinnego i ulg dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy. Jeśli PiS zdoła wywalczyć prezydenturę dla Lecha Kaczyńskiego, polska gospodarka uzyska też szansę na zmianę dotychczasowej antyzatrudnieniowej polityki pieniężnej NBP. Jednocześnie PiS miałby otwartą drogę do gruntownej reformy niewydolnych, zdominowanych przez postkomunistyczne kadry i przeżartych korupcją struktur państwa. Można przypuszczać, że jest to program atrakcyjny dla części struktur PO.
Wynik wyborów, w których przygniatająca większość wyborców wyraźnie opowiedziała się za prospołeczną polityką państwa, wzmacnia pozycję PiS w rokowaniach z Platformą nad koalicyjnym programem. W razie niepowodzenia w rozmowach z koalicjantem Kaczyńskiemu pozostaje możliwość - co prawda trudna - odwrócenia przymierzy i rządzenia na bazie koalicji parlamentarnej lub rządowej z LPR, PSL i Samoobroną. Manewru takiego nie ma natomiast Tusk, który nawet w koalicji ze skompromitowanym SLD nie uzyska parlamentarnej większości. Pozostawanie zaś PO w opozycji jest nie do przyjęcia dla biznesowego zaplecza Platformy, które zaangażowało miliony w kampanię wyborczą i teraz żąda od lidera partii spłaty zaciągniętych zobowiązań.
Małgorzata Goss

"Nasz Dziennik" 2005-09-29

Autor: ab