Zostaną jeszcze na rok
Treść
Rząd wystąpił z wnioskiem do prezydenta Lecha Kaczyńskiego o przedłużenie polskiej misji wojskowej w Iraku do 31 grudnia przyszłego roku. Nasz kontyngent ma być zmniejszony do 900 żołnierzy. Wielonarodowa koalicja w Iraku skupia obecnie 28 państw i liczy prawie 183 tys. żołnierzy, z czego aż 160 tys. to Amerykanie, zaś 1450 służy w polskim kontyngencie.
Pomimo apeli zarówno opozycji, jak i ugrupowań wspierających rząd ministrowie przyjęli wniosek do prezydenta o przedłużenie obecności polskich żołnierzy w Iraku. - Rada Ministrów wystąpi z wnioskiem o przedłużenie kontyngentu od 1 stycznia do 31 grudnia 2006 r. - poinformował premier Kazimierz Marcinkiewicz. Jak powiedział, o dalszą obecność naszych sił poprosili "nasi sojusznicy" oraz władze Iraku. Przypomniał, że na tę misję są zagwarantowane środki finansowe w budżecie - 131 mln zł. Wyraził nadzieję na ożywienie współpracy gospodarczej z Irakiem. - Jestem przekonany, że będziemy mieli do czynienia nie z jakąkolwiek kontynuacją, tylko z rzeczywistym podjęciem współpracy, której do tej pory bardzo brakowało. Jesteśmy państwami, które mają jakąś historię współpracy, i my chcemy ją od stycznia nawiązać i mocno zintensyfikować - podkreślił Marcinkiewicz.
W Sejmie poprzedniej kadencji słuszności interwencji w Iraku bronili przedstawiciele zarówno partii rządzącej - SLD, jak i opozycji - PO i PiS. Jedynie przedstawiciele LPR, PSL i Samoobrony przypominali, że Polacy od początku tej wojny nie chcieli. Obecnie sytuacja diametralnie się zmieniła. Jedynie PiS opowiada się za kontynuowaniem misji. Zarówno wspierająca rząd Liga Polskich Rodzin, jak i partie opozycyjne zaapelowały do premiera o wycofanie polskich wojsk z Iraku. Wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) utrzymuje, że Polska nie musi podejmować decyzji o przedłużeniu obecności polskiego kontyngentu w Iraku.
Poseł Stanisław Łyżwiński z Samoobrony twierdzi, że jest to błąd. - Nasi chłopcy niepotrzebnie tam pojechali. Miała to być misja stabilizacyjna i szkoleniowa, a okazało się, że pojechali na wojnę. Nic nie osiągnęliśmy i nic nie zyskaliśmy, poza ofiarami. Amerykanie twierdzili, że była tam broń masowego rażenia, co okazało się zwykłym kłamstwem. Chodziło tylko o ropę, o nic innego. Pomimo wyborów, które się odbyły, wojna nigdy się tam nie skończy. Pamiętajmy, że tam jest inna cywilizacja, która już trwa kilka tysięcy lat. Mentalności ludzi nie da się zmienić poprzez zrzucanie bomb czy pod lufami karabinów. Naród iracki powinien sam zdecydować o tym, w jakim kierunku ma pójść. Będziemy domagali się powrotu naszych żołnierzy do kraju - powiedział Łyżwiński.
Z kolei lider LPR Roman Giertych jest zdania, że kontynuowanie polskiej misji w Iraku ponad okres obowiązywania mandatu ONZ jest wielkim błędem strategicznym, zwłaszcza w kontekście zadań, które będą stały przed Polską w Afganistanie, oraz w sytuacji konfliktu irańsko-izraelskiego.
W 2007 r. niemiecko-duńsko-polski korpus NATO rozpocznie misję w Afganistanie. Pojedzie tam do tysiąca osób. Dowódcą tej misji ma zostać Polak. - W Iraku sytuacja jest specyficzna, tam w praktyce toczy się wojna domowa. Utrzymywanie armii, która ma cele pacyfikacyjne, jest błędem, gdyż miesza nas w konflikt na Bliskim Wschodzie - przekonywał Giertych. Według niego, Polska może się zgodzić jedynie na misję szkoleniową i zamiast żołnierzy wysłać ekspertów jako doradców. Przypomniał, że rząd Marcinkiewicza uzyskał poparcie LPR na określonych warunkach. - Tego rządu w jego polityce nie popieramy. Rząd w sprawie Iraku, ale też budżetu UE, prywatyzacji, becikowego, realizuje program PO i kontynuuje program oraz działanie rządu Marka Belki - stwierdził Giertych. Zaznaczył, że Liga będzie głosować merytorycznie, biorąc pod uwagę swój program.
Jarosław Kalinowski (PSL), wicemarszałek Sejmu, przypomniał stanowisko swojej partii, która od początku uważała, że decyzja była źle podjęta, nie na miarę polskich możliwości. - Opowiadaliśmy się za zakończeniem naszej misji w Iraku. Wielu polityków PiS też mówiło o zakończeniu tej misji, ale jak widać punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia - powiedział Kalinowski.
Bronią decyzji
Przewodniczący klubu PiS Przemysław Gosiewski mówił, że nasi żołnierze powinni pozostać w Iraku do chwili ustabilizowania się sytuacji w tym kraju. Zaznaczył jednak, że decyzja w tej sprawie należy do rządu i prezydenta. Gosiewski wskazał szereg argumentów przemawiających za kontynuowaniem polskiej misji w Iraku. Wśród nich wymienił zagrożenie dezorganizacją sytuacji na terenie tego państwa. - Szybkie opuszczenie Iraku przez wojska koalicyjne powodowałoby dezorganizację tego kraju i powrót do różnych wewnętrznych walk - przekonywał Gosiewski. Dodał, że Polacy wyrobili sobie tam dobrą opinię i w społeczeństwie irackim odbierani jesteśmy jako przyjaciele narodu irackiego. Ujawnił również, że znaczący wpływ na decyzję rządu miały Stany Zjednoczone.
Generał Stanisław Koziej, wiceminister obrony, podkreślił, że liczebność kontyngentu, który miałby charakter doradczo-szkoleniowy, ma być zmniejszona w marcu do 900 żołnierzy. - Główny wysiłek będzie położony na doradztwo i szkolenie sił irackich. W marcu kontyngent zostanie zmniejszony do 900 żołnierzy, a w przyszłości w zależności od rozwoju sytuacji jeszcze bardziej, aż do wycofania włącznie - stwierdził gen. Koziej. Obecna zmiana, licząca 1450 żołnierzy, kończy pobyt w Iraku w styczniu 2006 r.
Na swój kontyngent wojskowy w Iraku Polska wydała w 2003 r. 143 mln zł. W 2004 r. utrzymanie polskiego kontyngentu w Iraku kosztowało 306 mln zł, co stanowiło 2,5 proc. budżetu resortu obrony. W roku 2005 wydatki budżetu na misję w Iraku wyniosą 216 mln zł. Polska strona płaci za sprzęt i wyposażenie, pokrywa też koszty osobowe, a koszty pobytu, logistyki i transportu ponoszą Stany Zjednoczone.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz po zakończonej niedawno wizycie w Iraku sugerował, że polski kontyngent może zostać tam jeszcze przez rok. Premier Iraku Ibrahim Dżafari nie ukrywał, że życzyłby sobie przedłużenia obecności naszych sił. - Nie chcielibyśmy, aby wycofanie wojsk spowodowało próżnię w bezpieczeństwie kraju. Myślę, że za jakiś czas nasze wojsko będzie mogło przejąć w pełni odpowiedzialność - mówił po spotkaniu z polską delegacją premier Dżafari. Według niego, siły irackie nie są jeszcze w stanie samodzielnie zapewnić bezpieczeństwa kraju.
Polski minister obrony Radosław Sikorski przed posiedzeniem rządu nie był w stanie podać dokładnej daty wycofania naszych żołnierzy. Jego zdaniem, rozważane były dwa warianty: zupełne wycofanie wojsk polskich z Iraku lub też zmniejszenie polskiego kontyngentu do 900 żołnierzy (misja miałaby charakter doradczo-szkoleniowy, głównie przy tworzeniu irackiej 8. dywizji piechoty). Być może na podjęcie decyzji znacząco wpłynęła wizyta w Waszyngtonie ministra spraw zagranicznych Stefana Mellera. Z polskiego budżetu pokrywanych jest 40 proc. kosztów funkcjonowania misji, za resztę płacą Amerykanie. W projekcie przyszłorocznego budżetu Polski na ten cel zarezerwowano 131 mln zł.
Wojna ekonomiczna
Amerykanie, starając się zdobyć poparcie dla wojny z Irakiem, mamili obietnicami transferów dolarowych, korzystnymi umowami gospodarczymi, a niepokornych straszyli bojkotem gospodarczym. Pomimo sprzeciwu wielu państw USA wraz ze swoimi koalicjantami zaatakowały Irak w marcu 2003 roku. Głównym powodem inwazji miała być walka z terroryzmem. Jednak nigdy agresorom nie udało się znaleźć domniemanych powiązań między Bagdadem a atakami na Nowy Jork w 2001 r., czy też przedstawić dowodów, że Irak posiadał broń masowej zagłady. Warto wspomnieć, że Niemcy, którzy należeli do największych przeciwników agresji na Irak, byli w stanie zabezpieczyć swoje interesy ekonomiczne. W 2004 r. niemiecki eksport do tego kraju osiągnął poziom sprzed wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Wysyłając swoje towary i myśl techniczną, Niemcy osiągnęli dużo większe zyski niż Polska, która bezpośrednio zaangażowała się w tamtejszą wojnę.
Robert Popielewicz
"Nasz Dziennik" 2005-12-28
Autor: mj