Zniszczyli? Niech płacą!
Treść
"JTT Computer", "Bestcom", "Centrozap" - to tylko część firm, które mogłyby stanowić wizytówkę polskiej przedsiębiorczości w UE. Mogłyby, gdyby nie to, że błędne i nieuprawnione działania prokuratury i fiskusa doprowadziły do ich upadłości. Choć wiele wskazuje na to, iż niszcząc polskie przedsiębiorstwa, urzędnicy realizowali zlecenia konkurencji, to nadal pozostają bezkarni. Posłowie zarówno koalicji, jak i opozycji chcą przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej sędziów, prokuratorów i urzędników skarbowych, aby do takich sytuacji więcej nie dochodziło. Taka ustawa może być czytelnym sygnałem, że rząd, który tak troszczy się o interesy pracownicze, zaczął wreszcie dbać i o prawa polskich pracodawców.
- W najbliższym czasie wniosę na prezydium sejmowej Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości kwestię przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej pracowników instytucji skarbowo-podatkowych, sędziów i prokuratorów za podejmowane decyzje - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Andrzej Liss (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości.
O konieczności przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej urzędników fiskusa, prokuratury i sędziów, których błędne i nieuzasadnione decyzje doprowadziły do upadku polskich przedsiębiorstw lub wywarły negatywny wpływ na ich sytuację finansową, mówiono w kuluarach Sejmu już dużo wcześniej. Na słowach jednak zazwyczaj się kończyło. Teraz jednak - jak zapewnia poseł Liss - sytuacja ma się zmienić. Zadeklarował on, że zwróci się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z zapytaniem, czy prace nad takim projektem ustawy są realizowane w tym resorcie, a jeśli nie - wówczas kwestią przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej zajmie się prezydium Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Ustawa o odpowiedzialności finansowej miałaby obejmować jedynie tych przedstawicieli instytucji państwowych, których działania doprowadziłyby do upadku przedsiębiorstwa i zostały uznane przez niezawisły sąd za błędne lub pochopne. Projektu ustawy jeszcze nie ma, są jednak zapewnienia parlamentarzystów o woli szybkiego jej przygotowania i - co najważniejsze - taką wolę wyrażają nie tylko przedstawiciele całej prawej strony parlamentu: PiS i LPR, ale także PO. - Zawsze byłem orędownikiem wprowadzenia odpowiedzialności urzędników za podejmowane decyzje. Chodzi o to, żeby urzędnik, sędzia, prokurator zastanawiał się nad konsekwencjami swojej decyzji, nie podejmował jej pochopnie. Nie może być tak, że nikt nie poniesie konsekwencji za zniszczenie przedsiębiorstwa sprawnie i legalnie funkcjonującego w Polsce. Taka ustawa to zdecydowanie dobry pomysł - zauważa poseł Sebastian Karpiniuk (PO), członek sejmowej Komisji Ustawodawczej.
- W ciągu ostatnich lat wiele dobrych polskich firm zostało zniszczonych decyzjami sędziów, prokuratorów czy fiskusa - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Julia Pitera (PO), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. I wymienia: sprawa Romana Kluski, sprawa "Bestcomu", sprawa "JTT Computer" czy "Centrozapu"... Takich przypadków, kiedy to nieuprawnione, przedwczesne działania czy to urzędów skarbowych, czy prokuratury zachwiały pozycją firmy na rynku, czy też doprowadziły do jej upadłości, w ostatnich latach nie brakowało. Ewentualne wielomilionowe odszkodowania wypłaca nader niechętnie, po decyzji sądu Skarb Państwa - urzędnicy pozostają bezkarni.
- Dzisiaj mamy w Polsce regulujące tę sprawę przepisy kodeksu postępowania administracyjnego, ale są one niestety martwe. Zmienić należy kulturę prawną, ale też trzeba by rozważyć konieczność wprowadzenia zmian w polskim prawie. I to niezwłocznie - przyznaje poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.
Już za poprzedniej kadencji Sejmu Komisja Gospodarki przekazała na ręce rządu dezyderat, w którym stanowczo domagała się wprowadzenia ustawowej odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje o poważnych konsekwencjach dla przedsiębiorstw, a przede wszystkim twardego trzymania się podstawowej zasady, że "to, co nie jest zakazane, jest dozwolone". Ograniczałoby to dowolną interpretację przepisów urzędników, syndyków, sędziów i prokuratorów opierających się na własnym widzimisię czy też równie skandalicznym twierdzeniu "o doświadczeniu życiowym" zastępującym niekiedy prawne uzasadnienie podejmowanych decyzji. "Doświadczeniu życiowym" sięgającym... czasów PRL, kiedy to każdy prowadzący własną działalność gospodarczą traktowany był jak przestępca. Mimo niezwykle twardego stanowiska komisji odpowiadający za gospodarkę wicepremier Jerzy Hausner (SLD) odrzucił ten wniosek, argumentując, iż przyjęcie takiej regulacji zmniejszyłoby wpływy do budżetu państwa (sic!).Warto przypomnieć, że w 2002 roku błędne decyzje skarbowe opiewały na kwotę 2 mld złotych.
Upadłość w interesie konkurencji
- Przypadki zwykłej nieudolności oczywiście się zdarzają, ale najczęściej błędne decyzje prokuratorów i urzędników, które doprowadzają do upadku przedsiębiorstwo, to działanie na zlecenie - uważa poseł Julia Pitera. Parlamentarzyści przypominają o głośnej sprawie sędziego Dariusza Czajki, który pospiesznie i nierzetelnie wyrokował o upadłości wielu firm, a aktywa zniszczonych w ten sposób przedsiębiorstw trafiały do firm... z nim powiązanych.
- Wymiar sprawiedliwości czy urzędnicy skarbowi powinni ponosić konsekwencje w przypadkach, gdy ich działania doprowadzą do upadku przedsiębiorstwa. Zdarzyło się już zbyt wiele przypadków błędnych decyzji prokuratur, urzędów skarbowych, które w efekcie zniszczyły rozwijające się polskie firmy, by teraz przejść wobec tego obojętnie - uważa poseł Tomasz Górski (PiS) z sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej.
Wrocławska firma "JTT" upadła, gdy zainteresował się nią fiskus i prokuratura. Ostatecznie sąd uniewinnił kierownictwo firmy, a jesienią ubiegłego roku przyznał właścicielom "JTT Computer" blisko 40 mln zł odszkodowania. Funkcjonujący na polskim rynku prawie pięćdziesiąt lat "Centrozap" upadł w 2004 roku - również w wyniku bezprawnych działań urzędników, którzy zarzucali firmie, że jej działania handlowe były pozorne i miały na celu wyłudzenie podatku VAT. Poznański "Bestcom" upadł w październiku 2006 roku po tym, jak wrocławska prokuratura zatrzymała pod zarzutem "przestępczości zorganizowanej" i bezpodstawnie przetrzymała przez ponad siedem miesięcy w areszcie prezesów tej firmy. Prokuratura Krajowa dopatrzyła się szeregu nieprawidłowości i nakazała natychmiastowe zwolnienie zatrzymanych, dyscyplinarnie ukarano też czterech odpowiedzialnych za nieprawidłowy nadzór prokuratorów. Działania wrocławskiej prokuratury i to, czy nie była ona inspirowana czynnikami zewnętrznymi - jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy - analizują służby specjalne.
Ze stratą dla Polski
Szefostwu "Centrozapu" udało się doprowadzić do upadłości układowej, firma powoli dźwiga się z "kolan", właściciele "JTT Computer" próbują - choć już nie na taką skalę jak wcześniej - odbudować zniszczoną firmę. Podobne marzenia mają również prezesi i udziałowcy zniszczonego przez prokuraturę "Bestcomu". Jak mówią, "mają po trzydzieści lat i chcą żyć, funkcjonować i pracować, dawać pracę w Polsce, bo to ich kraj". Bezdusznym urzędnikom nie udało się ich złamać. Jednak ilu młodych przedsiębiorców zniechęconych czy wręcz "załatwionych" przez niekompetentnych urzędników opuściło Polskę i inwestuje w Irlandii lub Wielkiej Brytanii? Takich statystyk nikt nie prowadzi, a szkoda, bo mogłyby dać dużo do myślenia rządzącym.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-05-02
Autor: wa