Zmowa milczenia
Treść
Charakterystyczne milczenie i głucha cisza - to reakcja agencji informacyjnych i zdecydowanej większości mediów po wczorajszej publikacji "Naszego Dziennika". W żaden sposób nie odniosły się one do haniebnych słów Jacka Pałasińskiego, który w blogu zamieszczonym na stronach internetowych TVN 24 obraził premiera Jarosława Kaczyńskiego i przybyłych na Jasną Górę słuchaczy Radia Maryja. Na informację tę nie zareagowały ani Polska Agencja Prasowa, ani Informacyjna Agencja Radiowa, ani nawet Katolicka Agencja Informacyjna, które na przykład w momencie opublikowania przez tygodnik "Wprost" artykułu o "taśmach" z wypowiedziami przypisywanymi dyrektorowi Radia Maryja wręcz prześcigały się z depeszami na ten temat.
Polska Agencja Prasowa (mimo licznych prób nie udało nam się wczoraj porozmawiać z jej szefem) ani Informacyjna Agencja Radiowa w codziennym przeglądzie prasy nie zacytowały wczorajszego artykułu "Naszego Dziennika" poświęconego oczernianiu przez dziennikarza związanego z TVN 24 Jacka Pałasińskiego setek tysięcy Polaków zebranych na lipcowej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze. Kiedy natomiast tygodnik "Wprost" podał informacje o nagraniach z rzekomym zapisem wykładów dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, podczas których miał się on dopuścić znieważania pary prezydenckiej (jak grubymi nićmi szyta była ta sprawa, oświadczyła już prokuratura), PAP podawała nawet ponad 20 depesz na ten temat w ciągu jednego dnia! Czyli mamy rozumieć, że są równi i równiejsi? Dlaczego można bezkarnie poniżać setki tysięcy słuchaczy Radia Maryja?
- Media działają dzisiaj pod dyktando poprawności politycznej, która jest niezwykle wszechobecna i zobowiązująca, bo daje dziennikarzom pewne zadania i pewne tematy - podkreśla prof. Krystyna Czuba, kierownik Katedry Pedagogiki Mediów w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, wykładowca w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W jej ocenie to, że Jacek Pałasiński nie został w żaden sposób oceniony ani nawet zapytany, dlaczego tak postąpił, jest totalnym potwierdzeniem tego, iż media poddają się tej dyktaturze. Podobnie funkcjonowała cenzura w PRL. - Były tematy, które trzeba było nagłaśniać, i były tematy, których nie wolno było poruszać - wyjaśnia prof. Czuba. - Tu się niewiele zmieniło - ubolewa. Przypomina, że na ten problem wielokrotnie zwracał uwagę Prymas Tysiąclecia, ks. kard. Stefan Wyszyński. W tamtej epoce nawet media katolickie dostawały tego typu zlecenia. Krystyna Czuba podkreśla, że każdego dziennikarza zobowiązuje prawo prasowe i kodeks etyki dziennikarskiej, a w przypadku wpisu na blogu Pałasińskiego media nie wykazały się ani niezależnością dziennikarską, ani obiektywizmem. - Takie zachowanie oceniłabym niezwykle surowo z punktu widzenia etyki dziennikarskiej - mówi. - Mamy tu do czynienia tylko z wypełnianiem pewnych dyspozycji, nie wiem, czy za pieniądze, czy za salony, których się jest uczestnikiem - zaznacza prof. Czuba.
Brak reakcji to skandal
- Ten tekst nie mieści się w żaden sposób w mojej wyobraźni ani to, by dziennikarz mógł w ten sposób postępować i segregować ludzi, zupełnie zresztą niesprawiedliwie i przewrotnie - uważa minister środowiska Jan Szyszko, który również uczestniczył w lipcowej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze. W jego ocenie, jeszcze bardziej dziwne jest to, że środki przekazu, które piszą w języku polskim, w ogóle nie reagują na tego rodzaju skandal. - Dla mnie jest to coś niespotykanego, co wyraźnie wskazuje na to, jak ogromna jest zmowa prasy polskojęzycznej w stosunku m.in. do "Naszego Dziennika" - nie kryje wzburzenia minister.
- Ojciec Tadeusz Rydzyk jest osobą znaczącą w Polsce ze względu na media, które zbudował i którymi kieruje. Zatem uderzenie w niego np. poprzez wykorzystanie jakichś nagrań przy odpowiedniej ich interpretacji jest zwłaszcza istotne dla tych osób, dla których istnienie tego typu mediów jest bardzo niewygodne - komentuje poseł Krzysztof Bosak (LPR), członek sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Zwraca uwagę na fakt, że Pałasiński w swoim blogu internetowym nie napisał nic oryginalnego, tylko w skondensowanym wydaniu powielił stereotypy promowane od lat przez "Gazetę Wyborczą". - To, co napisał redaktor Pałasiński, jest nie tylko obraźliwe, ale i kuriozalne - stwierdza. Zdaniem polityka LPR, wpływ na przemilczenie przesyconego jadem tekstu przez media mogło mieć również to, że "pan Jacek Pałasiński nie jest osobą znaczącą ani powszechnie znaną". - W dodatku napisał to na jakimś blogu, który też nie jest żadnym wpływowym medium - dodaje.
Brakiem reakcji mediów wobec słów Jacka Pałasińskiego nie jest też zdziwiony prof. inż. Janusz Kawecki. - Nieetycznego zachowania dziennikarskiego, obrażającego miliony ludzi, nie będą wytykać te media, które podobnie działają, bo to nie leży w ich interesie - uważa. - Wszystkie media walczące z Kościołem chętnie przyłączyłyby się do takich głosów - wskazuje. Jako przykład podaje hipernagłośnienie sprawy rzekomych "taśm ojca Rydzyka". - Wówczas media umiały "walczyć" o szacunek dla pary prezydenckiej. Tym razem jednak, gdy chodzi o miliony Polaków, nie kiwnęły nawet palcem, by stanąć w ich obronie - mówi prof. Kawecki.
Według Elżbiety Kruk, przewodniczącej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, konieczna jest aktualizacja ustawy medialnej. - A nawet przydałaby się nam zupełnie nowa ustawa - mówiła w "Aktualnościach dnia" w Radiu Maryja, odnosząc się do tekstu na portalu TVN 24. - Ta dzisiejsza ustawa jest w pewnym zakresie anachroniczna, nie reguluje całego rynku. To nie jest prosta sprawa z internetem. Debata trwa w całej Europie, w jaki sposób podejść, jak uregulować te treści pojawiające się w internecie. To niewątpliwie jest wyzwanie, które trzeba podjąć - jak widać - jak najszybciej - przekonywała Kruk, nie kryjąc swego oburzenia dla bezkarności dziennikarzy TVN 24. Jej zdaniem, Jacek Pałasiński "w sposób oczywisty obraził premiera, tak jak obraził wszystkich tych ludzi, którzy byli wówczas w Częstochowie, i wiele innych osób".
- Ten felieton jest karygodny - powiedziała nam wczoraj Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady Etyki Mediów. Wyjaśniła, że do tej pory nie zostało wydane specjalne oświadczenie, ponieważ członkowie Rady byli na urlopach. Poza tym jest ich bardzo mało i mają dużo pracy. - W ciągu najbliższych dni wydamy negatywne stanowisko na ten temat - zapowiedziała Bajer.
Niedawno Sąd Najwyższy orzekł, że wydawca gazety internetowej odpowiada za treść wpisów czytelników na jej stronie internetowej. Czy w tym przypadku przepis ten nie znajduje zastosowania?
Magdalena M. Stawarska
Media teoretycznie publiczne
Ustawa o Radiofonii i Telewizji wyraźnie określa, jakie zadania powinny realizować media publiczne w Polsce. A mianowicie - podstawową ich misją jest dostarczanie informacji: rzetelnej, sprawdzonej i obiektywnej. Jednak choć od niechlubnych czasów Polski Ludowej dzieli nas już niemal dwadzieścia lat, w dziedzinie antykościelnej propagandy żadnych zmian nie widać.
Nie dalej jak przedwczoraj w głównym wydaniu "Wiadomości" prezenterka TVP 1 poinformowała telewidzów, że "nie będzie śledztwa w sprawie taśm ojca Rydzyka", na których ten - jak mówiła bez zająknięcia - "obraża małżonkę prezydenta i oskarża go o uleganie lobby żydowskiemu". Wobec prokuratorskiej decyzji o odmowie wszczęcia postępowania przygotowawczego telewizja publiczna sama postanowiła wystąpić w roli sędziego i wydać zaocznie wyrok w sprawie, której nigdy nie było.
Interesujący jest także starannie wyselekcjonowany komentarz jednego z biskupów, który jest zbulwersowany decyzją prokuratury toruńskiej, ponieważ "odwołuje się ona do argumentacji prawnej". A zawsze mi się zdawało, że prokuratura, choćby i chciała, nie może się odwoływać do pozaprawnej argumentacji.
Wyraźnie zawiedziony decyzją prokuratorów jest także I Program Polskiego Radia. Nie dość, że w serwisach informacyjnych ten "news" podawany jest już kolejny dzień, to wczoraj usłyszeliśmy, jakoby prokuratura toruńska nie zdecydowała się zajmować sprawą taśm, na których dyrektor Radia Maryja "nazywa prezydenta oszustem".
Otóż na owych taśmach, których autentyczność nigdy nie została sprawdzona, w ogóle nie ma takiego stwierdzenia! Czyżby tak mierną znajomość semantyki języka polskiego posiadali dziennikarze publicznego radia, że słowa "prezydent mnie oszukał" odczytują jako obelgę "prezydent jest oszustem"?!
Manipulowanie cudzymi słowami w taki sposób, aby maksymalnie wykorzystać je przeciwko wypowiadającej się osobie, to sztuka, ale powiedzmy jasno: byle jaka. W stopniu najwyższym posiedli ją dziennikarze w czasach PRL, gdy radio i telewizja stanowiły propagandowe tuby dla rządzącej partii. Dziś, mimo że - przynajmniej teoretycznie - media pełnią w demokracji ważną funkcję społeczną - nie powinniśmy w żadnym wypadku godzić się na podobne działania dziennikarzy. Nawet jeśli odwoływanie się do argumentacji prawnej nie jest mile widziane w niektórych gremiach, pozwolę sobie przypomnieć, że Ustawa o Radiofonii i Telewizji wciąż obowiązuje. A w sposób szczególny obowiązuje właśnie tych dziennikarzy, którzy opłacani są z naszych abonamentów.
Agata Gardas
"Nasz Dziennik" 2007-08-23
Autor: wa