Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zmienność nastrojów

Treść

Jeszcze tydzień temu, głównie z powodu marnych występów skoczków narciarskich z Adamem Małyszem na czele, nastroje mieliśmy kiepskie. Wydawało się, że na zimowych igrzyskach olimpijskich w Turynie nic dobrego spotkać nas nie może, a tu proszę - minęło kilka dni i już zaczynamy marzyć, jak pięknie może być.

Nasi sportowcy zaczęli odnosić sukcesy. Co istotne, stało się to w ważnym okresie - tuż przed igrzyskami. To znaczy, że forma rośnie, przygotowania przynoszą efekty, słowem - jest lepiej. Dużo lepiej. Bardzo udany tydzień miały snowboardzistki. Najpierw w piątek na najwyższym stopniu podium zawodów Pucharu Świata stanęła Paulina Ligocka, a w niedzielę jej sukces powtórzyła Jagna Marczułajtis. Obie panie uznawane są za wielce utalentowane i mające ogromne umiejętności. Trenerzy uważają, że potrzebowały sukcesu, by uwierzyć w siebie i w możliwość pokonania najgroźniejszych rywalek. Kolejny świetny występ zaliczyła biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk. Dwa tygodnie po trzecim miejscu w estońskim Otepaeae, w niedzielę zajęła czwarte miejsce w Oberstdorfie. Potwierdziła tylko, że stać ją na wiele. Po kilku słabszych tygodniach do wysokiej formy zdaje się wracać Tomasz Sikora. Nasz znakomity biatlonista w piątek we włoskiej miejscowości Anterselva zajął szóste (najlepsze w sezonie!) miejsce w biegu na dochodzenie, a dwa dni później był dziewiąty w biegu ze startu wspólnego. Ba, gdyby nie kiepska postawa na strzelnicy, stanąłby na podium.
Wszystko to tchnęło w nas nadzieję, że w Turynie wcale nie musi być źle. W polskiej ekipie jest bowiem kilku sportowców, których stać na niespodziankę, nawet na olimpijski medal. Przy odrobinie niezbędnego szczęścia możemy zatem przeżyć niejedną chwilę radości i wspólnie cieszyć się z sukcesu naszych reprezentantów. To prawda: Paulina Ligocka, Jagna Marczułajtis, Justyna Kowalczyk, Tomasz Sikora czy panczenista Paweł Zygmunt nie są faworytami w walce o podium igrzysk. To... dobra sytuacja, gdyż zdejmuje z ich barków przygniatający niekiedy ciężar odpowiedzialności za wynik.
W podobnej sytuacji jest Adam Małysz. Gdy przed czterema laty leciał do Salt Lake City, musiał zdobyć medal. Złoty. A najlepiej dwa. Wywalczył srebrny i brązowy, co wówczas niektórzy przyjęli z rozczarowaniem. Dziś już wiedzą, że sukces był to ogromny. Teraz pan Adam nie jest w gronie faworytów, bo forma nie ta, a i sukcesów mniej. Sam jednak wierzy, a wraz z nim i my, że za kilkadziesiąt dni w Turynie może być lepiej, dużo lepiej.
Tydzień temu nastroje mieliśmy kiepskie, czas jednak biegnie, a wraz z nim wiele się zmienia. Oby przez ten okres, który pozostał do rozpoczęcia igrzysk, część naszych sportowców formy nie straciła (najlepiej, by wszyscy ją poprawili), a możemy być mile zaskoczeni.
Piotr Skrobisz

PS Warto wziąć przykład z naszych hokeistów na trawie. W zakończonych w niedzielę halowych mistrzostwach Europy zajęli drugie miejsce, po drodze pokonując m.in. Niemców. W ponad 30-letniej historii tej imprezy nie udało się to jeszcze nikomu. Jak widać, w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych, o czym trzeba zawsze pamiętać.

"Nasz Dziennik" 2006-01-24

Autor: ab