Zmarł ksiądz pobity przez hindusów
Treść
Obrażenia, jakich doznał w trakcie napadu hinduskich ekstremistów katolicki ksiądz Bernard Digal posługujący we wschodnim regionie Indii, Orisa, okazały się śmiertelne. Ksiądz Digal miał 47 lat i był skarbnikiem archidiecezji Cuttack-Bhubaseswar. Umarł 28 października po 62 dniach pobytu w szpitalu. - Na moim ciele nie ma miejsc, w które nie byłbym bity - mówił na kilka dni przed śmiercią.
Zaraz po napadzie wierni zawieźli księdza do pobliskiej placówki w Chennai, następnie został przewieziony do szpitala św. Tomasza w Bombaju, gdzie spędził swoje ostatnie dni. U duchownego stwierdzono wysoką gorączkę i zarządzono natychmiastową operację. W wyniku zabiegu z mózgu usunięto krwawy skrzep, który, według lekarzy, powstał w wyniku odniesionych obrażeń. Po operacji ksiądz Digal zapadł jednak w śpiączkę, z której już się nie wybudził. Duchowny zostanie pochowany dzisiaj w dystrykcie Kandhamal w miejscowości Raikia, gdzie posługiwał.
Ksiądz Bernard Digal jest ofiarą jednej z pierwszych serii napadów na chrześcijan, do których dochodzi już od blisko 3 miesięcy we wschodnich Indiach. Księża, którzy z nim pracowali, mówią o nim jako o "jednym z filarów" Kościoła w Orisie. - Trudno uwierzyć, że nie żyje. Jego odejście to wielka strata - powiedział jego bliski współpracownik ojciec Manoj Nayak.
Przedstawiciele władz miejscowego Kościoła jasno dają do zrozumienia, że o zmarłym duchownym można bez wahania powiedzieć, iż jest męczennikiem naszych czasów. Obawiają się jednak, że w czasie pogrzebu księdza Digala, który z całą pewnością zgromadzi masę wiernych, może dojść do kolejnych aktów przemocy.
ŁS
"Nasz Dziennik" 2008-10-30
Autor: wa