Złudny nadmiar pieniędzy
Treść
Grudzień okazał się bardzo gorącym miesiącem dla ochrony zdrowa. Dyrektorzy głowią się nie tylko nad tym, jak rozwiązać od 1 stycznia problem dyżurów lekarzy. Niemniej istotne okazuje się wypełnienie kontraktów podpisanych z Narodowym Funduszem Zdrowia zawartych na 2007 rok.
Ta sprawa nie jest tak błaha, jakby się mogło wydawać. Jeszcze w 2006 r. dyrektorzy i ordynatorzy oddziałów w całej Polsce narzekali na to, że kontrakty, które podpisywano z NFZ, są zbyt małe, nie pozwalają na normalne funkcjonowanie szpitala, powodują też, że część chorych trzeba odprawiać z kwitkiem. Sytuacja jednak zmieniła się diametralnie w tym roku: część placówek może nie dać rady wypełnić tegorocznych kontraktów.
Czyżby to był jakiś cud? Nic tych rzeczy. To po prostu skutek tegorocznych strajków. Lekarze w niektórych szpitalach strajkowali przez kilka miesięcy, rekordziści nawet przez 5-6 miesięcy. W tym czasie praca takiej lecznicy była drastycznie ograniczona, przyjmowano tylko chorych w stanie zagrożenia życia czy kobiety mające rodzić dzieci. Pozostali chorzy byli odsyłani z kwitkiem. Ale w ten sposób szpital nie wypełniał też kontraktu podpisanego z NFZ. Bo jeśli np. dana placówka miała przyjąć na oddział chirurgiczny 500 pacjentów, to na skutek strajku przyjęła tylko część z nich. Podobnie mogło być na innych oddziałach. W listopadzie i grudniu szpitale próbują nadrobić te zaległości. I nie chodzi tylko o wywiązanie się z umowy.
- Jeśli w tym roku szpital przyjmie mniej chorych niż zapisano w kontrakcie, to może się okazać, że o tyle samo NFZ będzie chciał nam zmniejszyć limit świadczeń na 2008 rok. Dla naszego szpitala byłby to ogromny kłopot - wyjaśnia wiceprezydent Radomia. Podlegający miastu Radomski Szpital Specjalistyczny przez pięć miesięcy zmagał się ze strajkiem personelu lekarskiego i musi intensywnie nadrabiać straty. Nie jest to zaś łatwe i z tego powodu, że NFZ bardzo rygorystycznie podchodzi do rozliczania już wykonanych usług. Ponieważ lekarze odmawiali podczas strajku sporządzania szczegółowej dokumentacji medycznej, są w niej luki. Taka sytuacja stanowi z kolei podstawę do cofnięcia przez Fundusz płatności za nierozliczoną usługę.
Podobnie jest w innych placówkach, które przyjmują praktycznie każdego chorego, wykonują wszystkie możliwe operacje. Powstaje nawet wrażenie, że lecznice duszą się od nadmiaru pieniędzy. Ci, którym nie uda się wypełnić kontraktów, czekają nadzwyczaj trudne rozmowy z NFZ, aby nie tylko nie dostać mniejszego niż w 2007 r. kontraktu, ale także wywalczyć znacznie więcej pieniędzy. Bo przecież z czegoś trzeba finansować podwyżki lekarskich pensji i wynagrodzeń innych grup zawodowych, które też domagają się większych zarobków i grożą strajkami.
Jakby mało było tych problemów, NFZ przestał płacić za nadwykonania usług w 2006 i poprzednich latach. Pieniądze te nakazał wypłacać szpitalom poprzedni minister zdrowia Zbigniew Religa. Nowe kierownictwa ministerstwa i Funduszu uznały, że był to gest wyborczy, narażający NFZ na niepotrzebne straty. Te lecznice, którym NFZ zdążył wypłacić pieniądze, mają spory zastrzyk gotówki, który pozwala na spłacenie ogromnej części długów. Inni zapowiadają, że na pewno skierują sprawę do sądu, ale odzyskiwanie pieniędzy może potrwać.
Krzysztof Losz
"Nasz Dziennik" 2007-12-11
Autor: wa