Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Złote wiosła Sycza i Kucharskiego

Treść

Robert Sycz i Tomasz Kucharski zostali wczoraj mistrzami olimpijskimi w wioślarskim wyścigu dwójek podwójnych wagi lekkiej. Polacy obronili tym samym tytuł wywalczony przed czterema laty na igrzyskach w Sydney. Blisko medalu była także czwórka podwójna: Adam Bronikowski, Marek Kolbowicz, Sławomir Kruszkowski i Adam Korol. Do szczęścia zabrakło 0,07 sekundy.
Sycz i Kucharski jechali do Aten po medal. Byli w gronie faworytów. Rozpoczęli jednak nieszczególnie, w swym wyścigu eliminacyjnym zajęli drugie miejsce, o awans do półfinałów musieli walczyć w repesażach. Szybko jednak pokazali, że był to najzwyklejszy wypadek przy pracy. Repesaże wygrali. Wygrali i półfinał. Nikt nie popłynął szybciej od nich. Podobnie było i we wczorajszym finale.
Polacy długo zastanawiali się, jaką obrać taktykę. Wiedzieli, że sporo problemów mogą mieć z Francuzami, którzy potrafią znakomicie finiszować. - Musieliśmy więc od początku uciekać, by wypracować przewagę - przyznał Sycz. Tak też uczynili. Wysunęli się na prowadzenie, rywale zostali w tyle. Na 500 m przed metą Frederica Dufoura i Pascala Tourona wyprzedzali o blisko cztery sekundy. To dużo. Było jednak wiadomo, że pod koniec dystansu Polacy osłabną, że "trójkolorowi" będą ostro finiszować. Na szczęście nasi mistrzowie prowadzenia nie oddali. Sycz z Kucharskim uzyskali czas 6.20,93 min; Dufour i Touron 6.21,46, a - to spora niespodzianka - trzeci na mecie Grecy Vasileios Polimeros i Nikolaos Skiathitis - 6.23,23.
Polacy byli na mecie ogromnie zmęczeni. Kucharski po dopłynięciu do brzegu padł i długo się nie podnosił. Złoto kosztowało wiele sił i zdrowia. Ale radość z sukcesu wszystko zrekompensowała.
W zupełnie innych nastrojach swój wyścig kończyła nasza czwórka podwójna. Powiedzieć, że panowie byli załamani - to mało. Od samego początku finałowej rywalizacji na czele znalazły się trzy osady - polska, rosyjska i czeska. Szły "łeb w łeb", wreszcie na prowadzenie - raczej zaskakująco - wyszli Nikołaj Spiniew, Igor Krawcow, Aleksiej Swirin i Siergiej Fiedorowcew. Wydawało się, że Polacy stoczą z Czechami (David Kopriva, Tomas Karas, Jakub Hanak, David Jirka) pasjonujący bój o trzecie miejsce. Tuż przed metą nasi południowi sąsiedzi jednak przyspieszyli, odskoczyli wyraźnie. Gdy Bronikowski i koledzy byli metry, może nawet centymetry przed metą, dali się doścignąć niesamowicie finiszującej osadzie z Ukrainy (Serhij Grin, Serhij Biluszczenko, Oleg Łykow, Leonid Szaposznikow). Brązowy medal przegrali o siedem setnych sekundy. Dramat. - Przegraliśmy medal, przegraliśmy marzenia, przegraliśmy wszystko - powiedział zdruzgotany Bronikowski.
We wczorajszych finałach płynęła także nasza dwójka podwójna wagi lekkiej, Ilona Mokronowska i Magdalena Kemnitz. Niestety, Polki spisały się słabo, zajmując szóste, ostatnie miejsce. Zwyciężyły Rumunki Constanta Burcica i Angela Alupei przed Niemkami Danielą Reimer, Claudią Blasberg oraz Holenderkami Kirsten van der Kolk i Marit van Eupen.
Piotr Skrobisz



Po prostu mistrzowie
Jerzy Broniec - trener Roberta Sycza i Tomasza Kucharskiego: - Robert i Tomek mieli przyjąć taktykę podobną do tej z półfinału, czyli mieli uciekać. Wiadomo było, że na finiszowych metrach bardzo groźni będą Francuzi. Oni zawsze najpierw zostają nieco w tyle, a w końcówce znacznie przyspieszają. Uważam, że chłopcy rozegrali to rewelacyjnie. Decyzje, jakie podejmowali, były optymalne, bo zaowocowały złotym medalem. Rozegrali finał po mistrzowsku, bo są mistrzami.
Bogdan Gryczuk, szef szkolenia Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich: - Robert Sycz i Tomasz Kucharski są parą pod każdym względem idealną. Pasują do siebie jak części układanki. Gdy robimy badania parametrów energotechnicznych, to wychodzi, że oni są stworzeni do pływania ze sobą. Ta dwójka może pływać i odnosić sukcesy tylko w takim składzie. Tomek potrafi doskonale dostosować się do tempa narzuconego przez Roberta. Świetnie go uzupełnia. A efektem tej współpracy są dwa złote medale olimpijskie.
Pisk, PAP
Nasz Dziennik 23-08-2004

Autor: DW