Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zeznania bez weryfikacji

Treść

Z ponaddwugodzinnym opóźnieniem rozpoczęło się posiedzenie sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, na której wyjaśnienia składał Konrad Kornatowski, były komendant główny policji, a wcześniej szef biura ds. przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej, bliski współpracownik Janusza Kaczmarka. Posłowie chcieli go zapytać o okoliczności wydania decyzji o zatrzymaniu Barbary Blidy (SLD) i w efekcie samobójczej śmierci byłej posłanki oraz o domniemane działania MSWiA w sprawie rzekomej inwigilacji dziennikarzy i polityków.

Jednak zarówno posłowie opozycji, jak i PiS nie ukrywają, że po kłamstwach Janusza Kaczmarka nie przykładają wielkiej wagi do tego, co powiedział im Konrad Kornatowski. Speckomisja bowiem nie ma uprawnień komisji śledczej, a każdy, kto przed nią występuje, może mijać się z prawdą, nie ryzykując odpowiedzialności karnej.
- Nadzorujemy pracę służb specjalnych, a tak naprawdę nie mamy możliwości weryfikowania prawdziwości informacji, które się na posiedzeniach pojawiają, nie mamy możliwości odbierania zeznań pod rygorem odpowiedzialności karnej. Należałoby więc rozszerzyć możliwości i kompetencje komisji, tak jak jest to w przypadku komisji senackich w USA, badających ewentualne nieprawidłowości w działaniach specsłużb - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Paweł Graś (PO), przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
- Przykład Janusza Kaczmarka dobrze pokazuje, że każda osoba mająca coś do ukrycia, występująca przed speckomisją, może mówić, co jej ślina na język przyniesie. Mam nadzieję, że Kornatowski jest człowiekiem honoru i nie będzie kłamał - dodaje Jędrzej Jędrych (PiS), wiceprzewodniczący speckomisji.
Podobne obiekcje ma poseł Marek Biernacki (PO), minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buzka, który zgadza się z opinią swoich kolegów, że tak długo, jak za składanie fałszywych zeznań nie będzie grozić odpowiedzialność karna, będą pojawiały się wątpliwości co do prawdziwości zeznań złożonych na posiedzeniu komisji.
Posiedzenie speckomisji, na której posłowie chcieli przesłuchać Konrada Kornatowskiego, byłego komendanta głównego policji, który - jak zakładano - może dysponować istotną wiedzą dotyczącą okoliczności wydania decyzji o zatrzymaniu Barbary Blidy, zaczęło się z dwugodzinnym opóźnieniem. Kiedy Kornatowski punktualnie o godzinie 12.00 pojawił się pod drzwiami sali posiedzeń komisji, krótko po nim pojawiło się czterech z dziewięciu posłów zasiadających w komisji. Obrady jednak się nie zaczęły, bo parlamentarzyści w pośpiechu wrócili na salę sejmową, aby uczestniczyć w głosowaniach. Wrócili dopiero po dwóch godzinach i rozpoczęli przesłuchanie byłego komendanta policji na okoliczność śmierci Barbary Blidy oraz akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ta pierwsza sprawa najbardziej interesowała Janusza Zemke (SLD), który jednak także zastrzegał, iż z rezerwą podchodzi do wypowiedzi Kornatowskiego, dopóki nie zostaną one zweryfikowane.
Trwające kilka godzin posiedzenie nie przyniosło, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, większych rewelacji. Posłowie nie chcieli ujawnić, czy Kornatowski potwierdził słowa Kaczmarka. Nieoficjalnie przyznawali, że były komendant główny policji sprawiał wrażenie rozżalonego zaistniałą sytuacją.
- Mam wrażenie, że ten przecież bardzo dobry prokurator został przez Kaczmarka wystawiony i bezceremonialnie wykorzystany - mówi jeden z członków speckomisji.
Jak powiedział dziennikarzom przewodniczący komisji Paweł Graś, na kolejne posiedzenie ponownie zostanie zaproszony były szef CBŚ Jarosław Marzec. Posłowie chcą także spotkać się z prokuratorem wojskowym Tomaszem Szałkiem. On również miał uczestniczyć w naradzie u premiera przed planowanym zatrzymaniem Blidy. Janusz Kaczmarek twierdzi, że mówił wówczas, iż nie ma wystarczających dowodów, by zatrzymać Blidę. Prokurator Szałek w specjalnym oświadczeniu temu zaprzeczał.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-09-06

Autor: wa