Zdani wyłącznie na siebie
Treść
Naukowcy potwierdzają to, co przeciwnicy włączenia Polski w struktury unijne podkreślali od dawana. Polskim województwom wschodnim, które po ewentualnej akcesji do Unii Europejskiej staną się jej wschodnią rubieżą, grozi zjawisko "peryferalizacji peryferii". Polskie regiony wschodnie staną się wschodnimi peryferiami Unii. Marginalizację tych terenów pogłębi dodatkowo wprowadzenie wiz na granicy wschodniej i związane z tym ograniczenie współpracy transgranicznej.
W poszerzonej Unii Europejskiej najbiedniejszym regionem będzie polskie województwo lubelskie. Taką diagnozę postawił prof. Grzegorz Gorzelak z Europejskiego Instytutu Rozwoju Regionalnego i Lokalnego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Komitetu Prognoz "Polska 2000". Poziom Produktu Krajowego Brutto (PKB) przypadający na jednego mieszkańca na tym obszarze waha się między 25 a 30 proc. średniego poziomu w Unii i jest ponad
5-krotnie niższy niż w najzamożniejszych regionach naszego kraju. Wśród najuboższych znajdą się też pozostałe województwa tzw. ściany wschodniej oraz niektóre Polski centralnej. Najniższy poziom PKB na mieszkańca odnotowano w okolicach Łomży. Wartość PKB "na głowę" liczona dla całej Polski wynosi ok. 40 proc. średniej unijnej.
Krezusami na tym tle są wielkie aglomeracje miejskie - Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław i Trójmiasto, których PKB osiąga nawet trzykrotną średnią krajową. Tylko te ośrodki - posiadając infrastrukturę transportową, telekomunikacyjną, własne zaplecze badawcze i zróżnicowaną strukturę gospodarki, są w stanie uczestniczyć w globalnej konkurencji. Niestety, zakres ich korzystnego oddziaływania w regionie nie przekracza 30 kilometrów. W dalszej zaś okolicy daje się zaobserwować efekt "wymywania" zasobów przez centrum, co jeszcze mocniej pogłębia zapaść na prowincji. Dodatkowe problemy stwarza postępująca degradacja obszarów, na których doszło do upadku tradycyjnych przemysłów, tj. Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Nadal utrzymuje się też uwarunkowany historycznie podział Polski na bogatszy zachód i ubogi wschód.
Różnice regionalne w Polsce pogłębiały się przez cały okres tzw. transformacji ustrojowej. Procesu tego, wbrew temu, co twierdzi rząd, nie jest w stanie zahamować akcesja do Unii i fundusze wspólnotowe.
Efekty akcesji mogą być w niektórych przypadkach odwrotne od oczekiwanych, ponieważ po ewentualnym rozszerzeniu UE nastąpi tzw. peryferalizacja peryferii - tzn. polskie regiony wschodnie staną się wschodnimi peryferiami Unii. Marginalizację tych terenów pogłębi dodatkowo wprowadzenie wiz na granicy wschodniej i związane z tym ograniczenie współpracy transgranicznej. Po planowanej akcesji dziesięciu biedniejszych państw w poszerzonej Unii Europejskiej różnice między regionami w poziomie PKB jeszcze wzrosną i zamykać się będą relacją 1:10 (dziś jest to 1:5). Nie jest w stanie temu zapobiec zewnętrzna pomoc - osławione fundusze unijne - ponieważ nie one decydują o preferencjach lokalizacyjnych firm. W Unii od lat utrzymują się między regionami znaczne różnice w poziomie PKB, mimo potężnych środków finansowych przeznaczanych na wsparcie zacofanych obszarów. Dla przykładu: hiszpańskie regiony Nordeste, Centro i Sur osiągają 60-67 proc. unijnej średniej. W tyle nadal pozostają też wschodnie landy Niemiec, które mimo ogromnych środków z krajowego i unijnego budżetu sadowią się w przedziale 70-75 proc. PKB dla całej Unii. Zapóźnienie w rozwoju dotyka też Sardynii, niektórych regionów Irlandii, greckiej Attyki. Najuboższa spośród Piętnastki Grecja uzyskuje zaledwie 66 proc. średniej wielkości PKB na mieszkańca, a następna od końca Portugalia - 74 proc.
Przykłady te dowodzą, że pomoc publiczna nie stanowi panaceum na "bolączki" związane z zapóźnieniem gospodarczym. Może być efektywnie wykorzystana jedynie wtedy, gdy wspomaga własne wysiłki regionu. Nie chodzi tu jednak, jak twierdzi prof. Gorzelak, o przyciąganie kapitału przez ulgi i zwolnienia podatkowe, bo gdy preferencje się kończą, firmy często zwijają się i przenoszą działalność gdzie indziej. Warunki do trwałego rozwoju regionu powstają natomiast tam, gdzie udało się zbudować zróżnicowane środowisko społeczne, gospodarcze, instytucjonalne, naukowo-edukacyjne i kulturowe. Atuty te posiadają aktualnie jedynie wielkie aglomeracje miejskie, obszary atrakcyjne turystycznie oraz tereny zachodniego pasa przygranicznego. Pozostałym obszarom grozi peryferalizacja. Żeby temu zapobiec, należałoby postawić na szybki rozwój infrastruktury, inwestycje w kapitał ludzki i wzmacnianie sieci powiązań między metropolią a okalającym ją regionem. Ważne jest też podjęcie współpracy przez najbardziej zagrożone województwa wschodnie.
Małgorzata Goss
Niemoc unijnych funduszy
Z wypowiedzi przedstawicieli rządu na temat polityki regionalnej przeziera naiwna wiara w magiczną moc unijnych funduszy. Ciągle słyszymy o pieniądzach, które napłyną w takiej obfitości, że zdolne będą postawić na nogi uboższe regiony, tzw. Polskę "B". Rząd czeka na Unię, a w tym czasie przygląda się beznamiętnie, jak wskutek złej polityki gospodarczej, finansowej, celnej i fiskalnej padają kolejne zakłady, a dochodowe przedsiębiorstwa - energetyczne, ciepłownicze i inne są masowo wyprzedawane. Można odnieść wrażenie, że owe rachuby na pomoc Unii służą elitom rządzącym jako samousprawiedliwienie własnej niekompetencji i bezczynności.
Tymczasem eksperci ostrzegają, że fundusze unijne są zaledwie kroplą w morzu potrzeb i same przez się nie spowodują gospodarczego skoku. Kraj potrzebuje mądrej polityki, przede wszystkim dbałości o edukację, rozwój intelektualny i dobrobyt własnych obywateli, oraz o własną narodową kasę. Unia to nie dobry wujek, lecz platforma ścierania się potężnych narodowych interesów. Na tym tle poczynania naszych kolejnych rządów rodzą pytanie - czy to aby na pewno tylko naiwność?
MaG
Nasz Dziennik 21-08-2003
Autor: DW