Zbyt krótka ława
Treść
Dziewięć lat pozbawienia wolności i 720 tys. zł grzywny dla byłego dyrektora Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Grzegorza Żemka, sześć lat i 500 tys. zł dla jego zastępczyni Janiny Chim - tak orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie. To mniej, niż chciała prokuratura, ale poza tymi karami sąd zobowiązał oskarżonych - tak jak chciał likwidator FOZZ - do naprawienia idących w miliony złotych szkód, jakie wyrządzili Skarbowi Państwa.
W samo południe na 242. terminie rozprawy sędzia Andrzej Kryże zaczął wygłaszać wyrok. "Uznaję Grzegorza Żemka za winnego tego, że działając w wykonaniu wcześniej powziętego zamiaru, dysponując środkami FOZZ, przywłaszczył powierzone mu środki finansowe, albo zatrzymując je sobie, albo przekazując nieuprawnionym osobom" - czytał sędzia. Żemek został też uznany za winnego tego, że działając sam, a także wspólnie i w porozumieniu z Janiną Chim, będąc odpowiedzialnym za prawidłowe gospodarowanie mieniem, nie dopełnił ciążących na nim obowiązków wynikających z ustawy o FOZZ, statutu FOZZ i zarządzenia ministra finansów w sprawie ogólnych zasad prowadzenia rachunkowości, czym naraził Skarb Państwa na szkodę nie mniejszą niż 47 mln zł. Za oba czyny, na które składa się po kilkanaście udowodnionych w toku postępowania zdarzeń, sąd wymierzył Żemkowi łączną karę 9 lat pozbawienia wolności i 720 tys. zł grzywny (prokuratura żądała 12 lat).
Janinę Chim sąd uznał za winną tego, że "działając w krótkich odstępach czasu, przy tym wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami", przywłaszczyła dla siebie lub innych osób blisko 2 mln zł. W ramach drugiego zarzutu sąd uznał ją także za winną tego, że działając sama, a także "wspólnie i w porozumieniu" z Żemkiem "odpowiedzialna z racji pełnionych funkcji za powierzone jej środki" nie dopełniła obowiązków. Wymierzył jej łączną karę 6 lat więzienia i pół miliona złotych grzywny.
Sąd orzekł obowiązek naprawienia przez oskarżonych szkód wyrządzonych w mieniu FOZZ, a więc i Skarbu Państwa. I tak Żemek ma wpłacić na konto FOZZ w likwidacji ponad 14 mln zł, Chim - 1,17 mln zł. Ponadto Żemek i Chim na rzecz Skarbu Państwa mają wpłacić solidarnie ponad 11 mln zł odszkodowania (plus odsetki liczone od września 1990 r.), a sam Żemek jeszcze drugie tyle, zaś Chim jeszcze blisko 3 mln zł.
Pozostali oskarżeni także zostali uznani za winnych:
- Zbigniew Olawa tego, że będąc prezesem zarządu firmy "Awalo" w wyniku porozumienia z Żemkiem dotyczącego pośrednictwa w sprzedaży ładowarek zagarnął mienie wielkiej wartości (kara 3 lat pozbawienia wolności i 300 tys. zł grzywny),
- Dariusz Tytus Przywieczerski tego, że działając wspólnie i w porozumieniu, przywłaszczył mienie wielkiej wartości w postaci równowartości trzech pożyczek z The Royal Bank of Scotland, dla których zabezpieczeniem były środki FOZZ (za te pieniądze powstała spółka "Trust", w której Chim kontynuowała później transakcje Funduszu), a także tego, że zabrał w celu przywłaszczenia czek powyższego banku (też dotyczący środków FOZZ), po czym osobiście przekazał go do Banku Inicjatyw Gospodarczych jako pokrycie pożyczki dla spółki "Dukat" na zakup akcji "Universalu" (łączna kara 3,5 roku pozbawienia wolności i grzywna 320 tys. zł).
- Krzysztof Komornicki tego, że doprowadził do udzielenia na rzecz swojego syna kredytu, którego w rzeczywistości był dysponentem, a jako depozyt zabezpieczający przekazał pieniądze FOZZ otrzymane od Josefa Tkaczika z firmy "GFV" - blisko 1,5 mln zł przeznaczył na własne cele, a kredyt został spłacony ze środków FOZZ (kara 2 lat pozbawienia wolności i 130 tys. zł grzywny),
- Irene Ebbinghaus tego, że przywłaszczyła mienie wielkiej wartości (blisko 1,7 mln zł) według tego samego schematu co Komornicki (kara 2,5 roku pozbawienia wolności i grzywna 195 tys. zł).
Wobec tych oskarżonych sąd orzekł także obowiązek naprawienia szkód wyrządzonych w mieniu FOZZ, a więc i Skarbu Państwa w kwotach: Olawa - 4,851 mln zł, Przywieczerski - 1,75 mln zł, Komornicki - 1,47 mln zł, a Ebbinghaus - 1,679 mln zł.
Wszyscy oskarżeni zostali obciążeni kosztami postępowania (kwoty od 26,5 tys. do 144 tys. zł od każdego z oskarżonych).
Naprawić udowodnione szkody
Po ogłoszeniu wyroku, z którym - czego można się było spodziewać - nie zgadzają się oskarżeni, zapowiadając apelację, sędzia Kryże rozpoczął wygłaszanie obszernego uzasadnienia decyzji sądu. Przypomniał, czym był FOZZ (jednostką budżetową w zamyśle ustawy stworzoną w celu wykupywania polskiego długu zagranicznego za pomocą tzw. agentów), kiedy powstał (grudzień 1989 r.), skąd czerpał środki do funkcjonowania (dotacje z budżetu centralnego, dochody Central Handlu Zagranicznego) lokaty w Banku Handlowym, wpływy z tytułu udziału FOZZ w spółkach).
- Sąd wykazał wiele starań, aby ustalić, kto personalnie był inicjatorem powstania FOZZ - mówił Kryże. Niestety, żadna z osób zajmujących stanowiska kierownicze w resorcie finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego nie przyznała się do "ojcostwa". Warto pamiętać, że Sejm uchwalił ustawę o FOZZ mimo sprzeciwu ekspertów sejmowych.
Cały passus uzasadnienia Kryże poświęcił Radzie Nadzorczej FOZZ. Przypomniał, że uchwaliła ona regulamin, którego potem nie przestrzegała (nawet kilkumiesięczne przerwy w zwoływaniu obrad). - W tym czasie Żemek prowadził swoje działania w najlepsze, oszukując radę, w której skład wchodziły przecież uznane autorytety w dziedzinie finansów - mówił Kryże, przypominając nazwiska Janusza Sawickiego, Jana Boniuka, Grzegorza Wójtowicza, Dariusza Rosatiego, Jana Wołoszyna, Sławomira Marczuka i Wojciecha Misiąga.
Wina prokuratury i Piwnik
Choć Kryże podkreślał znaczący i pozytywny wkład prokuratorów w zakończenie tej sprawy od 2002 r. (Beata Sawicka-Felczak i Hanna Więckowska), to nie zostawił suchej nitki na postępowaniu prokuratury w latach 1991-2000. To ona była ostatnim organem, który podjął działania w sprawie FOZZ. Przytoczył zeznania Anatola Lawiny z Najwyższej Izby Kontroli, który mówił o zadziwiającej bezradności i braku zainteresowania ministrów sprawiedliwości Wiesława Chrzanowskiego czy Stanisława Iwanickiego. Gdy w końcu Prokuratura Wojewódzka w Warszawie zabrała się za śledztwo, aż 22 miesiące zajęło jej przygotowanie aktu oskarżenia. Według niego, na ławie oskarżonych mieli zasiąść Sawicki, Wójtowicz, Boniuk, Żemek, Chim i Komornicki. Po kilku miesiącach zapoznawania się z aktami sąd zwrócił sprawę do uzupełnienia. Na kilkunastu stronach uzasadnienia wskazano oczywiste błędy i niewyjaśnienie np. powodów, dlaczego tylko trzech członków RN ma odpowiadać za ewidentne zaniedbania całej rady. W konsekwencji prokuratura umorzyła postępowanie wobec Wójtowicza i Boniuka, stwierdzając brak cech przestępstwa. Kolejny akt oskarżenia objął już i Olawę, i Przywieczerskiego, i Ebbinghaus. Sprawa Sawickiego przedawniła się w styczniu 2001 r.
Ponad 2 lata po wpłynięciu drugiego aktu oskarżenia odbyła się pierwsza rozprawa. Proces nie potrwał jednak długo - sprawę storpedowała nominacja Barbary Piwnik na stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera. Ponieważ nie było sędziego zapasowego, proces musiał zacząć się od nowa. Andrzej Kryże zrobił to sprawnie. W ciągu 2 lat odbyło się grubo ponad 200 rozpraw, mimo olbrzymich kłopotów poprawiono opinię biegłych, przesłuchano 314 świadków (większość osobiście), zebrano ponad 1000 dokumentów potwierdzających winę oskarżonych.
Prawda i uczciwość
- Wartości takie, jak prawda i uczciwość, zostały całkowicie zsubiektywizowane przez oskarżonych - stwierdził sędzia Kryże. Dodał, że to własna korzyść stała się dla nich wyznacznikiem moralnych zachowań. Opisywał ich wyjaśnienia dotyczące stanu majątkowego. Zdaniem sądu, pieniądze wyprowadzone przez nich z FOZZ spoczywają na zaszyfrowanych kontach w bankach zagranicznych, funduszach powierniczych czy w "cichych" akcjach w spółkach. Sąd m.in. zbadał dochody uzyskiwane przez Żemka i Chim w FOZZ, które były 2-4 razy wyższe niż ówczesna średnia krajowa. - Ale w żaden sposób nie tłumaczy to ich rozrzutności, jaka była wtedy łatwo obserwowana przez wielu świadków - podkreślił. Dodał, że w tamtym czasie "cudownemu rozmnożeniu" uległy majątki ich i najbliższej rodziny Żemka, Chim i innych oskarżonych. Na przykład ojciec Ebbinghaus "ze swoich zarobków w aptece przez całe życie" (przypomnijmy, że w PRL apteki były państwowe, a ich pracownicy zarabiali niewiele) kupił warsztat samochodowy z myjnią. Przywieczerski cały majątek przepisał na żonę, która nigdy nie pracowała. Mimo to oskarżonych stać było na opłacanie przez kilkanaście lat znanych i cenionych adwokatów. Najczęściej tłumaczyli, że pieniądze uzyskują w formie pożyczek od córki (Przywieczerski) czy brata (Żemek) z Londynu.
Zagrożenie przedawnienia
Wczorajszy wyrok nie zamyka sprawy FOZZ. Teraz sąd musi sporządzić szczegółowe uzasadnienie i wraz z nim przesłać sprawę do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. To, że wyrok będzie zaskarżony, jest pewne - zapowiedzieli już to oskarżeni. W przyszłym miesiącu przedawnią się zarzuty stawiane Ebbinghaus i Komornickiemu. Najpoważniejsze zarzuty wobec Żemka i Chim ulegną przedawnieniu w połowie 2006 r. O tym, czy zostaną ukarani za swoje winy, będzie więc decydować sprawność sądu II instancji.
Mikołaj Wójcik
Satysfakcja i obawa
Wczorajszy wyrok w sprawie FOZZ politycy opozycji przyjęli z satysfakcją. Obawy dotyczą natomiast szans co do jego uprawomocnienia się.
- Z wielką satysfakcją przyjmujemy fakt, że mimo wielu przeszkód skład sędziowski uporał się ze sprawą w pierwszej instancji i wydał wyrok, na który oczekiwała cała Polska - powiedział wczoraj Zbigniew Ziobro, poseł PiS. Jego zdaniem, wczorajszy wyrok to promyk nadziei dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. - Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno, że jest to tylko i wyłącznie częściowa satysfakcja, ograniczona materią rozpatrywanej sprawy. Wiemy, że wiele wątków FOZZ nie znalazło rozstrzygnięcia i wyjaśnienia - zaznaczył poseł. Podkreślił, że nadal nie wiadomo, co się stało z gigantyczną sumą pieniędzy, która została ukradziona ze Skarbu Państwa, oraz kto stwarzał polityczną ochronę przed wymiarem sprawiedliwości i stał za głównymi postaciami, skazanymi wczoraj przez sąd pierwszej instancji. Mimo tego wysiłku organów praworządności bardzo realne jest, że zarzuty zaczną się przedawniać. Dlatego PiS chce, by przepisy kodeksu karnego zostały znowelizowane i okres przedawnień został wydłużony. Stosowny projekt trafił już do Sejmu. Zdaniem PiS, wyjaśnienie mechanizmów afery FOZZ pozwoli rozwikłać pozostałe ujawnione już afery, koncentrujące się wokół konkretnych osób z układu polityczno-biznesowego. Rozliczenie afer i wyciągnięcie wniosków z błędów III RP da szansę na przebudowę państwa.
Szef Ruchu Katolicko-Narodowego Antoni Macierewicz uważa, że wyrok jest dowodem na budzenie się praworządności w Polsce. Według niego, głównymi winnymi afery FOZZ byli ówczesny premier Mieczysław Rakowski i prezydent Wojciech Jaruzelski i to oni powinni byli stanąć przed sądem. Macierewicz zapowiedział podjęcie starań, aby afera FOZZ uzyskała status zbrodni komunistycznej ze względu na "skalę wydrenowania Narodu z pieniędzy" i jako taka nie podlegała przedawnieniu. Zamierza zwrócić się do Instytutu Pamięci Narodowej o wszczęcie postępowania w tej sprawie.
MA, MW
Wstyd III RP
Po tylu latach oczekiwania na surowe wyroki dla szóstki oskarżonych radość miesza się z poczuciem niedosytu, żalem i bezsilnością wobec błędów wymiaru sprawiedliwości oraz wstydem, że złodzieje, którzy w majestacie prawa okradli nas wszystkich, mają się dobrze. Społeczne odium, jakim będą obciążeni oskarżeni, nie jest dla nich żadną karą. Sąd II instancji musi zdążyć przed terminami przedawnień zarzutów i nie ma już czasu nawet na najmniejszą nierychliwość. Jak na razie nie zanosi się natomiast na to, by odpowiednie kary poniosły też osoby, które stały za postaciami skazanymi wczoraj.
MW
"nasz Dziennik" 2003-03-30
Autor: ab