Zbrodniarze wyemigrowali
Treść
Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej prowadzą śledztwa przeciwko komunistycznym zbrodniarzom, którzy w różnych okresach wyemigrowali z Polski. Wśród nich są także osoby żydowskiego pochodzenia, uczestniczące w stalinowskim aparacie władzy, które wyemigrowały z Polski m.in. do Izraela po marcu 1968 r. Postępowania prowadzone wobec nich są na różnym etapie i trudno jeszcze określić czas ich zakończenia.
Śledztwa wobec osób winnych zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim w okresie stalinowskim, które wyemigrowały z Polski w różnych okresach, prowadzi kilka prokuratur oddziałowych Instytutu Pamięci Narodowej. Dotyczą one także osób spośród grupy 20 tys. obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, które opuściły kraj po marcu 1968 r.
- Oczywiście takie postępowania są, dotyczą różnych osób, które w tej chwili mają inne obywatelstwo niż polskie - powiedział nam Robert Janicki, prokurator z wydziału nadzoru Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Dodał, że dla prokuratury nie mają znaczenia okoliczności tamtych wydarzeń: " szukamy tych ludzi, jeżeli mamy podstawy do przedstawienia im zarzutu".
Jak przyznał szef warszawskiego oddziału IPN Jerzy Eisler w najnowszym numerze Biuletynu IPN: "wśród tych kilkunastu tysięcy ludzi, którzy wtedy wyemigrowali z Polski, byli i tacy, którzy nie powinni wyemigrować, ale powinni stawić się przed prokuratorem z racji swojej działalności w aparacie bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej, sądownictwie wojskowym w okresie stalinowskim". Ich liczbę ocenia się na kilkaset.
Śledztwa wobec stalinowskich zbrodniarzy, którzy wówczas wyemigrowali, znajdują się na różnym etapie. Główny problem - jak podkreśla Janicki - polega na ustaleniu aktualnego miejsca ich pobytu. Obszar poszukiwań jest bardzo duży i obejmuje m.in. takie kraje, jak: Kanada, Australia, Brazylia, Kostaryka, Izrael, Szwecja, Rosja.
Prokuratorzy polscy korzystają z danych biur paszportowych, z pomocy Interpolu. Poszukiwania są skomplikowane z uwagi na to, że ci emigranci wielokrotnie zmieniali miejsce pobytu, np. jeden z poszukiwanych wyjechał pierwotnie do Szwecji, następnie do Belgii, by potem przez Francję przemieścić się do Australii. W przypadku wielu postępowań kierowane były już wnioski z prośbą o pomoc prawną.
- Nie mogę panu powiedzieć nazwisk poszczególnych osób, bo bym już ujawniał ich dane. Nie wolno mi tego zrobić - zastrzegł prokurator Janicki. Ale zaznaczył, że są to nazwiska znane, głównie jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości, z okresu stalinowskiego. Wiele śledztw dotyczy właśnie osób, które pracowały w sądach i prokuraturze, zarówno powszechnej, jak i wojskowej. Część poszukiwań zakończyła się ustaleniem, że te osoby nie żyją, wówczas śledztwa były umarzane.
Pytany o sprawę stalinowskiej prokurator pochodzenia żydowskiego Heleny Wolińskiej, która wydała nakaz aresztowania gen. Emila Fieldorfa "Nila", Janicki powiedział, że w tej chwili ruch należy do strony brytyjskiej. Polska złożyła wniosek o ekstradycję, a także przesłała dodatkowe dane, o które prosili Brytyjczycy.
Zenon Baranowski
Dochodzenia IPN-owskich prokuratur komentują:
Prof. Jerzy Robert Nowak, historyk
Myślę, że kilkaset osób z aparatu bezpieczeństwa odpowiedzialnych za zbrodnie okresu stalinowskiego, które wyjechały w marcu 1968 r. z Polski, jest liczbą za niską. O ile pamiętam, znawca historii powojennej płk Jerzy Poksiński mówił o około tysiącu osób. Należy pamiętać, że przeważającą część kadry w aparacie bezpieczeństwa na wyższych stanowiskach stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego, począwszy od Bermana, po Romkowskiego, Fejgina, Światłę, Różańskiego, Goldberga, Brystygierową itd.
Wybitny pisarz polski pochodzenia żydowskiego, antykomunista Leopold Tyrmand, pisał z ogromnym potępieniem o tych właśnie rozlicznych Żydach-ubekach, którzy splamili się niewinną krwią w czasach stalinowskich. I którym, jak twierdzi, właściwie moczarowcy zrobili przysługę. Ponieważ wyjechali oni z Polski w glorii męczenników, prześladowanych ze względów na pochodzenie, podczas gdy faktycznie powinni byli odpowiadać przed sądami w Polsce za swoje zbrodnie. A potem, jak dodawał Tyrmand, wielu z tych ludzi, skompromitowanych maksymalnie swymi zbrodniczymi zachowaniami w dobie stalinizmu, znalazło zatrudnienie, i to na dobrych etatach, na różnych wyższych uczelniach. Prezentowali się jako rzekome ofiary polskich antysemickich prześladowań, przedstawiając oczywiście fałszywy obraz Polski i Polaków.
Dr Mieczysław Ryba, historyk
Emigracja pomarcowa była nie tylko efektem takiej czy innej nagonki, ale przede wszystkim wewnętrznej walki wewnątrz PZPR. Istniały dwie grupy partyjne - Moczar stanowił jedną, stał na czele partyzantów, chciał wyrzucić z partii grupę puławską, a także młodzieżówkę, tzw. komandosów. Ci, którzy zostali wyrzuceni raz z partii, dwa z kraju, w wielu wypadkach byli odpowiedzialni za zbrodnie wcześniejszego systemu. Puławianie jako grupa polityczna była odpowiedzialna głównie za zbrodnie stalinowskie. Prześladowanie w tym okresie wcale nie usprawiedliwia ich zbrodniczej przeszłości. Jest to temat wstydliwy szczególnie dla współczesnych elit politycznych, które po marcu 1968 r. znajdują swoją genezę. Mówimy tutaj o szeroko rozumianym środowisku Unii Wolności i przyległościach. Uznają ten okres za sztandarowy przykład prześladowania ich grupy. A trzeba by zapytać, kim byli wcześniej - a są to powiązania wysoce partyjne, co więcej, wysoce ubeckie.
not. ZB
Nasz Dziennik 23-05-2003
Autor: DW