Zawracanie głowy
Treść
Kiedy nie ma sensacji, trzeba ją stworzyć - taki cel najwyraźniej przyświecał dziennikarzom "Gazety Wyborczej", którzy w sobotniej i poniedziałkowej publikacji pt. "Zawracanie Wisły" powielili "informację" o rzekomych nieprawidłowościach związanych z umową dzierżawy przez Zakon Redemptorystów niewielkiej działki przy Porcie Rzecznym w Toruniu. Całą wykreowaną przez gazetę "aferę" można by skwitować krótko: zawracanie głowy - gdyby nie cel, dla jakiego powtórzono kłamstwa i półprawdy dotyczące tej sprawy. A wszystko po to, by wykorzystując minister Julię Piterę, zaatakować Radio Maryja. Może dla odwrócenia uwagi od ustawodawczej bierności rządu Donalda Tuska?
Dziennikarze "Gazety Wyborczej" we wczorajszej publikacji "Zawracanie Wisły" w oderwaniu od faktów powtórzyli nieprawdziwe informacje o umowie zawartej pomiędzy Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Toruniu a Prowincją Zakonu Redemptorystów, która dotyczyła dzierżawy niewielkiej, 1,3-hektarowej działki w pobliżu toruńskiego Portu Rzecznego. Cała sprawa obraca się wokół dokumentów, które posiadała Julia Pitera i które rzekomo cudem ocalały z całkowicie spalonego samochodu pani minister. Jak sugerowała w mediach minister Pitera, dokumenty wskazujące na rzekome nieprawidłowości w pracy urzędników zawierających transakcje z Zakonem Redemptorystów - zamiast trafić do instytucji, która zajęłaby się ich analizą, w dziwnych okolicznościach trafiły do dziennikarzy "Gazety Wyborczej". A ci... ze sprawy, którą już dawno "ujawnił" TVN - postanowili zrobić kolejną sensacyjną aferę. Nawet za cenę prawdy.
- Czytałem poniedziałkową publikację "Gazety Wyborczej". Tam nawet moje imię jest podane nieprawdziwie. To chyba świadczy o rzetelności pracy dziennikarzy - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Mariusz Gajda, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (w "Wyborczej" błędnie nazywany Krzysztofem). Jak ustaliliśmy, dziennikarze tej gazety nie zadali sobie nawet trudu, by w ramach dziennikarskiego śledztwa zweryfikować posiadane rzekomo "aferalne" informacje u samego źródła, czyli u szefa KZGW.
"W sobotę ujawniliśmy, że w ostatnich dniach rządu PiS Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej podległy Ministerstwu Środowiska wydzierżawił ojcom redemptorystom - po cenie kilka razy niższej niż rynkowa - 1,3-hektarową działkę nad Wisłą w Toruniu" - rozpisuje się wczorajsza "Gazeta Wyborcza". Rzecz w tym, że transakcja dotycząca opisywanej działki i umowa dzierżawy rzeczywiście została zawarta przez Prowincję Warszawską Redemptorystów, jednak nie z Krajowym Zarządem Gospodarki Wodnej z centralą w Warszawie, ale przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Toruniu. Rola KZGW sprowadzała się do roli organu kontrolnego, który wydawał wstępną akceptację.
Nie mniej, a więcej
Nieprawdą są również sugestie, jakoby dzierżawa była kilkakrotnie niższa od stawek rynkowych. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" cenę 3 zł za metr, jaką płacą Ojcowie Redemptoryści, zestawiają z ceną - owszem, komercyjną - ale działek z możliwością zabudowy położonych na atrakcyjnym terenie. Działka czasowo dzierżawiona przez Zakon Redemptorystów to teren w 60 procentach zalewowy, obarczony wysokim ryzykiem inwestycyjnym. Tylko jego niewielka część może otrzymać tzw. warunki zabudowy. Co więcej, dzierżawa, jaką płacić mają Ojcowie Redemptoryści, jest ponaddziesięciokrotnie większa od wnoszonej przez poprzedniego najemcę.
W sobotę specjalne oświadczenie w tej sprawie wydał Zakon Redemptorystów. W piśmie opublikowanym m.in. na łamach "Naszego Dziennika" ojcowie, odnosząc się do publikacji "Gazety Wyborczej", stwierdzili: "jesteśmy zmuszeni do złożenia niniejszego oświadczenia i zaprotestowania wobec manipulacji, kłamstw i insynuacji, które zawiera niniejszy tekst". To jednak przemilczeli dziennikarze "GW", informując swoich czytelników, iż "o. Król przyznał, że wszystkie informacje o działce 120/2 podane w sobotniej 'Gazecie' są prawdziwe" (sic!).
Jeszcze w sobotę minister Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją, przekonywała, że jeżeli Ojcowie Redemptoryści na dzierżawionej działce postawią budynek, to będą mogli ubiegać się o przejęcie gruntu. Sugerowała również, iż w przypadku zalania terenu - a jest to działka niekomercyjna, jak twierdzi "Gazeta Wyborcza", a zalewowa - o. Tadeusz Rydzyk otrzyma wysokie odszkodowanie. I sugerowała, że taka transakcja została zawarta najprawdopodobniej ze szkodą dla państwowego urzędu. - Jak jest umowa dzierżawy, to musi być zawarta osobna zgoda na postawienie budynku. W takiej sytuacji w umowie umieszcza się zapis o zrzeczeniu się inwestora z prawa do odszkodowania za ewentualne straty - powiedział nam wysoki rangą pracownik Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.
Swoistych cudów językowych dokonała też wczoraj na antenie radia Tok FM prowadząca program "Przegląd prasy" Janina Paradowska. Komentując wczorajszą publikację "Naszego Dziennika" w tej sprawie, ironizowała, iż naszym zdaniem, ważniejsze jest ustalenie, kto odpowiada za przekazanie urzędowych dokumentów dziennikarzom niż to, że "być może teren nabyto nie całkiem w porządku", a "grunt za niski czynsz otrzymała szkoła ojca Rydzyka". Redaktor Paradowska zignorowała fakt, że grunt ten nie został nabyty, a jedynie wydzierżawiony, a podmiotem-inwestorem nie była "szkoła ojca Rydzyka", a Prowincja Warszawska Redemptorystów. Paradowska powieliła też nieprawdziwą informację o rzekomo niskim "czynszu". W porównaniu bowiem do stawek płaconych przez poprzedniego najemcę czynsz jest wysoki i nie odbiega od określonych ustawą stawek za teren o takiej lokalizacji i takim przeznaczeniu.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-12-18
Autor: wa