Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zawężanie pola

Treść

Nowa retoryka Platformy Obywatelskiej: dlaczego Prawu i Sprawiedliwości nie podoba się rząd Kazimierza Marcinkiewicza i chce składać wniosek o skrócenie kadencji Sejmu? Liga Polskich Rodzin i Samoobrona zdają się tylko na to czekać - to nie one zerwą pakt, tylko Jarosław Kaczyński. Jest też szansa, że wówczas poprawią się ich notowania we własnych partiach. Tyle tylko, że skrócenie kadencji oznacza wybory, a wówczas naprawdę spora liczba działaczy tych partii wybierze miejsca na listach PiS. Może czwarte, może dziewiąte, ale i tak pewnie z większymi szansami na mandat. Bo mimo prób PiS ordynacja wyborcza będzie pewnie ta sama co dziś.
A mogłaby być inna, gdyż PiS wraca do projektu zmian w Ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu. Zamiast dotychczasowej proporcjonalnej z podziałem mandatów według metody d'Hondta, miałaby być mieszana, na wzór niemiecki. Połowę posłów wybieralibyśmy tak jak dotąd, a drugą w okręgach jednomandatowych. To zdaniem PiS jedyny sposób zmiany ordynacji w taki sposób, by nie trzeba było nowelizować Konstytucji.
- To złe rozwiązanie - uważa lider PO Donald Tusk. Jego partia od kilkunastu miesięcy domaga się wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, a więc ordynacji większościowej. Nic jednak nie robi w tym kierunku prócz złożenia jeszcze w poprzedniej kadencji projektu zmian w Konstytucji nazywanej w skrócie "4 razy TAK".
Marszałek Sejmu Marek Jurek, pytany o tę sprawę w porannych Sygnałach Dnia, mówi, że nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że PiS nie zmienia poglądów. Taki sam projekt zgłaszało już w poprzedniej kadencji. Marszałek nie wie, skąd wzięła się nagle dyskusja o zmianie ordynacji.
- Chcemy sprawdzić, czy byłaby szansa na taką zmianę, która znacząco utrudniłaby sytuację mniejszym partiom - wyjaśnia jeden z polityków PiS.
Dyskusję rozpoczęła wypowiedź posła Mariusza Kamińskiego w jednej z gazet. To ostatnio często praktykowana przez PiS metoda "badania gruntu" pod swoje pomysły. Tak było przecież ze słynnym już przeciekiem Adama Bielana, jako "źródła zbliżonego do kierownictwa partii", do PAP. Nieprzypadkowo też ożywiony został temat wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

Zakaz krytyki
PiS jest coraz bardziej zdegustowane krytyką rządu ze strony Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Dziś ma się odbyć długo oczekiwane spotkanie Rady Sygnatariuszy. Wątpliwe jednak, by przyniosło jakikolwiek przełom w kwestii, którą coraz mocniej sygnalizują liderzy PiS, szczególnie zaś w ostatnich dniach marszałek Jurek.
- Trudno współpracować parlamentarnie, jeśli w przerwach między obradami trwa nieustanny atak na rząd i partię rządzącą - mówił wczoraj.
- Tę zasadę trzeba wyjaśnić - dodaje Jurek. Czy więc Lepper i Giertych dostaną do podpisu kolejny aneks? O ile słynny "aneks 4a" był do przełknięcia, o tyle jakikolwiek dokument z zakazem nieuzasadnionej krytyki PiS i rządu trudno sobie wyobrazić. Tym bardziej że w obu partiach nastroje są coraz bardziej krytyczne wobec liderów. Oczywiście nikt nie pozbawi Leppera władzy w partii, a w sobotę Giertych zostanie nawet prezesem swojej partii (zamieni się z Markiem Kotlinowskim na stanowisku przewodniczącego Kongresu LPR). Ale głosów krytycznych jest coraz więcej, a ich eksplozja może nastąpić w chwili tworzenia list wyborczych.

Ruchy wyprzedzające
Pakt stabilizacyjny mówi wprawdzie o zakazie "podbierania sobie" posłów, ale rodzi się pytanie: jak długo przetrwa? Zdaniem Romana Giertycha, jego końcem będzie moment złożenia przez PiS u marszałka projektu uchwały o samorozwiązaniu Sejmu. PiS nie wyklucza takiego ruchu, ale na razie raczej szachuje nim "stabilizatorów". Według naszych informacji, nie jest możliwe złożenie takiego wniosku przed wyborem nowych władz PO. Dlatego też SLD i PO nie wykluczają ruchu wyprzedzającego. Zdaniem Wojciecha Olejniczaka, PiS ma czas do końca marca, by się określić, czy chce rządzić, czy nie. SLD ma dość straszenia uczestników paktu stabilizacyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego.
- Jeżeli dalej PiS tak będzie postępowało, to wtedy powiemy "sprawdzam" i złożymy wniosek o samorozwiązanie i pewnie okaże się, że PiS nie jest partią, która chce rozwiązać Sejm - tłumaczy szef Sojuszu.
Oficjalnie odwrotne stanowisko prezentuje PO.
- Jeżeli Jarosław Kaczyński za wszelką cenę chce skrócić kadencję tego parlamentu i rozpisać wcześniejsze wybory, to jedyną drogą do tego jest dymisja rządu - mówi Donald Tusk. Według niego, samorozwiązanie "nie jest drogą do skrócenia kadencji parlamentu", gdyż wymagałoby to zgody "zdecydowanej większości ugrupowań". - A takiej zgody nie ma - zaznacza.
Tymczasem do powodzenia wniosku o samorozwiązanie Sejmu potrzeba 307 głosów. Taką większość dają kluby PiS (157 posłów), PO (130) i SLD (55). Ale PO ma nową taktykę. Twierdzi, że dążenie PiS do przedterminowych wyborów wynika z tego, że partii tej nie podoba się rząd Marcinkiewicza. Jeśli dojdzie do wcześniejszych wyborów, to tylko dlatego, że rząd zastosuje wariant znany z niemieckiej konstytucji: zwiąże szczególnie ważny dla siebie pakiet ustaw z wotum zaufania. Dlaczego jednak nie skończyłoby się to dymisją gabinetu, ale wnioskiem o rozwiązanie parlamentu? Liderzy PiS obawiają się, że w akcie nieodpowiedzialności w tzw. drugim kroku konstytucyjnym (dymisja rządu wymusza trzy próby powołania nowego) inicjatywa wyznaczenia premiera leży po stronie parlamentu. A wówczas mogłaby powstać egzotyczna większość SLD - PO - LPR - PSL - Samoobrona.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2006-03-09

Autor: ab