Zaragoza gromi Garzona
Treść
Sprawa najpopularniejszego ostatnio w Hiszpanii sędziego Baltasara Garzona, który oskarża generała Francisco Franco o zbrodnie ludobójstwa, utknęła w martwym punkcie. Wydana przez niego decyzja o otwarciu grobów ofiar wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939 podważana jest przez prokuraturę i prawników. Sędzia jednak uparcie oddala wszelkie apelacje.
Adwokat Javier Zaragoza złożył wniosek o wstrzymanie procederu otwierania mogił poległych w czasie wojny, jednak sędzia Garzon odrzucił go, twierdząc, że zawiera formalne uchybienia. Zaragoza zamierza złożyć podobny wniosek po raz kolejny. Obecnie rozpatrywane są także apelacje złożone przez prokuraturę. Komentatorzy sugerują, że sięgając po różne kruczki prawne, Garzon będzie oddalał większość złożonych pism, sam nie przyznając się do tego, iż wydana przez niego decyzja zawiera ogromną ilość błędów, a przede wszystkim nie ma oparcia w prawie.
Szerokiego poparcia udzielił "supersędziemu" premier Hiszpanii José Luis Zapatero. Opozycjoniści z Partido Popular twierdzą, że Garzon jest niekompetentny, by podejmować się takiej sprawy, a przy tym jedynie dla zyskania popularności porusza kwestie, które zostały wyjaśnione już przed ponad 30 laty. Sędzia nie znajduje także poparcia we własnym środowisku. Z przeprowadzonych badań wynika, że większość sędziów w kraju uznaje jego wniosek za bezzasadny.
W tym czasie w hiszpańskich mediach na nowo rozgorzała debata na temat legitymizacji władzy generała Franco. - Niestety, niewielu dziennikarzy i historyków ma na tyle odwagi, by powiedzieć, że jego władza nie tylko była prawnie uzasadniona, ale konieczna dla Hiszpanii - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Miguel Ángel Belmonte z Uniwersytetu Abat Oliba w Barcelonie. - Jego działania były niezbędne choćby z powodu masowych prześladowań wobec katolików, jakich dopuścili się Republikanie w latach 1931-1936. Niestety, przytłaczająca większość opinii publicznej myśli, że przejęcie władzy przez Franco było zamachem stanu przeciwko demokratycznym rządom - dodaje.
Łukasz Sianożęcki
"Nasz Dziennik" 2008-10-25
Autor: wa