Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zapomniany dramat Haiti

Treść

Ogromny problem głodu, brak pracy, eskalacja przemocy, liczne porwania i grabieże - to dzisiejsza rzeczywistość na Haiti. Mijają właśnie dwa lata od potężnego trzęsienia ziemi na wyspie. Kataklizm kosztował życie wielu Haitańczyków, a miliony pozostawił bez dachu nad głową.
W 2010 r. trzęsienie ziemi w 75 proc. zniszczyło stolicę Haiti Port au Prince, pochłonęło ponad 300 tys. ofiar, a blisko 3 mln ludzi pozbawiło dachu nad głową. Dramat pogłębił dotychczasowe problemy tego kraju, którego 80 proc. z 10-milionowej ludności jeszcze przed kataklizmem żyło w ubóstwie, a prawie połowa nie potrafiła czytać i pisać. Po dwóch latach od klęski sytuacja nieznacznie się poprawiła. Stopniowo odbudowywane są szkoły, remontowane szpitale i domy, ale jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia.
- Potrzeby są ogromne. Pomagają nam głównie organizacje kościelne i charytatywne. Próbują przywrócić w kraju normalność, opiekują się ludźmi i przekazują wsparcie finansowe. Niosą też pomoc konkretnym parafiom - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. bp Joseph Lafontant. Zwraca jednak uwagę, że jeśli chodzi o organizacje pozarządowe, które nie współpracują z instytucjami kościelnymi, często brakuje kontroli, gdzie i co one odbudowują i jakie są koszty tych prac. Tuż po trzęsieniu ziemi ze wsparciem, przede wszystkim finansowym, temu jednemu z najbiedniejszych państw świata pospieszyło wiele krajów. Problem stanowi jednak skomplikowana biurokracja, która wstrzymuje prawie połowę środków finansowych. Nie ma też dokładnych danych o realizowanej pomocy.
Mimo dwóch lat, jakie upłynęły od momentu, gdy zatrzęsła się ziemia, setki tysięcy ludzi nadal żyje na ulicy w namiotach. Niektóre źródła podają, że jeszcze pół roku temu w namiotach mieszkało prawie 1,5 mln osób. Dziś, jak mówi nam dyrektor generalny Caritas Haiti ks. Serge Chadic, w namiotowych osiedlach mieszka 600 tysięcy ludzi. - Sytuacja nieznacznie się poprawiła, chociaż jest to dla nas trudne. Jeszcze w minionym roku było wiele porwań - wyjaśnia. Dodaje, że haitańska Caritas obejmuje opieką również dzieci i młodzież, które chcą się uczyć. Przy projektach współpracuje z innymi oddziałami Caritas na świecie.
Haiti potrzebna jest długofalowa pomoc nie tylko finansowa, ale również ze strony specjalistów. Takie wsparcie niosą misjonarze czy choćby Caritas Polska, która rozpoczyna projekty edukacyjne. Misję medyczną dla szpitala w Milot zainicjowała s. Miriam Badron. - Haitańczyków dotykają problemy podobne do tych, które zauważamy w zachodnich społeczeństwach: utrata wiary, obojętność, materializm, działają sekty - zauważa w rozmowie z nami siostra. - Zagrożenie płynie również z wierzeń vodo, przetrwało ono czasy kolonialne. Kapłani i biskupi zawierzają jednak kraj Maryi i Miłosierdziu Bożemu - dodaje, podkreślając, że mimo dramatycznego doświadczenia Haitańczycy nie zatracili ducha i godności. - To zdumiewające, jak naród, który ma tak niewiele, potrafi mieć w sercu tyle radości - twierdzi.
To już druga misja, w którą z regularną pomocą zaangażowała się także Caritas diecezji szczecińsko-kamieńskiej. - Pojechała z nami grupa lekarzy i pielęgniarek, którzy współpracowali z Haitańczykami. Naszym pragnieniem jest długofalowa pomoc - zaznacza ks. Maciej Szmuc, dyrektor diecezjalnej Caritas.
- Przede wszystkim widoczny jest ogromny problem głodu, często niektórzy nie jedzą kilka dni. Najbardziej boli głód dzieci - podkreśla Maria Teresa Misiuna, pediatra ze szczecińskiego szpitala. - Opieka medyczna jest tam płatna, a niestety ludzie nie mają pieniędzy. Napływają dary rzeczowe, sprzęt od zagranicznych fundacji, często jednak brakuje ludzi, którzy mogliby go obsłużyć - mówi. Zwraca również uwagę, że przede wszystkim konieczne są usprawnienie organizacji dystrybucji pomocy i edukacja młodych ludzi.
Agnieszka Gracz
Nasz Dziennik Piątek, 13 stycznia 2012, Nr 10 (4245)


Autor: jc