Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Załoga się burzy

Treść

Dzisiaj będą znane wyniki referendum w Stoczni Gdańskiej, które dadzą odpowiedź na pytanie, jak załoga ocenia postępowanie właściciela - ISD Polska, oraz czy związki mają prowadzić akcję protestacyjną. Związkowcy podkreślają, że to właściciel jest winien wywołania napięcia, bo nie wypłacił pracownikom pełnego wynagrodzenia. Inwestor zobowiązał się, że do 20 września wyrówna wynagrodzenia. Jednak zdesperowani pracownicy wstrzymali się wczoraj od pracy na niektórych wydziałach w godz. 10.00-14.15. - Przyczyną protestu jest częściowa wypłata wynagrodzenia - tylko w wysokości od 40 do 80 procent. Niepokój w stoczni jest bardzo duży - mówi Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w Stoczni Gdańsk. Dodaje, że to załoga stoczni staje się "radykalna", a nie działacze związkowi. Działacze "Solidarności" podkreślają, że wczorajsze wstrzymanie się od pracy jest co prawda niezgodne z prawem, ponieważ niespełnione są procedury prowadzenia sporu zbiorowego, ale świadczy to o zdesperowaniu załogi. - Dlatego upominamy ludzi, że najpierw trzeba spełnić procedury, aby nie doszło do zwolnień dyscyplinarnych, co jest możliwe - podkreśla Guzikiewicz. Niewypłacenie całego wynagrodzenia ma być, według "Solidarności", prowokacją, która służy zniechęceniu pracowników i ma na celu zmuszenie ich do zwolnienia się z pracy na własną prośbę, skutkiem czego stocznia się wyludni, a wtedy łatwiej będzie sprzedać jej tereny. Inwestor, nabywając zakład, zobowiązał się do budowy 12 statków rocznie, produkcji konstrukcji stalowych, mostów i elektrowni wiatrowych. - Obecnie buduje się tylko 4-5 statków - mówi Guzikiewicz. Cała produkcja miała się odbywać na połowie obecnego terenu stoczni. Zdaniem związkowców, taka komasacja jest "logiczna", ale wymaga inwestycji, od których właściciel się wstrzymuje. Pracownicy sprzeciwiają się zdecydowanie likwidacji pochylni, która doprowadzi stocznię do utraty dotychczasowego profilu produkcji. Dzisiaj "S" ogłosi wyniki referendum na temat podjęcia w stoczni akcji protestacyjnej. Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni. Brak ich akceptacji przez KE oznacza, że zakłady będą musiały zwrócić pomoc publiczną, którą otrzymały już po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, co może skończyć się ich bankructwem. Paweł Tunia "Nasz Dziennik" 2008-09-11

Autor: wa