Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Żądają podwyżek

Treść

Podkarpaccy lekarze specjaliści zapowiadają kontynuację protestu w sprawie podwyżek płac. W ubiegły poniedziałek blisko 1,2 tys. medyków wystąpiło o dzień urlopu na żądanie i nie stawiło się w pracy. Decyzję w sprawie ewentualnej kontynuacji protestu ma jutro podjąć Zarząd Regionu Podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Zdeterminowani lekarze protestują przeciwko ich zdaniem niskim nakładom na służbę zdrowia, żądają też 30-procentowej podwyżki płac. Akcja przeprowadzona w ubiegłym tygodniu objęła kilkanaście placówek medycznych. W szpitalach wojewódzkich w Rzeszowie, Przemyślu i Krośnie z urlopów na żądanie skorzystało po 80 lekarzy, w szpitalu powiatowym w Jaśle i Stalowej Woli po 70, w Tarnobrzegu 60. Odwołano planowe zabiegi operacyjne, a wizyty w wielu przychodniach specjalistycznych regionu przełożono na kolejne dni. Wobec braku reakcji ze strony dyrekcji poszczególnych ZOZ-ów, których nie stać na spełnienie postulatów płacowych, lekarze nie wykluczają kontynuacji akcji protestacyjnej, która tym razem potrwa dwa dni. Według medyków, żądanie 30-procentowych podwyżek płac nie jest zbyt wygórowane. Jednak w opinii większości dyrektorów szpitali, w realizowanym obecnie kontrakcie nie ma możliwości wygospodarowania takich sum. Dlatego konieczne są rozwiązania, które uzdrowią cały system. Wygospodarowanie dodatkowych 4 mld zł na ten cel z budżetu państwa zapowiedział minister zdrowia, jednak dopiero w przyszłym roku. Takiego rozwiązania nie przyjmują do wiadomości protestujący lekarze. Ich zdaniem, suma ta nie wystarczy nawet na spłatę połowy zadłużenia polskich szpitali, nie wspominając już o podwyżkach dla pracowników.
W opinii dr. Zdzisława Szramika z Zarządu Regionu Podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, to kolejna próba zwodzenia i gry na czas. Dlatego lekarze zapowiadają zaostrzenie fali protestów. Nie wykluczają też, że niebawem ponownie wezmą urlopy na żądanie i po raz kolejny nie przyjdą do pracy. - Propozycja ministra zdrowia dopiero na przyszły rok, wobec rozmiaru naszych oczekiwań i rzeczywistych potrzeb systemu, jest kroplą w morzu i w ogóle nie traktujemy jej poważnie. W związku z tym jeszcze przez jakiś czas będziemy organizować protesty. Jeśli nie przyniosą one rezultatów, a spory zbiorowe zakończą się podpisaniem protokołu rozbieżności, będziemy mogli ogłosić strajk - wyjaśnia Zdzisław Szramik. W jego opinii, strajk nie jest celem samym w sobie, ale pewną koniecznością. - Jeżeli nasi adwersarze - pracodawcy, organy założycielskie, czyli samorządy, jak również Ministerstwo Zdrowia - od lat pozostają głusi na nasze żądania, to formy protestu siłą rzeczy będą się nasilać, a ich dokuczliwość będzie niestety coraz większa. Przypominam, że nasze merytoryczne argumenty od lat trafiają w mur obojętności i w zasadzie nikogo nie obchodzą. Przy każdej okazji wskazujemy, że pielęgniarka zarabia połowę, a lekarz niecałą średnią krajową, że od lat są wielkie prowizorki, długi stale rosną, a w takich warunkach pracować naprawdę się nie da. Ponieważ nasze argumenty nie trafiają do przekonania ani parlamentarzystom, Ministerstwu Zdrowia, ani też naszym pracodawcom, więc pozostaje nam zrobić coś, co do nich wreszcie przemówi. W żaden sposób nie chcemy jednak szkodzić pacjentom - dodaje dr Szramik.
Jutro odbędzie się zebranie Zarządu Regionu Podkarpackiego OZZL, na którym zostaną przyjęte harmonogram i kalendarz dalszych działań protestacyjnych. Tym razem protest lekarski na Podkarpaciu najprawdopodobniej zostanie wydłużony do dwóch dni. Jeżeli protest administracyjny nie przyniesie zamierzonego rezultatu, podkarpaccy medycy nie wykluczają, że posuną się dalej i odejdą od łóżek pacjentów.
Mariusz Kamieniecki

"Nasz Dziennik" 2006-02-28

Autor: ab