Za wcześnie na emeryturę
Treść
- Wielu chciało już nas wysyłać do domu, ale my nadal gramy w mundialu! - te słowa Zinedine'a Zidane'a najlepiej obrazują nastroje panujące w ekipie francuskiej po zwycięskim meczu z Hiszpanią. "Trójkolorowi", jedna z najbardziej krytykowanych drużyn turnieju, udowodnili, iż wciąż mają klasę i charakter, które pomagają wygrywać w najtrudniejszych chwilach.
Mecz z Hiszpanią miał być pożegnaniem Francji z mistrzostwami. Młody, ambitny, żądny sukcesów zespół prowadzony przez Luisa Aragonesa miał zakończyć wspaniałą historię ekipy z Zinedine'em Zidane'em, Patrickiem Vieirą, Claudem Makelele czy Lilianem Thuramem w składzie. Wiele wskazywało na taki właśnie scenariusz. Hiszpania zmagania grupowe przeszła jak burza, wygrywając wszystkie mecze. Francja męczyła się okrutnie, awans zapewniając sobie w ostatniej chwili, gdy wisiała nad nią groźba katastrofy. Młodzi, niezwykle utalentowani Cesc Fabregas, Fernando Torres, Sergio Ramos czy David Villa wnosili tę świeżość i polot, której "Trójkolorowym" zdawało się brakować.
Wydawało się, że to pokolenie hiszpańskich graczy osiągnie wreszcie oczekiwane sukcesy. Kibice mieli dość drużyny, która zawsze grała pięknie i zawsze przegrywała najważniejsze starcia. Zespół Aragonesa miał to zmienić. Nie zmieni.
Zidane ma 34 lata i po mundialu kończy karierę. Vieira - 30, Makalele - 33, Thuram - 34, Fabien Barthez - 35, a Sylvain Wiltord - 32. Na ich tle 29-letni Thierry Henry i William Gallas są wręcz młodzieniaszkami. Ostatnio nie mieli najlepszej prasy, bo i grali kiepsko. Kibice wyżywali się na trenerze Raymondzie Domenechu (który faktycznie zdaje się być najsłabszym ogniwem ekipy) i kilku piłkarzach, nie szczędząc im krytyki i ostrych słów. Atmosfera była zatem kiepska, kiepskie były pierwsze mecze na mistrzostwach.
Ale ta drużyna, złośliwie zwana drużyną "emerytów", udowodniła we wtorek, że nadal potrafi grać dobrze w piłkę, a do tego ma charakter i nie boi się walki. Przetrzymała napór Hiszpanów, stratę gola, a potem sama przejęła inicjatywę i w końcówce obu połów zadała trzy zabójcze ciosy. Wygrała 3:1, zasłużenie awansując do ćwierćfinału. Vieira i Zidane strzelili po jednej bramce i zaliczyli po asyście, dzielnie wspierał ich najmłodszy w kadrze 23-letni Franck Ribery i inni koledzy.
Pewnie, Francja nie prezentuje się tak wspaniale jak osiem lat temu, gdy w wielkim stylu zdobywała mistrzostwo świata. Grają w niej co prawda ci sami (z nielicznymi wyjątkami) piłkarze, ale czas robi swoje. Mimo to nadal jest groźna i potrafi wiele. - W pierwszej rundzie nie graliśmy dobrze, to prawda, ale chcieliśmy udowodnić, że nadal jesteśmy zespołem dobrze rozumiejących się ludzi i stać nas na wiele - powiedział Zidane. Udowodnili. Czy w ćwierćfinale mogą przeciwstawić się samej Brazylii? Chyba tak!
Pisk
'Nasz Dziennik" 2006-06-29
Autor: ab