Z Guantanamo do Unii?
Treść
Waszyngton zwrócił się oficjalnie do Berlina z prośbą o przyjęcie podejrzanych o terroryzm z likwidowanego więzienia w bazie w Guantanamo na Kubie. Niemcy jednak nie kwapią się do przyjęcia wszystkich amerykańskich więźniów. Sugerują, że także inne państwa Unii powinny pomóc Stanom Zjednoczonym rozwiązać ten problem.
Informację potwierdza minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier. Na razie - według "Deutsche Welle" - szef niemieckiej dyplomacji poinformował, że Amerykanie nie sprecyzowali, o jaką dokładną liczbę więźniów chodzi. - Gdy wpłyną konkretne prośby, jesteśmy zobowiązani je dokładnie sprawdzić, ustalić, o kogo chodzi, na ile są niebezpieczni, czy strona amerykańska oczyściła ich z zarzutów. Chcemy wystąpić też z inicjatywą na płaszczyźnie europejskiej i domagać się równego traktowania wszystkich krajów europejskich - cytuje Steinmeiera "DW".
Po decyzji nowego prezydenta USA o zamknięciu więzienia w Guantanamo na Kubie powstał problem, co zrobić z przebywającymi tam osadzonymi, którzy są podejrzani o terroryzm. Wszystko wskazuje na to, że część z nich - pomimo sprzeciwu społeczeństwa i dość dużego sceptycyzmu ze strony polityków CDU - trafi jednak do Niemiec. SPD wraz z wicekanclerzem Steinmeierem, w ramach wspierania nowego amerykańskiego prezydenta, postanowili ułatwić Obamie zadanie poprzez przyjęcie części więźniów do siebie. Ciągle nie wiadomo, jak się zachowa współkoalicjant z CDU. Minister obrony z tej partii Franz Josef Jung w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" w Monachium nie wykazywał zbytniej euforii i entuzjazmu do przyjęcia więźniów. - Poczekajmy z jakąkolwiek decyzją na konkretną propozycję w tej sprawie od administracji amerykańskiej - stwierdził Jung. Jedno wydaje się pewne, że politycy niemieccy będą do przyjęcia więźniów z Guantanamo namawiali także inne kraje unijne, co zapowiedział już Steinmeier.
Bardzo ostrożnie do tematu ewentualnego przyjęcia więźniów przez Polskę podchodzi były ambasador w Niemczech i USA Janusz Reiter, który w rozmowie z nami stwierdził, że zanim kogokolwiek przyjmiemy, powinniśmy dokładnie się zastanowić, dlaczego to mamy zrobić. - Moim zdaniem, przyjęcie więźniów z Guantanamo na apel Stanów Zjednoczonych o pomoc to ważna sprawa, ale to nie może być jedynym powodem. Jest to ważne, ale niewystarczające - powiedział nam Reiter. - W taki sposób nie można decydować o tak ważnych politycznych decyzjach, gdyż z czasem może wyczerpać się potencjał swego rodzaju wdzięczności dla nowej amerykańskiej ekipy. Takie decyzje muszą być oparte nie tylko na zasadzie wdzięczności, ale także na zrozumieniu naszych interesów. Musimy przy ewentualnej wzajemnej współpracy rozmawiać z nową amerykańską ekipą także o naszych polskich interesach - podkreśla Reiter.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2009-02-12
Autor: wa