Wytrych referendalny
Treść
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu czołowi politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej przekonywali, jak w czasie kampanii w 2001 r., że wybory powinny być na wiosnę. Im bliżej tej wiosny, tym bardziej prawdopodobne, że będą najdalej, jak mogłyby być, czyli późną jesienią. Oczywiście politycy SLD twierdzą, że posądzanie ich o oszustwo nie ma nic wspólnego z logiką, za to wiąże się z chęcią pogrążenia kraju w kryzysie, brakiem patriotyzmu i dążeniem do rewolucji.
Wydawało się, że Sojuszowi wystarczy już do szczęścia niemal stuprocentowa pewność, iż 5 maja uchwała o samorozwiązaniu Sejmu nie uzyska większości. Ale tutaj na przeszkodzie stanął premier, który zamierza przystąpić do partii opozycyjnej. Jego kalendarz polityczny musi w związku z tym objąć kampanię wyborczą, a przecież niełatwo kandydować, stojąc jednocześnie na czele władzy wykonawczej - przecież nie każdy brak decyzji można zrzucić na nieprzychylnych dobremu rządowi posłów.
SLD usiłuje przekonać premiera, że jeśli złoży dymisję w maju, weźmie na siebie odpowiedzialność za fiasko referendum w sprawie traktatu konstytucyjnego UE. Tego przecież, mówią po cichu, nie wybaczyliby mu nawet jego nowi koledzy z kolejnej mutacji Unii Wolności.
- Jeśli najważniejszą sprawą jest referendum europejskie, to nie można składać dymisji - mówi Krzysztof Janik, który jeszcze niedawno odważnie deklarował, że 5 maja podniesie rękę za skróceniem kadencji, i gdzieś po drodze zmienił zdanie.
Premier twardo podtrzymuje swoją decyzję, że w maju odejdzie. Co nas czeka? Wszystko zależy teraz od postępu w tworzeniu partii przez trio Frasyniuk - Hausner - Belka. Jeśli będzie szło dobrze, a sondaże pokażą wzrost poparcia, to Belka złoży dymisję. Jeśli nie, uzna, że rzeczywiście referendum jest najważniejsze. A jest jeszcze wyjście salomonowe - Belka dotrzyma słowa i złoży dymisję, ale prezydent poprosi, by jeszcze został. I premier zostanie, bo przecież "prezydentowi się nie odmawia". I upieką dwie pieczenie na jednym ogniu: doprowadzą do referendum i utrzymają się przy władzy kilka miesięcy dłużej.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-03-17
Autor: ab