Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wyjątkowe traktowanie

Treść

Polskie pielęgniarki i położne decyzją rządu zostały odsunięte od rozmów technicznych z Komisją Europejską w sprawie zmiany niekorzystnych zasad uznawania ich kwalifikacji na terenie UE. Nie można tego nazwać inaczej niż konsekwentne szykanowanie tej grupy zawodowej, ponieważ podczas negocjacji przedakcesyjnych żaden kraj nie zgodził się na podobne traktowanie swoich sióstr.
Kobiety domagają się znowelizowania niekorzystnych zapisów, które - należy to z mocą podkreślić - dotyczą wyłącznie polskich pielęgniarek i położnych. Wszystkie państwa, które wchodziły razem z nami w struktury Unii, miały podobne lub takie same systemy kształcenia sióstr i położnych - wszystkim uznano kwalifikacje na warunkach korzystnych. Jeśli pielęgniarki nie spełniły warunku dotyczącego godzin kształcenia, to mają to uznawane, poprzez tzw. prawa nabyte, jeżeli dołączą do świadectwa i dyplomu swoje doświadczenie zawodowe z ostatnich trzech lat. Natomiast tylko dla polskich pielęgniarek i położnych tę barierę podniesiono do... 5 lat. Tylko polskim pielęgniarkom, które kończyły licea medyczne, legitymują się prawem wykonywania zawodu i na terytorium Rzeczypospolitej mają wszystkie uprawnienia - nie uznaje się tych kwalifikacji na terenie UE.
Przedstawicielki omawianej grupy zawodowej miały uczestniczyć w rozpoczętych wczoraj w Brukseli rozmowach jedynie w charakterze obserwatora, jednak i to w ostatniej chwili zostało im zabrane. Zdaniem Elżbiety Buczkowskiej z Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, z instrukcji dla przedstawicieli reprezentujących Polskę zatwierdzonej przez resorty zdrowia i edukacji oraz Urząd Komitetu Integracji Europejskiej wynika, że odgórne założenie jest takie, by z góry wyeliminować je z obecności przy niewygodnych rozmowach technicznych.
Jan Bondar, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, powiedział nam, że nie rozumie, dlaczego delegacja pielęgniarek zrezygnowała z wyjazdu, bo "prawdopodobnie uczestniczyłyby w obu częściach rozmów" - ogólnej i technicznej. W rozmowie z nami Bondar zapewniał, że ministerstwo jest świadome, iż obecny stan prawny, w którym nasze pielęgniarki i położne w niekorzystny sposób mają uznawane kwalifikacje, jest "niewłaściwy". - Resort od dłuższego czasu stoi na stanowisku, że ta nierówność nie ma żadnego uzasadnienia, ponieważ kształcenie było podobne we wszystkich tych krajach. Nierówność ta wynika więc z traktatu akcesyjnego - mówił Bondar. Oświadczył też, że ministerstwo chce zmienić ten stan rzeczy. - Uzyskaliśmy opinię, że zmiana tych zapisów jest możliwa pod względem prawnym i cały czas naciskamy na Komisję Europejską w tej sprawie. Nie sądzę jednak, żeby już dzisiaj jakieś postanowienia zapadły, ponieważ Unia jest nieskora do zmian traktatowych i jest bardzo trudno to zmienić - zaznaczył.
Odnosząc się do kwestii udziału polskich pielęgniarek przy toczących się od wczoraj rozmowach w Brukseli, rzecznik powiedział, że resort zdrowia chciał, aby pielęgniarki pojechały do Brukseli i uczestniczyły w rozmowach. - Byłby to precedens w skali unijnej, że przedstawiciele grupy zawodowej lub grupy interesu uczestniczą w rozmowach rządowych - powiedział. Jego zdaniem, niezrozumiałe jest to, że pielęgniarki nie pojechały do Brukseli.
- Myśmy nie miały żadnej gwarancji, że będziemy uczestniczyć w obu częściach rozmów - skomentowała wypowiedzi Bondara Elżbieta Buczkowska z Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Dlatego - nie mogąc wziąć odpowiedzialności za przebieg rozmów i ich skutek - pielęgniarki w ramach protestu odmówiły wyjazdu do Brukseli.
Środowisko polskich pielęgniarek i położnych od dłuższego czasu próbuje wykazać zarówno naszemu rządowi, jak i Komisji Europejskiej, że spełnia wszystkie warunki, aby podjąć pracę za granicą. Nadal jednak kobiety traktowane są na terenie Unii w sposób niegodziwy. - Wczoraj miałyśmy razem z przedstawicielami rządu polecieć do Brukseli. Jednak dowiedziałyśmy się w ostatniej chwili, iż uzgodniono, że przedstawicielki samorządu zawodowego zostały wykluczone ze szczegółowej części rozmów technicznych - powiedziała nam Elżbieta Buczkowska. Dodała, że środowisku chodziło o to, aby uczestniczyć w rozmowach, nawet w charakterze obserwatora, gdzie w razie czego mogłoby służyć doświadczeniem i wiedzą. Pielęgniarki i położne są zaskoczone i oburzone, że rząd nie traktuje poważnie problemów ich środowiska.
O tym, że polski rząd zaniedbał negocjacje w Komisji Europejskiej przed przystąpieniem Polski do Unii w zakresie uznawania kwalifikacji polskim pielęgniarkom, było już wiadomo przed 1 maja 2004 r. - Myśmy zarzucały rządowi, że w sposób niewłaściwy postępował i negocjował warunki dla swoich obywateli. 60 proc. pielęgniarek i położnych ma nieuznane kwalifikacje na terenie Unii. Ponadto do pracy na obszarze UE przyjmowane są na najgorszych warunkach - powiedziała Buczkowska. - Rząd po prostu zaniedbał to, nie walczył o nas i doszło do dyskryminacji polskich pielęgniarek - oświadczyła Buczkowska. Kobieta dodała, że środowisko pielęgniarek i położnych nie chce wcale wyjeżdżać z kraju za chlebem. Jednak niejednokrotnie są do tego zmuszane poprzez niegodziwe warunki pracy i płacy. - My byśmy nie wyjeżdżały, gdyby w Polsce stworzono nam godziwe warunki, abyśmy mogły służyć naszym chorym - zaznaczyła Elżbieta Buczkowska.
W opinii deputowanej do Parlamentu Europejskiego Urszuli Krupy, w polskim interesie powinno być to, aby jak najmniej pielęgniarek opuszczało nasz kraj w poszukiwaniu pracy. - Niemniej taka sytuacja jest dyskryminująca polskie siostry na terenie Unii i jest to niesprawiedliwe - zaznaczyła Krupa.
Agnieszka Niewęgłowska

"Nasz Dziennik" 2005-09-08

Autor: ab