Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wszystkie chwyty dozwolone

Treść

Kampania wyborcza przed II turą wyborów prezydenckich nabiera rumieńców, niestety w niektórych przypadkach wręcz chorobliwych. Wygląda na to, że sztab Donalda Tuska nie zamierza przebierać w środkach, wykorzystując każdą możliwą okazję do zdyskredytowania Lecha Kaczyńskiego. Metoda jest prosta: prowokujemy, czekamy na reakcję i atakujemy. Każdy pretekst jest dobry. Wczoraj stała się nim jedna z wypowiedzi sztabowców Kaczyńskiego.
Zaczęło się rano. Najpierw w publicznym radiu dziennikarze usiłowali "przygwoździć" Kaczyńskiego napastliwymi pytaniami o aferę "Telegraf", rzekomo niedofinansowane z winy miasta warszawskie hospicja i równie rzekome spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z biznesmenem Janem Kulczykiem. Kaczyński ripostował: afera jest już osądzoną sprawą, z którą nie ma nic wspólnego, wykorzystywanie w kampanii lidera PO osób w stanie terminalnym jest wyjątkowo obrzydliwe, a jego brat nigdy nie spotkał się z Kulczykiem. Wiadomość poszła jednak w eter. I o to chodzi: kłam, kłam, a coś z tego zostanie. Zdaje się, że właśnie taką strategię przyjęły środowiska mające zamiar zastopować marsz Kaczyńskiego do prezydentury. W odpowiedzi prezydent Warszawy zapowiedział, że nie weźmie udziału w dzisiejszej debacie organizowanej przez tygodnik "Wprost". To reakcja na poniedziałkową publikację tygodnika, usiłującą zdyskredytować kandydata na premiera Kazimierza Marcinkiewicza.
Po południu briefing prasowy zwołał szef sztabu Tuska, Jacek Protasiewicz.
- Nie spodziewaliśmy się takiego kłamstwa ze strony tego kandydata - powiedział, prezentując dokumenty, z których wynika, że ani Franciszek Karol Dawidowski (ojciec Małgorzaty Tusk), ani Józef Tusk (ojciec Donalda Tuska) nie mają w życiorysach służby w niemieckiej armii. Mają za to działalność w polskich organizacjach na terenie Wolnego Miasta Gdańska i pobyt w obozie pracy. - To szczyt obłudy twierdzić, że któryś z nich był żołnierzem Wehrmachtu - mówił wzburzony Protasiewicz. Tym razem poszło o wypowiedź Jacka Kurskiego ze sztabu Kaczyńskiego dla tygodnika "Angora" dotyczącą przeszłości dziadka kandydata PO.
Jeszcze dziś sztab Tuska ma podjąć decyzję, czy skierować sprawę do sądu w trybie wyborczym. To jednak mało prawdopodobne, bo w żadnej z cytowanych przez Protasiewicza dziennikarzom wypowiedzi polityków PiS nie pojawia się stwierdzenie, że dziadek Tuska służył na ochotnika w Wehrmachcie, a jedynie sugestia, sprowokowana pytaniem dziennikarza, że warto to wyjaśnić.
Jednak sztab Lecha Kaczyńskiego uznał, że Kurski naruszył zasady, i usunął go z otoczenia kandydata. Dodatkowo "za formułowanie zarzutów dotyczących przodków kontrkandydata w wyborach prezydenckich" Kurski stanie przed sądem partyjnym. Zdaniem polityka, nie naruszył on zasad, bo "nic nie stwierdzał", a jego słowa z wywiadu umożliwiły sztabowi Tuska wyjaśnienie sprawy. Zapowiada, że przed sądem dyscyplinarnym dowiedzie swojej uczciwości.

Sprawa stołecznych hospicjów
W ogóle sądy w trakcie kampanii prezydenckiej nie mają zbyt wiele do roboty jeśli chodzi o sprawy rozpatrywane w przyspieszonym trybie wyborczym (do 48 godzin). Sztab Lecha Kaczyńskiego nie skierował do sądu sprawy oskarżeń o obcięcie dotacji dla warszawskich hospicjów. Przypomnijmy, że kilka dni przed pierwszą turą wyborów lider stołecznej PO Hanna Gronkiewicz-Waltz zwołała konferencję prasową w Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa, na której oskarżyła Kaczyńskiego o przysporzenie cierpień umierającym w takich placówkach ludziom. Oskarżenie powtórzył w czasie telewizyjnej debaty sam Tusk. Tymczasem fakty są inne.
W Warszawie istnieje 13 hospicjów, ale żadne z nich nie należy do miasta. Władze miejskie mają jedynie prawo dofinansowywać działalność dodatkową. Wydatki na hospicja w stolicy w tym roku wzrosły z 580 tys. do 600 tys. zł. Nie rozdysponowano jeszcze całej sumy, gdyż funkcjonuje to na zasadzie ogólnodostępnych konkursów organizowanych kilka razy w roku. Dzięki temu każda placówka traktowana jest tak samo. W przeszłości było inaczej.
O zmniejszanie dotacji oskarżają Lecha Kaczyńskiego dwa hospicja - św. Krzysztofa i Archidiecezjalny Zespół Domowej Opieki Paliatywnej przy parafii św. Zygmunta na Bielanach. W pierwszym przypadku dotacja rzeczywiście uległa zmniejszeniu, co jest odczuwalne dlatego, że w tej placówce jest najwyższy koszt utrzymania jednego pacjenta. Warto jednak zauważyć, że dotacje miejskie to sumy rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, podczas gdy za sam 2005 rok NFZ przekazał tej placówce ponad 2,5 miliona złotych. W drugim przypadku wniosek o dofinansowanie złożony zarówno w 2004, jak i w tym roku nie spełniał wymogów formalno-prawnych i w związku z tym nie mógł być rozpatrzony. W ubiegłym roku brakowało sprawozdania finansowego z działalności placówki.

Strategie kampanii
Sztab Lecha Kaczyńskiego ostatni etap kampanii ma poświęcić na pozyskiwanie wyborców, zarówno tych, którzy zagłosowali na innych kandydatów, jak i tych, którzy 9 października zostali w domach. Sztab Donalda Tuska nastawia się raczej na przekonywanie, że warto iść do wyborów, głównie młodych ludzi, bo to właśnie tutaj poparcie dla kandydata PO jest najwyższe. "Gazeta Wyborcza", medium przychylne kandydatowi PO, wysnuła z tego zadziwiający wniosek, że to elektorat "elitarny", pozostawiając w domyśle, iż ten Kaczyńskiego jest "dziwny". Tylko z pozoru jest to tekst informacyjny - czytelnicy po tej lekturze mogą chętniej wybrać Tuska, bo to typowe zachowanie: lepiej być w "elicie", nawet jeśli to tylko pseudoelita. Jeden z kobiecych magazynów zamieścił nawet wywiad z żoną kandydata PO, namaszczoną już na pierwszą damę.
Donald Tusk cały dzień obradował ze swoim sztabem na temat dalszej części kampanii. Długo zastanawiano się, czy skorzystać z rad Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Wałęsy i zrezygnować z większości debat telewizyjnych (planowane są trzy - jedna duża we wszystkich telewizjach i dwie mniejsze w stacjach komercyjnych). Argumentem miało być poświęcenie czasu w kampanii dla ludzi. Mocnym podparciem tej tezy miała być niska frekwencja w I turze, przed którą kampania toczyła się głównie w mediach. Ostatecznie jednak do debat dojdzie i mogą być bardzo gorące, bo walka o prezydenturę jest coraz ostrzejsza i nikt nie będzie sobie w niej szczędził razów.
Lech Kaczyński gościł z kolei na Śląsku. Zaprosiła go "Solidarność". W Dąbrowie Górniczej opowiedział się za utrzymaniem i rozwojem dobrze zorganizowanego przemysłu ciężkiego, który daje pracę milionom Polaków. Zapewnił, że jeśli zostanie prezydentem, będzie wspierał działania na rzecz utworzenia z udziałem miejscowej koksowni silnej grupy węglowo-koksowej, która będzie koncernem liczącym się w skali europejskiej, o polskim kapitale.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2005-10-12

Autor: mj