Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wracajcie ze złotem

Treść

Jutro o 16.30 na około dwie godziny cała sportowa Polska zastygnie w oczekiwaniu. O tej porze nasi niesamowici piłkarze ręczni rozpoczną bowiem bój o mistrzostwo świata. Ich rywalami będą Niemcy, gospodarze imprezy, którzy w całym turnieju doznali dotychczas tylko jednej porażki - z Polską, jeszcze w fazie grupowej. Marzy się zatem powtórka i wszyscy wierzymy, że nastąpi!
Czy jeszcze dwa tygodnie temu ktoś się spodziewał, iż nasi szczypiorniści walczyć będą w finale mistrzostw świata? Chyba nie. Owszem, trener Bogdan Wenta zapowiadał, że jego podopiecznych stać na niespodzianki, sami piłkarze zapowiadali bój o wysokie cele, ale o złotych medalach chyba nawet sami nie myśleli. Marzyli jednak na pewno. Już w trakcie turnieju po pokonaniu kilku znakomitych rywali Wenta i zawodnicy powiedzieli sobie jasno - marzenia są piękne i są po to, by je realizować. Wygrywając z Rosją, pokonując Danię, nasi to zrobili, ale mają w zanadrzu jeszcze jedno marzenie - mistrzostwo świata. Realne jak nigdy.
Polacy już osiągnęli na niemieckich parkietach wiele. Zdobędą co najmniej srebrne medale, czyli odniosą największy sukces w historii. Dotychczas najwspanialszym osiągnięciem był brąz mistrzostw świata. Od tego wydarzenia minęło ćwierć wieku, przez które nasza piłka ręczna notowała znacznie więcej gorszych niż lepszych dni. Teraz Wenta zbudował jednak zespół, jakiego nigdy nie mieliśmy. Posiadający kapitalny charakter i walczący jak nikt. Zespół, który kształtował się z każdym meczem i kształtuje się nadal. Zespół, który dojrzał do sukcesów.
Przed półfinałowym starciem z Danią polska drużyna zamieniła się w mały szpital. Kłopoty zdrowotne dotknęły m.in. Sławomira Szmala, Michała Jureckiego, Grzegorza Tkaczyka i Krzysztofa Lijewskiego. Sytuacja była dramatyczna, ale nasi się nie poddali. Zwalczyli grypę, na ile mogli, wyszli na parkiet i stoczyli niezapomniany bój, który już przeszedł do historii polskiego sportu. Mimo że mogli słaniać się na nogach, walczyli przez regulaminowy czas gry i dwie dogrywki jak lwy - i wreszcie zmogli rywala. Pokonali go nie tylko umiejętnościami, ale i siłą woli. - Jeszcze takiego meczu nie przeżyłem - skomentował Tkaczyk.
Teraz przed naszymi ostatnie wyzwanie - wielki finał. Spotkają się w nim z Niemcami, z którymi w fazie grupowej wygrali 27:25. Jak będzie teraz? Na pewno dużo trudniej. Gospodarze turnieju z każdym spotkaniem grają lepiej, skuteczniej i pewniej. Będą mieli za sobą doping kilkunastu tysięcy głośnych i fanatycznych kibiców, wrogo nastawionych do Polaków. Wreszcie mogą mieć sędziów, którzy w mniej lub bardziej dyskretny sposób będą się mylili... prawie zawsze na ich korzyść. Dotychczasowe mecze Niemców pozwalają wysnuwać takie wnioski.
Z drugiej jednak strony Polacy są wspaniałą drużyną, której gospodarze turnieju niestraszni. Sami grają tak znakomicie, że to rywalom mogą zadrżeć ręce. Że Niemcom pomogą "ściany" i kibice? W każdym z dotychczasowych spotkań niemieccy fani dopingowali naszych przeciwników, więc dla podopiecznych Wenty to nie pierwszyzna. Więcej, ostentacyjna wrogość może ich dodatkowo zmobilizować. A sędziowie? Oby naszych nie wyprowadzili z równowagi, a najlepiej, aby byli po prostu sprawiedliwi.
Czeka nas wspaniały spektakl. Niezależnie od jego wyniku Polacy wrócą do kraju jako sportowi bohaterowie. Już osiągnęli wiele, a mogą jeszcze więcej. Trzymamy zatem kciuki, bo na mistrzostwo świata zasłużyli.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2007-02-03

Autor: wa