Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wojenny opłatek wigilijny

Treść

Okupacyjną ciszę 1942 r. na Rzeszowszczyźnie przerywa od czasu do czasu niemiecka wersja powszechnie znanej kolędy "Cicha noc". Dla Polaków to kolejna smutna, często bez rodzin, skromna kolacja przy wigilijnym stole. Jednak do grona szczęśliwców związanych z podziemiem niepodległościowym dociera razem z konspiracyjną gazetką "Na Posterunku" Inspektoratu Rzeszów Armii Krajowej okolicznościowy opłatek, a na nim wytłoczony orzeł otoczony od góry kolistym napisem: "Podnieś rączkę, Boże Dziecię". Obok scena z klęczącymi wokół Jezusowego żłóbka żołnierzami i dalsze wersy kolędy "Błogosław Ojczyznę miłą".

Niestety tylko garstka Polaków, pomimo wojennych przeciwności, cieszy się z jakże niewielkiej, ale ważnej cząstki wolności otrzymanej w tę Świętą Noc Narodzenia Pańskiego. Pozostałym musiały wystarczyć dodające otuchy słowa życzeń świątecznych: "Któż z nas nie zaznał czaru zebrania rodziny w ciemnym pokoju dokoła rozjarzonego migocącymi świeczkami drzewa Bożego lub chwili, często aż bolesnej od dławiącego uczucia spójni, gdy z opłatkiem w ręce, zapomniawszy urazy czy nawet nienawiści, życzyliśmy sobie nawzajem tego, co najlepsze, wspominając ze łzami nieobecnych, lub gdy przy suto czy ubogo zastawionym stole wigilijnym rozglądaliśmy się po jakże czasem aż do znudzenia znajomych twarzach naszych bliskich, licząc, czy też wszyscy są i nieraz z trwogą myśląc, czy wszyscy doczekamy 'Do siego Roku'... I jak w dzień wigilijny ze wzruszeniem śpiewamy prastare kolędy o narodzeniu w ludzkim ciele Boga, o Dobrej Nowinie, o przełamywaniu wrót piekielnych przez Dobro - tak wkrótce będziemy mogli wreszcie powiedzieć, że oto skończona moc Zła, że wraca w miejsce koniecznej teraz nienawiści do wroga stokroć silniejsza i wartościowsza prawdziwa miłość Ojczyzny, zamiast przewrotności - prawość, zamiast gwałtu - wolność!".

Trudny czas okupacji
Trzeci rok wojny był niezwykle ciężki dla Narodu Polskiego; terror okupanta osiągnął jesienią 1942 r. swoje największe nasilenie. Hitlerowska III Rzesza stała u szczytu potęgi, podporządkowując sobie większość terytorium Europy. Polacy podejrzewani o działalność konspiracyjną wypełniali więzienia lub byli kierowani do obozów koncentracyjnych. Aresztowania dotknęły także struktur Inspektoratu Rzeszów Armii Krajowej oraz podległych mu obwodów. Krwawo w historii regionu od kilku lat zapisywał się starosta okręgowy dr Heinz Ehaus (major SS). Różnym ograniczeniom i utrudnieniom podlegała działalność Kościoła katolickiego w diecezji przemyskiej. Między innymi zniesiono lub przeniesiono na inne dni szereg świąt kościelnych, zwłaszcza tych związanych z polską tradycją narodową. Zakazano wykonywania wszelkich obrzędów liturgicznych, śpiewów (w tym "Boże, coś Polskę" i "Serdeczna Matko"), modlitw itp., które w jakikolwiek sposób przypominały o naszej niepodległości. Władze okupacyjne, próbując ograniczać uczestnictwo w nabożeństwach, na stałe lub czasowo zamykały świątynie pod pretekstem możliwości wybuchu epidemii tyfusu; nierzadko po zakończeniu Mszy Świętej urządzano przed kościołami łapanki ukierunkowane na pozyskanie młodzieży na roboty przymusowe do Niemiec. Starostwo rzeszowskie od 1940 r. nie pozwalało odprawiać o północy tradycyjnej Pasterki, którą księża zmuszeni byli celebrować późnym popołudniem z uwagi na obowiązującą godzinę policyjną.
Niekorzystnym zjawiskom wzrastającego pesymizmu i zrezygnowania wśród Polaków, zwłaszcza w kontekście zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia 1942 r., postanowił przeciwstawić się dowodzący wspomnianym inspektoratem kpt. Łukasz Ciepliński ps. "Pług". Poszukiwał sposobu dotarcia nie tylko do swoich żołnierzy z wyrazami otuchy i wsparcia, pragnął przypomnieć, że zawsze, pomimo przeciwności losu, pozostaje nadzieja na ponowne odrodzenie się wolności i niezależności. Doceniając siłę prasy konspiracyjnej, a zwłaszcza wydawanej przez AK i szeroko znanej na Rzeszowszczyźnie gazetki "Na Posterunku", na jednej z listopadowych odpraw zwrócił się do współpracującego z nią biologa dr. Gabriela Brzęka ps. "Dewajtis" o dołączenie do świątecznego wydania specjalnego opłatka wigilijnego, na którym zostałyby umieszczone dodatkowe treści o charakterze patriotycznym. Warto w tym miejscu dodać, że w tym samym okresie redakcja rozpisała dwa konkursy, które także miały wesprzeć podupadających na duchu rodaków. Pierwszy konkurs miał za zadanie wyłonić projekt sztandaru dla Inspektoratu AK Rzeszów, drugi - zebrać, w celu upowszechnienia, najciekawsze piosenki i wiersze patriotyczne. Wojenną nagrodą dla zwycięzcy pierwszego konkursu - pchor. Zdzisława Krygowskiego ps. "Wigor" - był... pistolet - colt; w przypadku drugiego nagrodą było opublikowanie wybranych utworów na łamach konspiracyjnego "Na Posterunku".

Bożonarodzeniowa nadzieja
Tymczasem dr Brzęk - żołnierz, naukowiec i jednocześnie przewodniczący Państwowej Komisji Egzaminacyjnej "Kuźnica", przygotowujący do matury młodych członków konspiracji w inspektoracie rzeszowskim, oraz jego koledzy z tajnego nauczania i grono przyjaciół z redakcji mieli niewiele czasu na realizację prośby-polecenia kpt. "Pługa". "Zadanie to nie było bynajmniej łatwe. W okolicy od ćwierćwiecza zanikła bowiem tradycja wypiekania opłatków przez organistów, a proboszczowie sprowadzali opłatki produkowane fabrycznie" - wspominał "Dewajtis". Sprawdzone w konspiracji grono przyjaciół nie zraziło się początkowymi trudnościami. Plastycy - bracia Zbigniew i wspomniany Zdzisław Krygowscy, były dowódca placówki Błażowa Józef Lutak ps. "Orzeł", oficer broni w tejże placówce Stanisław Jacheć ps. "Jarosław" oraz Marian Pecka ps. "Tor" (ci ostatni w cywilu to inżynierowie), a także niestrudzony ks. Pilipiec podzielili między siebie role i wsparli dr. Brzęka w wykonaniu zadania. Rozpoczęto od przejrzenia zakamarków kościelnych i domowych w poszukiwaniu matrycy, kleszczy oraz innych niezbędnych narzędzi, które miały posłużyć do wytworzenia własnego wigilijnego opłatka. Po kilkunastu dniach u nieco już zmartwionego przejściowymi niepowodzeniami "Dewajtisa" zjawił się niezwykle uradowany ks. "Ski", który ze swoich rodzinnych stron, z Przemyskiego, przywiózł, przytroczywszy do ramy roweru, znaleziony na strychu kościoła wśród rupieci prototyp przyrządu do wypieku. Niestety, dno pudełka z matrycą odbijającą wizerunki liturgiczne na opłatku było dosyć mocno nadgryzione zębem czasu. XIX-wieczna ornamentyka w wielu miejscach nieczytelna nie mogła spełnić postawionych wymagań. Oglądający znalezisko inż. Jacheć stwierdził, że materiał, z którego wykonano przyrząd, nie wytrzyma prób technicznych i wobec powyższego konieczne jest przygotowanie nowej matrycy, na której zostaną wyryte odpowiednie wzory z bardziej odpornego na temperaturę stopu. Problemy materiałowe z odlewem udało się pokonać z pomocą pani Sobczakowej z Błażowej, która od miejscowego dentysty "wypożyczyła" gips, ceramiczną miskę do stapiania metalu oraz oprzyrządowanie do utrzymywania siły ognia podczas przygotowywania odlewu. Do pełnego sukcesu w wypieku wigilijnych opłatków brakowało wzoru wytłoczonego w matrycy. Wobec trudności ze znalezieniem godnego zaufania grawera postanowiono wykonać na początek pozytyw w miękkim drzewie, a następnie odlew w gipsie i kolejno w miękkim metalu. Wykonanie drzeworytu z projektem opłatka powierzono braciom Krygowskim. Jeden z braci - Zdzisław, wspominał: "Wykonany przeze mnie projekt składał się z dwóch części (kompozycja w kole): po lewej stronie - u góry orzeł z napisem 'Podnieś rączkę Boże Dziecię', u dołu 'Na Posterunku', po prawej stronie klęczący żołnierze przy Żłóbku - napis u góry 'Błogosław Ojczyznę miłą', na dole 'R.P. 1942'. Brat Zbigniew ps. 'Drzazga' sporządził kliszę płaskorzeźbę w lipie. Drugą część metalową, potrzebną do wypieku wykonywano sposobem chałupniczym u 'Dewajtisa'".
"W połowie grudnia przystąpiliśmy do pracy" - napisał później o kolejnych działaniach dr Brzęk. "W moim mieszkaniu odlaliśmy w gipsie na zwyczajnej tacce piękny negatyw, z którego po nasyceniu go tłuszczem wykonano odlew pozytywu. Pozytyw po korekcie dokonanej szewskim szydłem zamontowaliśmy na misce ceramicznej i pokryliśmy stopem sporządzonym z kawałków cyny, ołowiu i miedzi, w zwykłym piecu mojego pokoju, na wzmocnionym dmuchawkami ogniu z koksu i orzechowych łupin. Odlew wypadł dość dobrze, a po oczyszczeniu pilnikiem, szydłem i papierem szklanym - nawet imponująco".
Wypiek opłatków, trudny i wymagający olbrzymiej cierpliwości, odbył się nocą w pokoju dr. Brzęka, przy udziale ks. Pilipca i inż. Jachecia. Niestety, udało się wyprodukować chałupniczą metodą tylko kilkadziesiąt sztuk, gdyż matryca wykonana z nieodpornego na wysoką temperaturę stopu uległa podczas wypieku deformacji, a przy próbie naprawy całkowitemu zniszczeniu. "Wszystko to jednak było nieważne z końcowym efektem, bowiem te kilkadziesiąt sztuk wigilijnego opłatka dołączonego do świątecznego numeru 'Na Posterunku' wzbudziło wiele radości i wlało jeszcze więcej nadziei na lepsze jutro w skołatane polskie serca".
Grudniowy numer "Na Posterunku" miał jeszcze jeden nieoczekiwany akcent. Po raz pierwszy bezpośrednie życzenia swoim żołnierzom przekazał inspektor rzeszowski kpt. Łukasz Ciepliński: "Przy wigilijnym stole zróbmy rachunek sumienia. Umiejmy uderzyć się w piersi i powiedzieć: moja wina! Przyrzeknijmy poprawę. Uwierzmy wreszcie, że prócz wolności potrzeba nam wielkich charakterów. Zacznijmy pracę nad samym sobą, pracę, która ma stworzyć te nowe wartości, o które walczą narody...".
Wyjeżdżający często w teren oficer propagandy inspektoratu i "naczelny" gazetki Jan Bałda ps. "Piotr" rozdysponował kilka egzemplarzy pisma z opłatkami do sąsiednich inspektoratów, a nawet do Komendy Głównej AK. W tym ostatnim miejscu inicjatywa terenu, zgodnie z przekazem prof. Mariana Gieysztora, "została przez środowiska warszawskie bardzo pozytywnie oceniona".
Niestety, duża część uczestników tego niecodziennego przedsięwzięcia nie miała możliwości przełamania się świątecznym opłatkiem po wojnie, zginęli bowiem z rąk niemieckiego okupanta lub w wyniku działań komunistycznego aparatu represji.
Robert Zapart
"Nasz Dziennik" 2007-12-24

Autor: wa