Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Włosi oburzeni ostrzałem Amerykanów

Treść

Falę oburzenia wywołało we Włoszech ostrzelanie przez amerykańskich żołnierzy samochodu wiozącego m.in. uwolnioną włoską dziennikarkę komunistycznej gazety "Il Manifesto" Giulianę Sgrenę. Waszyngton pospieszył już z przeprosinami za spowodowanie tragedii, a włoska prokuratura wszczęła dwa śledztwa w tej sprawie.
Do tragedii doszło w piątek wieczorem, gdy agenci włoskiego wywiadu wieźli ją na lotnisko w Bagdadzie. Gdy już dojeżdżali do celu, prawdopodobnie niedaleko punktu kontrolnego amerykański patrol otworzył ogień do samochodu. Zginął zasłużony agent wywiadu wojskowego, znakomity negocjator Nicola Calipari, a reporterka i dwóch innych funkcjonariuszy zostało rannych.
W telefonicznym wywiadzie dla telewizji RAI News 24 Sgrena powiedziała: "Szczęśliwa, że niebezpieczeństwo już minęło, rozmawiałam w samochodzie z Nicolą Caliparim o wszystkim, co się wydarzyło i o powrocie do Włoch, kiedy nagle zaczęła się strzelanina. Nagle on rzucił się na mnie, osłaniając mnie swoim ciałem. Po chwili Nicola już nie żył. Amerykanie strzelali dalej, a nasz kierowca nie był w stanie ich przekonać, że jesteśmy Włochami. Nie uciekliśmy z żadnego punktu kontrolnego. Nie jechaliśmy nawet zbyt szybko". Zaś towarzyszący jej karabinier, który także został ranny, twierdzi, że strona amerykańska została uprzedzona o delikatnej misji włoskiego wywiadu i uwolnieniu zakładniczki. - Amerykanie wiedzieli, kogo wieziemy na lotnisko, zostali uprzedzeni - powiedział funkcjonariusz.
Według sił USA, niestety nie został uprzedzony patrol, który napotkali Włosi. Rzecznik wojskowy amerykańskiej armii w Bagdadzie tłumaczył też, że żołnierze ostrzelali samochód, kiedy zbliżał się on z dużą prędkością do wojskowego punktu kontrolnego, nie reagując na sygnały do zatrzymania ani na strzały ostrzegawcze.
Szef włoskiego rządu Silvio Berlusconi wezwał ambasadora USA we Włoszech, by wyjaśnił okoliczności tragicznego incydentu. Biały Dom już w piątek wyraził ubolewanie z powodu tragicznego ostrzelania. Prezydent George W. Bush, który zadzwonił z przeprosinami do szefa włoskiego rządu, zapewniał, że USA będą ściśle współpracować w wyjaśnieniu zdarzenia. Wywołało ono wzburzenie we Włoszech. Co najmniej 100 osób demonstrowało w sobotę przed ambasadą USA w Rzymie, protestując przeciwko postępowaniu amerykańskich żołnierzy.
Oburzenie było widać także w gazetach sobotnio-niedzielnych. Włoscy komentatorzy zwracali uwagę, że istotą obecnego poważnego sporu włosko-amerykańskiego jest nie tylko ten tragiczny incydent, lecz także postępowanie władz obu krajów w przypadkach kryzysu z zakładnikami. Według obserwatorów, Amerykanie zarzucają rządowi włoskiemu, że negocjuje z terrorystami, a nawet płaci okup za zakładników, choć władze w Rzymie oficjalnie się do tego nie przyznają. Tymczasem Amerykanie chcieliby za wszelką cenę wpaść na trop terrorystów i zabić ich lub pojmać - twierdzą włoscy komentatorzy.
Także w przypadku uwolnienia dziennikarki "Il Manifesto" pojawiła się dyskusja o tym, czy włoski rząd zapłacił za nią okup. Według gazety "La Repubblica", koszty całej operacji, w tym mediacji i okupu, szacuje się na 6 milionów euro.
W najbliższym czasie Sgrena zostanie przesłuchana przez włoską prokuraturę, która wszczęła dwa śledztwa - jedno dotyczące jej uprowadzenia przez irackich terrorystów 4 lutego, a drugie w sprawie okoliczności ostrzelania samochodu w Bagdadzie.
Wydarzenie poruszyło także Ojca Świętego Jana Pawła II, który z kliniki Gemelli wystosował w sobotę telegramy z kondolencjami do premiera Silvio Berlusconiego oraz do brata zabitego, księdza Maurizio Calipariego, pracującego w Watykanie. Papież nazwał funkcjonariusza bohaterem i podkreślił, że w swej delikatnej misji nie zawahał się on poświęcić życia.
BM, PAP

"Nasz Dziennik" 2005-03-07

Autor: ab