Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Włosi mistrzami, Zidane pogrążony

Treść

Włosi zostali wczoraj mistrzami świata. O ich sukcesie zadecydowały bezbłędnie wykonywane rzuty karne, po 120 minutach gry był bowiem remis 1:1. Po raz ostatni w karierze na piłkarskie boisko wybiegł Zinedine Zidane. Wspaniały francuski piłkarz grał świetnie, zdobył piękną bramkę, ale w dogrywce nie wytrzymał nerwowo, uderzył rywala i otrzymał czerwoną kartkę. Cóż za dramat, cóż za fatalne zachowanie i pożegnanie ze sportem!
Wielki finał mistrzostw świata rozpoczął się zaskakująco. Już w 7. minucie Florent Malouda wpadł w pole karne Włochów i został nieprzepisowo powstrzymany przez Marca Materazziego. Faul był "delikatny", trudny do wychwycenia, ale sędzia Horacio Elizondo z Argentyny nie zawahał się ani przez moment i pewnym ruchem wskazał na "jedenastkę". Gracze Italii próbowali protestować, ale nic nie mogli wskórać. Po chwili oko w oko z Gianluigim Buffonem stanął Zinedine Zidane. Włoski bramkarz na tym mundialu przepuścił tylko jedno uderzenie, i to swojego kolegi z drużyny, żaden rywal go nie pokonał. Ale tym razem stanął przed wyjątkowym wyzwaniem i nie był w stanie mu podołać. Kapitan reprezentacji Francji leciutko podciął piłkę, która następnie trafiła w poprzeczkę, odbiła się tuż za linią końcową i wpadła w ręce Buffona. Włoch zarzekał się, że gola nie było, ale nie miał racji. A Zidane udowodnił, że nawet wykonując rzut karny, można otrzeć się o artyzm, coś niezwykłego i jedynego w swoim rodzaju. Wspaniała bramka!
Podopieczni Marcela Lippiego oczywiście zdecydowanie ruszyli do przodu, chcąc szybko wyrównać. I się im udało. Rzut rożny wywalczył Mauro Camoranesi. Miał już dośrodkować w pole karne, ale postanowił zostawić piłkę Andrei Pirlo - ten po chwili zagrał idealnie na głowę Materazziego, a rosły obrońca pięknym strzałem głową doprowadził do remisu. Materazzi w najlepszy z możliwych sposób zrehabilitował się za faul, który kosztował jego drużynę stratę bramki.
Do przerwy więcej goli już nie padło, ale bliżsi szczęścia byli Włosi. Po kolejnej centrze niesamowitego Pirlo głową uderzył Luca Toni, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Fabien Barthez odetchnął głęboko.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli Francuzi. Już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry Thierry Henry ładnie minął kilku rywali, wpadł w pole karne, ale uderzył zbyt lekko, by pokonać Buffona. W 50. min napastnik Arsenalu Londyn ponownie wystąpił w roli głównej, znów znalazł się blisko bramki Buffona, ale tym razem Włochów uratował Gianluca Zambrotta. Trzy minuty później miała miejsce kontrowersyjna sytuacja - Malouda wbiegł dynamicznie w pole karne i został powstrzymany. Sędzia nakazał grać dalej, ale chyba Francuz był faulowany.
Po kwadransie przewagi "Trójkolorowych" gra się wyrównała. W 61. min padł nawet gol dla Włochów, ale sędzia go nie uznał z powodu pozycji spalonej Toniego. Miał rację, król strzelców Serie A był minimalnie przed obrońcami. Dwie minuty później Henry ładnie ograł Fabia Cannavaro, uderzył silnie, ale świetnie interweniował Buffon. Po kilku chwilach silnie strzelił aktywny Malouda - bardzo niecelnie. W 77. min blisko szczęścia byli Włosi - Pirlo efektownie przymierzył z rzutu wolnego, tuż obok słupka.
W końcówce dominowali Francuzi. Z rzutu rożnego Buffona próbował pokonać Zidane, ale piłkę wybił głową jeden z rywali. Klarownych sytuacji żadna ze stron nie zdołała sobie stworzyć, bramka zatem nie padła.
Doszło do dogrywki. W 99. min powinno być 1:0 dla "Trójkolorowych" - Franck Ribery po pięknej akcji uderzył technicznie, minimalnie niecelnie. Pięć minut później wielką szansę miał Zidane - strzelił głową z 10 m, kapitalnie obronił Buffon.
W 110. min wielki dramat przeżył Zidane. Po słownej utarczce z Materazzim nie wytrzymał nerwowo, uderzył głową rywala w klatkę piersiową. Sędzia nie mógł podjąć innej decyzji i pokazał Francuzowi czerwoną kartkę. Do końca świetnego do tej pory meczu było już wiele walki, nerwów, mało piękna. O wszystkim miały zadecydować rzuty karne.
Włosi wykonali je bezbłędnie. David Trezeguet trafił w poprzeczkę i... Puchar Świata trafił w ręce Italii.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-07-10

Autor: ab