Winny, ale nie skazany
Treść
Były zomowiec Jan D. jest winny bicia uczestników protestu robotniczego w Radomiu w 1976 r., ale nie pójdzie za to do więzienia, bo groziłby mu wyrok poniżej dwóch lat. Tak orzekł Sąd Okręgowy w Radomiu, który uznał, że Jan D. może skorzystać z dobrodziejstwa ustawy amnestyjnej z 1989 r., i postępowanie sądowe wobec niego zostało umorzone.
Jan D., były zomowiec z Lublina, trafił przed radomski sąd na podstawie oskarżenia przygotowanego przez Instytut Pamięci Narodowej. Prokuratorzy zarzucili mu popełnienie dwóch przestępstw uznanych za zbrodnie komunistyczne, które nie podlegają przedawnieniu. Na tej postawie można było sformułować akt oskarżenia. Były funkcjonariusz ZOMO został obwiniony o to, że 25 czerwca 1976 r. podczas pacyfikacji robotniczego protestu, wspólnie z innym, już nieżyjącym funkcjonariuszem ZOMO, pobił Mariana Sz. podczas zatrzymania. Zdaniem prokuratorów, w ten sposób Jan D. naraził zatrzymanego "na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszkodzenia zdrowia". Drugie przestępstwo opisane w akcie oskarżenia dotyczyło zaś fizycznego i psychicznego znęcania się nad innymi uczestnikami robotniczego protestu w Radomiu. Śledczy wyliczyli, że takich osób było 28.
Obrona wnosiła o uniewinnienie byłego zomowca. Prokuratura zaś domagała się za każdy z czynów orzeczenia kary ponad dwóch lat więzienia. W ten sposób Jan D. nie mógłby skorzystać z dobrodziejstwa amnestii.
Jednak sąd uznał, że za wymienione czyny można skazać Jana D. najwyżej na karę nieprzekraczającą dwóch lat więzienia, i w ten sposób objęła go ustawa amnestyjna. Przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Agnieszka Pawłowska, stwierdziła, że zebrane dowody nie pozwalają na wymierzenie surowszego wyroku. A zdaniem sądu, nie można ferować wyższego wyroku tylko po to, żeby oskarżony nie mógł uniknąć amnestii. To zaś oznaczało automatyczne umorzenie postępowania, ponieważ amnestia obejmuje te przestępstwa, za które grozi lub została orzeczona kara nieprzekraczająca dwóch lat więzienia. Na taką decyzję sądu wpływ miała także bardzo dobra opinia Jana D. z miejsca pracy i wśród sąsiadów. Na łagodniejsze potraktowanie przez sąd wpłynął również fakt, iż nie był on dotąd karany.
Być może wkrótce IPN skieruje do sądu kolejne akty oskarżenia przeciwko kolejnym zomowcom i esbekom pacyfikującym miasto. Jak do tej pory nie został jednak nikt prawomocnie skazany spośród osób z kierownictwa partii, MO i SB kierujących represjami wobec uczestników czerwcowego protestu.
Przypomnijmy, że 25 czerwca 1976 r. radomscy robotnicy wyszli na ulice w proteście przeciwko wprowadzeniu drastycznych podwyżek cen żywności. Strajki miały miejsce w wielu miastach, ale najsilniejsze były właśnie w Ursusie, Płocku, a zwłaszcza w Radomiu, gdzie na ulice wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Podpalony został komitet wojewódzki PZPR, a ZOMO brutalnie rozpędzało demonstrację. Aresztowano blisko 700 osób, wiele trafiło potem do więzień, przeszło przez "ścieżki zdrowia", otrzymywało wysokie grzywny na kolegiach; setki ludzi zwalniano z pracy lub karano odbieraniem wynagrodzenia i blokowaniem podwyżek pensji.
Krzysztof Losz, Radom
"Nasz Dziennik" 2007-11-02
Autor: wa