Winni są, pieniędzy nie ma
Treść
Do Sądu Rejonowego w Poznaniu trafił akt oskarżenia przeciwko dziesięciu osobom, którym poznańska prokuratura zarzuca doprowadzenie do upadku Banku Staropolskiego. Skutkiem niegospodarności i niedopełnienia obowiązków zdefraudowano blisko 600 mln zł, a pokrzywdzonych zostało ponad 40 tysięcy klientów Banku. Wśród oskarżonych jest znany biznesmen Piotr B., były działacz PZPR, jeszcze niedawno zaliczany do grona najbogatszych ludzi w kraju. Mimo że prokuratura prowadziła śledztwo prawie 5 lat, nie potrafiła ustalić, gdzie obecnie znajdują się zaginione pieniądze. Oznacza to, że praktycznie nie ma już szans na ich odzyskanie.
Piotr B. pochodzi z niewielkich podpoznańskich Obornik. W czasie studiów na Akademii Rolniczej wstąpił do ZSMP. Wiele lat później firmy zakładane przez niego stały się bezpiecznym schronieniem dla dawnych towarzyszy. Większość bowiem z jego bliskich kolegów z czasów ZSMP i później PZPR znalazła w nich zatrudnienie. Karierę biznesmena zaczynał pod koniec lat 80. od firmy "Drewbud", mającej budować rzekomo tanie drewniane domy jednorodzinne. Firma okazała się z jednej strony niewypałem, z drugiej zaś otworzyła B. i jego współpracownikom drogę do dalszych działań. Na bazie pożyczki z "Drewbudu" powstał Invest-Bank, do którego weszli znajomi B., między innymi Wacław Niewiarowski, minister przemysłu w rządzie Hanny Suchockiej. Ponieważ większość klientów Invest-Banku zaciągała kredyt na zakup samochodu, B. wymyślił Polskie Towarzystwo Samochodowe - spółdzielnię, do której trzeba było przystąpić, żeby dostać kredyt na samochód. W pierwszej radzie nadzorczej PTS zasiedli m.in.: Andrzej Podsiadło - sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, Zdzisław Miedziarek - sekretarz stanu w Ministerstwie Przemysłu, i Marek Pol - poseł Unii Pracy, minister przemysłu. W tym samym roku Piotr B. wpadł na kolejny pomysł wyciągnięcia pieniędzy od Polaków. Ponieważ Invest-Bank nie miał pozwolenia na obrót dewizami, B. kupił Bank Staropolski. W pierwszej radzie nadzorczej zasiadł m.in. Aleksander Paszyński, wcześniej minister budownictwa w rządzie Mazowieckiego. Działalność wspomnianych PTS-ów ściśle wiązała się z wyprowadzaniem pieniędzy z Banku Staropolskiego.
- Bank Staropolski pozyskiwał depozyty walutowe od swoich klientów w ramach systemu "Auto-Kredyt" związanego z PTS-ami, a więc niezbędne wpłaty na kupno kredytowe samochodu, wykorzystując przy tym sieć placówek Invest-Banku. Pieniądze trafiały jednak ostatecznie do KIB Banku w Charkowie na Ukrainie. W 1994 r. Bank Staropolski przekazał wbrew prawu bankowemu lokaty w wysokości około 600 mln zł do banku w Charkowie. Trzeba zaznaczyć, że na całej transakcji zarabiał jedynie Invest-Bank, pozostałe spółki (w tym Bank Staropolski i PTS) generowały stratę - powiedział nam prokurator Włodzimierz Świtoński z Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.
Wartość zebranych lokat dewizowych wpłacanych przez klientów Banku Staropolskiego na zakup wymarzonego samochodu przekroczyła 603 mln zł. 90 procent tej kwoty ulokowano najpierw w banku w Charkowie, a następnie w Ogus Banku w Mołdawii. Zdaniem prokuratury, pieniądze zostały roztrwonione. Niemożliwe jest również odzyskanie pieniędzy, które z kont Banku Staropolskiego trafiały do związanych z Piotrem B. i jego współpracownikami spółek. Większość z nich bowiem już upadła lub znajduje się w stanie upadłości.
Akt oskarżenia, który wczoraj trafił do Sądu Rejonowego w Poznaniu, liczy 260 stron i uzupełnia go 270 tomów materiałów zebranych w trakcie prowadzonego przez blisko pięć lat śledztwa. Na ławie oskarżonych zasiądzie dziesięć osób, wśród nich również Piotr B.
- Piotr B. oficjalnie pełnił tylko funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Banku Staropolskiego, ale zebrane w sprawie materiały jednoznacznie potwierdzają jego kierowniczą rolę w procederze, który stał się przedmiotem aktu oskarżenia - powiedział nam Włodzimierz Świtoński, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.
Po prowadzonym przez cztery lata i dziesięć miesięcy śledztwie prokuratura zarzuciła Piotrowi B. i jego dziewięciu współpracownikom niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień, które w efekcie doprowadziły do powstania straty finansowej pokaźnych rozmiarów i upadłości Banku Staropolskiego. Zdaniem prokuratury, w banku naruszono zasady dotyczące lokat dewizowych i zabezpieczeń rezerw celowych. Wbrew jednak powszechnym oczekiwaniom prokuratura nie zdecydowała się na postawienie Piotrowi B. zarzutu wyłudzenia pieniędzy. Powód? Prokuratura nie potrafiła ustalić, gdzie obecnie znajdują się i do kogo trafiły środki finansowe, które za pośrednictwem rozmaitych spółek transferowane były z kont banku.
- Można czynić komukolwiek zarzuty, jeśli są na to wystarczające dowody. W tym przypadku prześledzenie obiegu pieniądza było praktycznie niemożliwe - tłumaczy prokurator Zdzisława Woźniak, prowadząca śledztwo.
Wszyscy oskarżeni pozostają obecnie na wolności. Prokuratura ograniczyła się bowiem zaledwie do poręczeń majątkowych i zakazu opuszczania kraju. Zajęto również ich nieruchomości i samochody. Piotrowi B. i jego wspólnikom grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.
Wojciech Wybranowski, Poznań
"Nasz Dziennik" 2004-12-21
Autor: kl