Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wielkość Juventusu

Treść

Piłkarska Liga Mistrzów dla Włochów! Niezależnie od tego, jakim wynikiem zakończy się finał najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie, trofeum trafi dla drużyny ze słonecznej Italii i jest to wielka sprawa. Po raz pierwszy w historii Pucharu Europy w finale spotkają się dwa kluby włoskie. 28 maja na Old Trafford w Manchesterze AC Milan zmierzy się z Juventusem Turyn.
Milan, który w półfinale pokonał inny zespół z Mediolanu - Inter, zagra w finale Pucharu Europy po raz dziewiąty. Do tej pory zanotował na swym koncie pięć triumfów. Po raz ostatni zwyciężył przed 9 laty, kiedy w finale rozgromił Barcelonę 4:0. Rok później Milan również grał w finale i przegrał z Ajaksem Amsterdam 0:1. - Jeszcze 8-9 miesięcy temu nie wierzyłem, że awansujemy do finału. Już osiągnęliśmy znaczący sukces, ale czeka na nas jeszcze jeden - zwycięstwo w Manchesterze, w meczu finałowym - mówi Alessandro Costacurta, najstarszy piłkarz jedenastki z Mediolanu. Ale czy Milan będzie stać na sukces, skoro naprzeciw stanie Juventus? Mistrz Włoch, pogromca Realu, zespół, który absolutnie przyćmił wielkie gwiazdy z Madrytu, momentami wręcz je upokarzając?
A tak naprawę jeszcze dwa tygodnie temu mało kto dawał Juventusowi jakiekolwiek szanse na pokonanie artystów z Santiago Bernabeu. Kiedy jednak w pierwszym meczu w Madrycie gospodarze z trudem wygrali 2:1, pojawiły się coraz śmielsze głosy, że Włosi mogą sprawić niespodziankę. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że mogą zwyciężyć tak zdecydowanie, tak wyraźnie, i tak bezdyskusyjnie. I że mogą zagrać piłkę tak piękną, tak skuteczną i to nie tylko w defensywie, tak efektowną, mądrą i kreatywną. Alessandro Del Piero, Pavel Nedved, David Trezeguet przyćmili gwiazdy Realu i to nie tylko dlatego, że znaleźli sposób (i to jaki!) na niezawodnego zwykle Ikera Casillasa. Czy ktoś spodziewał się, że Luis Figo będzie tak bezradny w starciu z Gianluigim Buffonem, że nie będzie w stanie pokonać go nawet z rzutu karnego? Gdyby nie genialny Zinedine Zidane, klęska "Królewskich" byłaby całkowita. Francuz w ostatnich sekundach uratował honor Madrytu. Wynik 3:1 dla "Juve" jest i tak najmniejszym wymiarem kary...
- Wiedzieliśmy, że aby pokonać Real musimy zagrać na maksimum swoich możliwości. To musiał być wspaniały, wielki Juventus. I taki był. Choć przyznam szczerze nie wiedziałem, nie miałem pewności, czy mój zespół stać na pokonanie "Królewskich". Ale po spotkaniu na Santiago Bernabeu coraz częściej pojawiały się głosy, że może nam się udać. Wiara rosła także w naszej drużynie. Moi podopieczni byli coraz bardziej pewni, że są w stanie tego dokonać i zrobili to - powiedział po meczu trener zwycięzców Marcello Lippi. - Za nami wspaniały wieczór. Czuję wielką radość z awansu do finału. A satysfakcja jest tym większa, że pokonaliśmy zespół złożony z wybitnych, fenomenalnych - dodał szkoleniowiec "Starej Damy".
Juventus po raz ostatni w finale Ligi Mistrzów zagrał pięć lat temu, ale przegrał wówczas z Realem Madryt 0:1. Teraz nadszedł czas rewanżu. Ostatni triumf w tych rozgrywkach piłkarze z Turynu zanotowali w 1996 roku, kiedy pokonali w finale po rzutach karnych Ajax Amsterdam. Łącznie "Juve" grał o Puchar Europy sześć razy, dwukrotnie zdobywając to trofeum. Czy teraz nadejdzie szczęśliwa siódemka?
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 16-05-2003

Autor: DW