Wielkie poruszenie
Treść
W niemieckich kancelariach prawniczych wielkie poruszenie wywołało wtorkowe ogłoszenie przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wyroku w sprawie Broniowski przeciwko Polsce (nr skargi 31443/96), która dotyczyła roszczeń obywateli polskich wypędzonych z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. W oczach niemieckich prawników zajmujących się podobnymi pozwami obywateli RFN wobec rządów RFN, Polski i Czech sprawa ta jest postrzegana jako precedensowa.
Niemieckie kancelarie prawnicze od lat specjalizują się w prawnym uzasadnianiu cywilnych roszczeń niemieckich. Z kolei centralne urzędy niemieckie (np. MSZ) w ciągu ostatnich 15 lat na zapytania "pokrzywdzonych" obywateli niemieckich odpowiadają, że strony polska i czeska odmawiają jakichkolwiek rozmów międzypaństwowych na ten temat.
Niemieckie MSZ zwraca jednocześnie uwagę, że w trakcie negocjacji przed przystąpieniem tych państw do Unii Europejskiej i po ich przystąpieniu do UE Polska oraz Czechy są zobowiązane do wypełniania litery i ducha prawa europejskiego oraz prawa swobodnego przepływu kapitału i osób na terenie Wspólnoty. Od 1 maja 2004 r. wyroki Trybunałów w Strasburgu i Luksemburgu mają dla Polski i Czech moc wiążącą.
Polityka uników
Taktykę uspokajania Polaków i chowania głowy w piasek stosują także rządzący Polską w ostatnich latach politycy. Niestety, jak dotychczas takie zabiegi są skuteczne i działają jak narkotyk - głównie na polityków z lewicowych i liberalnych partii. Tymczasem, chociaż zdecydowana większość mediów tego nie nagłaśnia, ogół Polaków jest mocno zaniepokojony. Wyrazem tego była marcowa uchwała Sejmu RP podjęta przeciwko roszczeniom przesiedleńców z Ziem Odzyskanych. "Polska nie będzie związana jakimkolwiek orzeczeniem przyjętym przez instytucje Unii Europejskiej zapadłe w tych sprawach" - napisano w uchwale. Należy przypomnieć, że w owym dokumencie Sejm RP - wbrew stanowisku rządu - podkreślił, iż niemieckie roszczenia nie podlegają rozpoznawaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu lub Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Uchwała Sejmu RP dotyczy ewentualnych roszczeń o zwrot majątku lub wypłatę odszkodowań.
Mimo że Sejm RP wezwał w uchwale polski rząd do zawarcia takiego zastrzeżenia w negocjowanym wtedy traktacie konstytucyjnym UE i do złożenia rządom państw członkowskich Piętnastki osobnej deklaracji o takiej samej treści, ani rząd Millera, ani Belki nic nie zrobiły w tej sprawie. Gorzej! W praktyce uchwała została zbojkotowana, ponieważ rządzący zachowują się jakby jej w ogóle nie było.
W ogłoszonym we wtorek wyroku dotyczącym odszkodowań dla obywateli polskich wypędzonych z Kresów Trybunał zwrócił szczególną uwagę na istnienie systemowego problemu tkwiącego u podstaw naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Poruszenie w kancelariach
Gorączkowy ruch w kancelariach niemieckich bierze się stąd, że niemieccy prawnicy już dawno złożyli wiele indywidualnych i zbiorowych skarg dotyczących odszkodowań za mienie pozostawione przez Niemców w Czechach i na terenach przyznanych Polsce po II wojnie światowej. Kolejną, pogłębioną w kontekście prawodawstwa unijnego analizę stanu prawnego dotyczącego własności Niemców przedstawili Trybunałom w Strasburgu i Luksemburgu oraz sądom amerykańskim niemieccy prawnicy i naukowcy (m.in. prof. Blumenwitz i prof. de Zayas). Powołali się w niej m.in. na naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (art. 1 Protokół nr 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczący ochrony własności) i traktatów rzymskich. Formułowane na piśmie analizy prawne dotyczące roszczeń są w Niemczech dyskretnie konsultowane z niemieckimi urzędami.
Angela Merkel (CDU) przed kilkoma tygodniami zapewniała posłów Platformy Obywatelskiej w Warszawie, że przyszły rząd niemiecki (CDU/CSU spodziewa się wygrać wybory w RFN) nie będzie popierał roszczeń odszkodowawczych licznych organizacji niemieckich wysiedleńców ze Związku Wypędzonych (BdV), "Powiernictwa Pruskiego" itd. O tym, iż zapewnienia te nie mają wartości, świadczy chociażby to, że deklaracji wobec Platformy Obywatelskiej w Warszawie Angela Merkel w Niemczech nie powtórzyła. Zdaniem niektórych obserwatorów, uczyniła tak jedynie w obawie o utratę głosów dla CDU/CSU. Jednak w Bundestagu istnieje silna grupa posłów z CDU i CSU, którzy od lat zajmują się sprawami "wypędzonych" Niemców. Jest to też taktyka rządu i parlamentu niemieckiego.
Zagrożona suwerenność
Polska polityka uników jest ewidentnym zaniedbaniem kolejnych rządów, parlamentów i prezydentów RP. Jaskrawym przykładem tego są układy polsko-niemieckie z 1991 r. Abstrahując od tego, czy jest ona sterowana z Niemiec, czy nie, takie chowanie głowy w piasek może mieć katastrofalne skutki dla Polski i Czech. I to nie tylko cywilno-prawne, ale także ustrojowe, dotykające imponderabiliów stanowiących o tożsamości i suwerenności państwa i jego obywateli.
Czy rzeczywiście suwerenność państwowa - jak publicznie powiedział ks. abp Józef Życiński po przyjęciu w Brukseli projektu konstytucji UE - powinna być dla Polski i Polaków w Unii Europejskiej sprawą drugorzędną?
Piotr Wojnicki
Niemcom nic się nie należy
Niemieccy prawnicy i politycy nie chcą zrozumieć, że wypędzenia Polaków z zagarniętych Polsce ziem wschodnich i wysiedlenia Niemców z terytoriów przyznanych Polsce nigdy nie można stawiać na jednej płaszczyźnie. Niemcy muszą wreszcie zrozumieć, a polskie MSZ musi im to wytłumaczyć, że to nie Polska rozpętała II wojnę światową. Mimo to Polsce niesprawiedliwie odebrano połowę przedwojennego terytorium, za co, jak tłumaczyli Stalin, Roosevelt i Churchill, rekompensatą miały być przyznane Polsce ziemie poniemieckie. Ziemie zachodnie nie są więc rekompensatą Niemiec za wyrządzone Polsce olbrzymie szkody i za wymordowanie 6 milionów polskich obywateli. Tak można by traktować ziemie zachodnie tylko wtedy, gdyby nie zabrano nam Kresów Wschodnich.
Poza tym, zważywszy na ogrom zniszczeń i cierpień, jakich doznaliśmy ze strony Niemców, jest wielką bezczelnością, a nawet aktem jawnej wrogości szantażowanie nas pozwami o zwrot mienia niemieckim wysiedleńcom. Niemcy powinni się cieszyć, że po bestialstwach, których się dopuścili, pozwolono im w ogóle zachować własne państwo, że potraktowano ich niewspółmiernie łagodnie i wyrozumiale w stosunku do ogromu zbrodni, jakich dokonali. Niemcy muszą pamiętać, że do dzisiaj głęboko odczuwamy jako Naród i państwo skutki rozpętanej przez nich wojny. Muszą pamiętać, że odpowiadają oni nie tylko za to, co się stało w latach 1939-1945, ale także za 60 lat rujnujących Polskę rządów komunistów i spokrewnionych z nimi ideologicznie libertynów.
Zaburzanie więc mają prawo domagać się zwrotu utraconego mienia lub adekwatnej rekompensaty, bo odebrano im domy i ziemię, chociaż niczemu nie zawinili, a Niemcy, którzy wynieśli Hitlera do władzy, NIE. I niech się cieszą, że władze Warszawy i innych polskich miast nie przysyłają im do zapłacenia rachunków za odbudowywane obecnie a zniszczone przez Niemców w czasie wojny obiekty.
Jeśli mimo to uważają, że coś im się należy, to adresatem ich roszczeń są rządy Litwy, Białorusi i Ukrainy. Dobrze by było, żeby polskie MSZ wytłumaczyło to Niemcom.
Krzysztof Warecki
Nasz Dziennik 24-06-2004
Autor: DW