Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wielkie obawy

Treść

Z Jean-Marie Le Menem, przewodniczącym Fundacji prof. Jerôme'a Lejeune'a, rozmawia Franciszek L. Ćwik

W przyszłym roku dojdzie we Francji do modyfikacji, uchwalonego w 2004 r., tzw. prawa bioetycznego. Wasza fundacja obawia się, że zmiany pójdą w złym kierunku, sprzecznym z nauką Kościoła. Jakie niebezpieczeństwa dostrzega Pan w nowelizacji obecnej ustawy?
- Na dzień dzisiejszy trudno jednoznacznie stwierdzić, jaki kształt przyjmie nowe prawo bioetyczne, ale ma pan rację, że istnieją poważne podstawy do zaniepokojenia. W dniu publicznej debaty zorganizowanej 29 listopada 2007 r. w Zgromadzeniu Narodowym, dotyczącej nowelizacji ustawy o bioetyce, słyszało się liczne głosy opowiadające się za tym, by nowe prawo ustaliło główne zasady regulujące problematykę bioetyczną, ustanawiając w tym celu niezależne agencje, mające, lub nie, prawo wydawania odpowiednich zezwoleń. Decyzje tych organizmów stanowiłyby jurysprudencję, co w praktyce oznaczałoby odejście od demokratycznej debaty na temat praktyk biomedycznych. Istotne decyzje dotyczące podstawowych interesów społeczeństwa zostałyby powierzone grupie zaufanych "ekspertów". Obecnie, przykładem na to jest Agencja Biomedycyny, która zezwala na badania na poczętych dzieciach w sytuacji, kiedy warunki określone przez prawo na to nie pozwalają; niedawno dała ona pięciu szpitalom pozwolenie pobrania organów w sytuacji zatrzymania pracy serca, a nie w przypadku, jak na to zezwala prawo, śmierci mózgowej. Te praktyki winny nam przypominać o potrzebie wielkiej ostrożności w przypadku władzy powierzonej tego typu agencjom.

Ustawa z 2004 r. zezwala, warunkowo na 5 lat, przeprowadzanie badań nad dziećmi poczętymi. Dekret wydany 6 lutego 2006 r. akceptuje te doświadczenia pod warunkiem, że "będą one zdolne do zasadniczego postępu terapeutycznego i nie będą konkurować z innymi, alternatywnymi praktykami". Czy uważa Pan, że może dojść do całkowitej legalizacji badań na dzieciach nienarodzonych?
- Mimo że korzyści terapeutyczne badań nad embrionami, które zostały rozpropagowane i mają poparcie opinii publicznej, nie zostały potwierdzone ani nie są do potwierdzenia, to jest lobby, na czele np. z prof. Marc Peschanskim, które woli mówić w tym przypadku o badaniach podstawowych, domagając się od nowej ustawy, by zezwoliła prowadzić je bez żadnych ograniczeń. W tej sytuacji można mówić o semantycznym poślizgu, który jest obecnie w realizacji, zgodnie z tym, co mówił Claude Huriet, dyrektor Instytutu Curie i członek Międzynarodowego Komitetu Bioetyki, że zmienia on całkowicie naturę debaty. Myślę, iż będzie zmodyfikowana druga dyspozycja, biorąc pod uwagę postęp zrobiony w badaniach nad komórkami macierzystymi pochodzącymi z krwi pępowinowej. Szef oddziału genetyki medycznej w paryskim szpitalu Necker i doradca prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, prof. Arnold Munnich, uważa, że liberalizacja badań na embrionach nie opiera się na jakichkolwiek podstawach, bo nie ma żadnej nadziei na rezultaty. Logicznie, pozostają dwa wyjścia: albo przedłużenie obecnego moratorium, albo powrót do wcześniejszych uregulowań, tzn. zakazania badań na dzieciach poczętych. Trzeba jednak być świadomym obecnych nacisków na zmianę ustawy na modłę tego, co robią inni. Sprawa jest bardzo ważna, gdyż legalizacja dowolnych badań na embrionach spowoduje potrójną niesprawiedliwość: po pierwsze, przede wszystkim w stosunku do poczętych dzieci dostarczonych bezdusznemu człowiekowi; po drugie - w stosunku do okłamanych i opuszczonych pacjentów, bo pieniądze zostaną zainwestowane w badania nieterapeutyczne; a po trzecie - w stosunku do opinii publicznej, wziętej za zakładnika, która stanie się wspólnikiem wykroczenia, jeżeli jej się wmówi, że przyśpieszy to uleczenie chorych.

Czy są naciski na wprowadzenie, wzorem Wielkiej Brytanii, zezwolenia na selekcję embrionów i wyodrębnianie tych, które nie mają predyspozycji do raka?
- Komisja parlamentarna, kierowana przez dr. Dominiqua Stoppa-Lyonneta z Instytutu Curie, opublikowała 19 kwietnia w tej sprawie swój raport. Obecnie we Francji możliwe jest uciekanie się do diagnostyki dotyczącej embrionów patologicznych "szczególnie groźnych" i "nieuleczalnych w momencie diagnozy". W praktyce dotyczy to chorób, o których wiemy, że dotkną one dzieci, nosicieli tych zdefektowanych genów. Ale według raportu, "nie jest potrzebna żadna modyfikacja prawa bioetycznego". Agencja Biomedycyny wyraziła swoje poparcie dla tych wniosków, precyzując jednak, że nie determinuje to możliwości ewentualnych zmian legislacyjnych.

Francuska lewica życzyłaby sobie wprowadzenia ustawy o tzw. matkach nosicielkach, sprowadzając ich rolę do ludzkiego inkubatora. Kobieta taka byłaby wynajęta przez bezpłodną parę do urodzenia dziecka po zapłodnieniu in vitro. Jak ocenia Pan szansę wprowadzenia tej ustawy?
- Konsekwencją uznania przez paryski sąd apelacyjny jako rodziców pary, która uciekła się w USA do skorzystania z matki nosicielki, było powołanie z inicjatywy parlamentarnej komisji spraw socjalnych i senackiej komisji prawa, grupy roboczej zajmującej się tym problemem. Jej przewodniczący, socjalista, MichÝle Andre, zadeklarował, że opowiada się za legalizacją tych praktyk. Psychoanalityk, GeneviÝve Delaisi de Parseval, też uważa, że pilną sprawą jest legalizacja tego procederu. Ale profesor prawa Catherine Labrousse-Rou z Uniwersytetu Paris I wykazuje powstające sprzeczności między rozwojem testów rodzicielstwa a wprowadzaniem praktyk matek nosicielek, w imię teorii, że zasada biologicznego pochodzenia nie jest ważna. W czasach praw dziecka, tego typu praktyka uwidacznia jednoznacznie, że matki nosicielki przywracają w archaiczny sposób okrutną, jak nigdy dotąd, presję rodzinną, gdyż jest ona wykonywana in vitro. Sprawy tym bardziej się komplikują, kiedy ucieka się do korzystania z przekazanych przez inną kobietę niż matka rodzicielka komórek rozrodczych. Wówczas dziecko przychodzi na świat w wyniku interwencji czterech osób: ojca, matki adaptującej, matki genetycznej i matki nosicielki. "Ciąża dla innego" podważa fundament całego systemu prawnego, bazującego na zasadach: nierozporządzania ciałem ludzkim i rozróżniania między czymś i osobą ludzką. Konsekwencją tego będzie instrumentalizacja i komercjalizacja ciała kobiety oraz traktowanie dziecka jak rzeczy tworzonej lub jak czegoś, co ma wyniknąć z kontraktu. Trzeba też pamiętać o istnieniu groźby finansowych kombinacji. Mimo tego wszystkiego istnieje we Francji bardzo silne lobby opowiadające się za legalizacją ustawy o matce nosicielce po to, by lepiej określić istniejące już praktyki lub dokonywać ich w ten sam sposób jak w innych krajach. Moim zdaniem, istnieje duże ryzyko, że przyszłe prawo bioetyczne może pójść w tym kierunku.

Obecnie praktykowanie zapłodnienia in vitro jest limitowane przez brak komórek rozrodczych. Czy są naciski, by zwiększyć ich podaż?
- We Francji trzeba czekać 2,5 roku, by otrzymać żeńskie komórki rozrodcze i kilka miesięcy dla pozyskania spermy. Agencja Biomedycyny regularnie organizuje kampanie rekrutacji dawców. Jest możliwość zmiany obecnego systemu, który wzorem Belgii czy Hiszpanii wynagradzałby dawców. Obecnie prawo francuskie gwarantuje anonimowość dawców, ale jest nacisk na to, by odejść od tej anonimowości, tak jak to się dzieje w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Austrii, Finlandii i Norwegii. Jest też możliwość przyjęcia innego systemu, zaadaptowanego przez Belgię i Szwecję, gdzie dawca może zdecydować o tym, czy ma on być ujawnionym, czy nie, a rodzice wybierają między dawcą anonimowym lub oficjalnie zadeklarowanym.

Bardzo ciekawie zapowiada się dyskusja o statucie dziecka poczętego, zwłaszcza po decyzji sądu kasacyjnego z dnia 6 lutego br., stwierdzającego, że nienarodzone, martwe dziecko, niezależnie od wieku i wagi może być zarejestrowane w urzędzie stanu cywilnego. Czy ta decyzja sądu może mieć wpływ na zmianę prawnego statutu dziecka poczętego?
- Na pewno będzie to przedmiotem debaty. Uważam jednak, że szukanie statutu dla ludzkiego płodu oznacza, że nie należy go traktować jak człowieka, co oznacza wyzucie go z tego, kim jest i przyznanie mu statutu podczłowieka. Do jego obrony wystarczy, by społeczeństwo zechciało respektować chroniące go zasady, bez ustalania jakichkolwiek wyjątków. Zresztą żadna ustawa - ani ta dotycząca aborcji, ani ta o badaniach na nienarodzonych dzieciach nie neguje człowieczeństwa poczętych.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2008-06-11

Autor: wa