Wielki, większy, Małysz...
Treść
Adam Małysz i Matti Hautamaeki byli bohaterami dwóch, ostatnich w sezonie, konkursów Pucharu Świata w skokach narciarskich, które odbyły się w Planicy. Obaj dokonali rzeczy niemożliwej i obaj przeszli do historii. Fin w kapitalnym stylu pobił nieoficjalny rekord świata, szybując na niesamowitą odległość 231 metrów. A Polak po raz trzeci z rzędu odebrał Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej PŚ. Nikomu przed nim ta sztuka się nie udała. Nawet tym największym, Finowi Matti Nykaenenowi czy Niemcowi Jensowi Weissflogowi. - Dwa medale mistrzostw świata i trzeci z rzędu Puchar Świata... To jest coś niesamowitego i aż trudno mi wyrazić, jak się cieszę - mówił wczoraj nasz wielki, największy sportowiec.
Przed konkursami w Planicy sytuacja była jasna. Aby utrzymać przewagę nad Niemcem Svenem Hannawaldem, Adam Małysz musiał wywalczyć 80 punktów. Wydawało się to formalnością, ale jako że w sporcie wszystko jest możliwe, Małysz, trener Apoloniusz Tajner i wszyscy kibice najlepszego skoczka świata jeszcze powstrzymywali się z fetowaniem sukcesu. Do soboty. Wtedy to bowiem stało się jasne, że już nikt i nic Kryształowej Kuli Polakowi nie zabierze. Wszystko było jasne już po pierwszej serii, w której to Małysz kapitalnie pofrunął na 224,5 m i zdecydowanie prowadził. Rywale byli jedynie tłem, mogli tylko przyglądać się, jak lata ten najlepszy i największy. Niespodziewanie jednak Polak tego konkursu nie wygrał - natrafił bowiem na godnego siebie i znajdującego się w rewelacyjnej dyspozycji przeciwnika. Okazał się nim Matti Hautamaeki. Fin "przeskoczył" dwukrotnego mistrza świata, przeskoczył zaledwie o jeden metr. I choć Małysz tym samym przerwał piękną serię zwycięstw w konkursach Pucharu Świata, nikt nie miał o to najmniejszej nawet pretensji. Bo zapewnił sobie coś, co w świecie skoków narciarskich było dotychczas snem, marzeniem, czymś nierealnym i wydawało się - nieosiągalnym. Drugie miejsce w Planicy oznaczało trzeci z rzędu triumf w PŚ. Przed Małyszem nikomu się to nie udało. Może tylko Polak Kryształową Kulę wywalczy po raz... czwarty?
Wczoraj nasz wielki mistrz znalazł się tuż za podium - do trzeciego miejsca zabrakło mu jedynie 0,4 punktu, a do zwycięstwa dobrych warunków. Ale czy to dziś ma jakieś znaczenie?
Wczorajszy konkurs miał jednak i kolejnego bohatera - Hautamaeki potwierdził swą kapitalną formę i w pierwszej serii poszybował na odległość 231 m. Nikt przed nim nie przekroczył granicy 230 m (jego rodak Veli-Matti Lindstroem skoczył co prawda 232,5 m, ale upadł przy lądowaniu). Nowy rekord świata jest naprawdę niesamowity.
Cieszy się więc Finlandia z rekordu, cieszymy się i my, bo mamy sportowca, jakiego nie ma świat cały. Trzy lata triumfów, trzy lata na szczycie, ciągle w wielkiej, niepowtarzalnej formie. To zdarza się raz na sto lat, a może rzadziej...
A co warte podkreślania, nasz mistrz wciąż jest głodny sukcesów! - Osiągnąłem już bardzo wiele. Zrobiłem bardzo dużo dla sportu polskiego i przede wszystkim dla siebie. Ale ciągle mam głód sukcesów i wiele do zrobienia. Na pewno chciałbym jak najdłużej dostarczać emocji kibicom i być zadowolonym z tego, co robię. A jak to się potoczy - nie wiadomo. Na podsumowanie mojej kariery przyjdzie czas po jej zakończeniu. Wtedy można będzie siąść sobie w hamaczku i powiedzieć: "Coś jednak zrobiłem" - mówi Adam Małysz.
Wyniki:
Sobota: 1. Matti Hautamaeki (Finlandia) 433,5 pkt (214,0 m - 221,0 m), 2. Adam Małysz 432,3 (224,5 - 209,5), 3. Martin Hoellwarth (Austria) 386,4 (199,0 - 198,0), 4. Sven Hannawald (Niemcy) 384,4 (208,0 - 189,0), 5. Veli-Matti Lindstroem (Finlandia) 379,3 (195,0 - 216,5).
Niedziela: 1. Matti Hautamaeki (Finlandia) 450,5 (231,0 - 224,0),
2. Sven Hannawald 427,8 (214,5 - 217), 3. Hideharu Miyahira (Japonia) 419,0 (209,0 - 213,5), 4. Adam Małysz 418,6 (212,5 - 213), 5. Veli-Matti Lindstroem 417,9 (218,5 - 211).
Klasyfikacja generalna Pucharu Świata: 1. Adam Małysz 1357 pkt, 2. Sven Hannawald 1235, 3. Andreas Widhoelzl (Austria) 1028, 4. Janne Ahonen (Finlandia) 1016, 5. Florian Liegl (Austria) 986.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 24-03-2003
Autor: DW