Wiece pod dyktando lewicy
Treść
Obecność działaczy postkomunistycznej lewicy z SLD i SdPl na wiecach organizowanych rzekomo w "obronie wolności" sprawiła, że owe rzekomo "oddolnie i spontanicznie" organizowane manifestacje "w obronie demokracji" ukazały swoje prawdziwe oblicze - politycznych agitek wymierzonych w demokratycznie wybrany prawicowy rząd. Nie obeszło się bez awantur - w Poznaniu część uczestników wiecu usiłowała zorganizować nielegalny przemarsz. Awantury miały też miejsce w Warszawie, Gdańsku, Toruniu i Katowicach. Przeciwko lewicowym wiecom opowiedzieli się kombatanci podziemia niepodległościowego.
Na poznańskim Deptaku manifestację, tym razem legalną, zorganizowały: skrajnie lewicowe ugrupowanie "Zieloni" oraz Federacja Anarchistyczna. Szybko okazało się, że szczytne hasła "wolności i równości" są tylko przykrywką, jednym służącą do zakamuflowanej promocji postkomunistycznej lewicy i zmasowanej krytyki Prawa i Sprawiedliwości - partii, która wygrała w demokratycznych wyborach, innym stwarzającą okazję do sprowokowania siłowej konfrontacji z policją, którą określano w niewybrednych komentarzach mianem "sługusów faszystowskiej władzy". Manifestację, która miała pokazać "oddolny sprzeciw społeczeństwa" przeciwko łamaniu prawa do zgromadzeń, zdominowali licznie obecni działacze młodzieżówki SdPl, pojawiła się też była poseł SLD, a później partii Marka Borowskiego - Sylwia Pusz, która po ostatnich wyborach musiała opuścić parlament. Przeciwko pojawieniu się polityków lewicy na wiecu i wykorzystywaniu przez nich manifestacji dla doraźnych celów politycznych próbowali protestować obecni na miejscu działacze Federacji Anarchistycznej. Oni to również kilkanaście minut później usiłowali sprowokować burdę. Tuż po oficjalnym zakończeniu wiecu naparli na kordon policjantów, usiłując przeprowadzić nielegalny marsz. Zdecydowana postawa funkcjonariuszy uniemożliwiła jednak wywołanie awantur.
Pod dyktando postkomunistycznej lewicy przebiegał też wiec "Solidarni z Poznaniem", który zorganizowano na Rynku Głównym w Krakowie. Tam rzekomi "wolnościowcy" owacjami przywitali posła SLD Kazimierza Chrzanowskiego, od 1973 roku do rozwiązania partii aktywnego działacza PZPR. Na wiecu pojawili się też działacze młodzieżówek postkomunistycznych i politycy Unii Lewicy, serdecznie witani przez organizatorów. Szybko też krakowski wiec "w obronie demokracji" zamienił się w polityczną krytykę rządu.
Wczoraj wiece podobne do poznańskiego i krakowskiego odbyły się też w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Katowicach, Rzeszowie i Elblągu. W stolicy zebrało się ok. 200 osób, głównie homoseksualistów, feministek i anarchistów. I tu również okazało się, że głównymi "aktorami" całego "widowiska" kryjącego się pod szyldem "obrony demokracji" są działacze postkomunistycznej lewicy: zarówno młodzi, jak Wojciech Olejniczak (SLD), jak i byli działacze PZPR, którzy "wolność i demokrację" jeszcze nie tak dawno skutecznie zwalczali: Marek Siwiec i Longin Pastusiak (SLD) oraz Marek Borowski (SdPl).
Do zajść w trakcie organizowanego przez skrajną lewicę, anarchistów i środowiska homoseksualne "wiecu" doszło w Gdańsku. Tam również pojawili się licznie politycy tzw. postkomuny (m.in. Jolanta Banach i Joanna Senyszyn), zamieniając go w polityczną agitkę. Do awantur doszło również w Katowicach, gdzie kilkudziesięciu zwolenników homoseksualizmu i radykalnej lewicy przekrzykiwało się z równie liczną, ubraną na czarno grupą przeciwników homoseksualnej dewiacji. Nielegalny wiec, który "Zieloni" oraz ugrupowania lewicowe zorganizowali w Toruniu, przyciągnął więcej przeciwników dewiacji homoseksualnej niż zwolenników. Tylko zdecydowana interwencja policji zapobiegła starciom obu grup.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2005-11-28
Autor: mj