Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Widmo klęski na horyzoncie

Treść

Co najmniej 17 żołnierzy poniosło śmierć, pięciu zostało rannych, a jednego uznano za zaginionego w wyniku sobotniej kolizji dwóch śmigłowców w Mosulu w północnym Iraku. Liczba poległych w boju Amerykanów przekroczyła 400. Biały Dom liczy się z ewentualnością wycofania wojsk USA z Iraku.
Rzeczniczka armii USA w Bagdadzie oświadczyła, iż "jest za wcześnie na spekulacje, co było przyczyną zderzenia", jednak obecny na miejscu zdarzenia zastrzegający sobie anonimowość oficer amerykański stwierdził, że jedna z maszyn została trafiona ogniem z ziemi.
Liczba ofiar zderzenia śmigłowców Black Hawk, należących do 101. dywizji powietrzno-desantowej, jest więc wyższa niż liczba zabitych w katastrofie śmigłowca Chinook, który został zestrzelony drugiego listopada w Faludży. Zginęło wówczas szesnastu żołnierzy. Z kolei 7 listopada pod Tikritem zestrzelony został śmigłowiec Black Hawk. Zginęła cała sześcioosobowa załoga.
Z upływem czasu Amerykanie ponoszą w Iraku coraz większe straty. Codziennie dochodzi tam do około czterdziestu ataków irackiego podziemia na żołnierzy sił okupacyjnych i ich irackich kolaborantów. Pod względem liczby zabitych listopad był dla Amerykanów najgorszym miesiącem od zdobycia Bagdadu 9 kwietnia. Od początku agresji na Irak w bezpośrednich starciach z iracką armią i ruchem oporu zginęło około 420 Amerykanów. Liczba ta nie obejmuje tych żołnierzy USA, którzy zginęli w wypadkach czy w wyniku czynów samobójczych. Eksperci zauważają, że jest to więcej niż podczas pierwszych trzech lat wojny w Wietnamie. Według szacunków Pentagonu, podczas wojny wietnamskiej, za której początek oficjalnie w USA uznaje się 11 grudnia 1961 r., do końca roku 1964 zginęło 392 żołnierzy amerykańskich.
Ekspert waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) Anthony Cordesman uważa, że ewentualne zwycięstwo w Iraku może być tylko "względne" i USA mogą "łatwo przegrać pokój". "Irak nie wyłoni się nagle jako model dla świata arabskiego i jego wpływ na zmiany i modernizację w regionie będzie w najlepszym razie dużo bardziej ograniczony, niż liczy wielu" - napisał Cordesman w raporcie po wizycie w Iraku.
Ekspert opowiada się za szybkim przekazaniem władzy w ręce Irakijczyków. "Stany Zjednoczone jak najszybciej muszą zwrócić Irakijczykom suwerenność i uważać, żeby były w tym postrzegane jako szczere i skuteczne" - pisze ekspert CSIS.
Amerykański prezydent George W. Bush zapewnił wczoraj w wywiadzie dla BBC, że mimo coraz większej liczby zamachów na siły koalicyjne USA "nie odejdą przedwcześnie" z Iraku. Jednocześnie amerykański prezydent opowiedział się za jak najszybszym przekazaniem władzy Irakijczykom. Wypowiedzi Busha oznaczają, że Biały Dom coraz poważniej bierze pod uwagę ewentualność wcześniejszego wycofania się z Iraku. Kolaborująca z okupantami Iracka Rada Zarządzająca wyraziła w sobotę przekonanie, że tymczasowy, suwerenny rząd iracki powinien zostać utworzony do czerwca 2004 r., a kolejny - pochodzący już z wyborów - do końca roku 2005, po przygotowaniu konstytucji.
Tymczasem minister obrony USA Donald Rumsfeld powiedział wczoraj, że nawet jeśli w czerwcu przyszłego roku powstanie rząd tymczasowy, siły amerykańskie nie zaczną wycofywać się z Iraku. Wyjaśnił, że przedstawiony w Bagdadzie kalendarz przekazywania władzy dotyczy rządzenia krajem, a nie aspektów bezpieczeństwa. Pracujemy nad tym - mówił Rumsfeld - by przyciągnąć nowe siły koalicyjne i opracowujemy plany rotacji naszych sił oraz nowych sił amerykańskich i koalicyjnych.
KWM, PAP
Nasz Dziennik 17-11-2003

Autor: DW