Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wiarę przekuć w codzienność

Treść

Kim byłby św. Paweł, gdyby żył w naszych czasach? Najprawdopodobniej dziennikarzem. Ta opinia ks. Jakuba Alberione była często cytowana w ostatnich dwunastu miesiącach. Wynika z jednej strony z przekonania o współczesnej wielkiej roli mediów (pozytywnej i negatywnej) w propagowaniu idei, formowaniu sposobu myślenia, zakresu oddziaływania na ludzi nieporównywalnego z niczym innym, z drugiej - z podziwu dla człowieka, który przemierzył kilkanaście tysięcy kilometrów, głosząc Ewangelię, i dzięki któremu chrześcijaństwo ma dziś właśnie taki, a nie inny kształt.

Kończy się Rok św. Pawła ogłoszony przez Benedykta XVI 28 czerwca 2008 roku. Papież wskazał wtedy kierunek, w jakim należało pójść, aby zrozumieć dzieło Apostoła Narodów, jego przemianę, bezkompromisowość i całkowite oddanie Chrystusowi. - Jego wiara jest doświadczeniem bycia umiłowanym przez Jezusa Chrystusa w sposób całkowicie osobisty, jest to świadomość faktu, że Chrystus poniósł śmierć nie za kogoś anonimowego, ale z miłości do niego - Pawła, i że jako Zmartwychwstały nadal go miłuje, czyli że Chrystus oddał się za niego. Jego wiara wynika stąd, iż został dotknięty miłością Jezusa Chrystusa, miłością, która wstrząsnęła nim do samej głębi i przemieniła go. Jego wiara nie jest teorią, opinią o Bogu i o świecie. Jego wiara jest zetknięciem miłości Boga z jego sercem. I tak oto ta sama wiara jest miłością do Jezusa Chrystusa - mówił wtedy Papież. Jego słowa są kluczowe dla oceny minionych dwunastu miesięcy. Nastąpiło sporo wydarzeń, spotkań, sympozjów, wydano opracowania przybliżające myśl Pawłową. Na ile potrafiliśmy z tego zaczerpnąć?
Przeżywamy dziś uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Obu, choć mieli tak różne biogramy i zadania do spełnienia, łączy doświadczenie głębokiego spotkania z Chrystusem. Nie byli ideałami. Okrucieństwo Szawła, który "siał zgrozę", mordując chrześcijan, Szymonowe potrójne "Nie znam tego człowieka!" - bardzo wyraźnie pokazały im, jak są słabi. Dotknięcie dna swojej ludzkiej egzystencji, a potem doświadczenie miłosiernej miłości, przemieniło ich tak radykalnie, iż oddali Bogu wszystko, co mieli. Jest to moment szalenie trudny do przyjęcia i zrozumienia dla nas, każący nam często postrzegać obie postacie jako bohaterów, których się podziwia, ale niekoniecznie naśladować. Jak mówił Benedykt XVI, wiara bowiem często bardziej przypomina przyjęcie zbioru prawd, jest utożsamiana z tradycją, staje się rozważaniem minionych dziejów. Załamuje się w momencie, w którym powinna przemienić się w praktykę życia. Tym chyba można tłumaczyć wszelkie symptomy neopogaństwa, bierność znacznej części ludzi deklarujących się jako wierzący wobec wszelkich prób marginalizowania Ewangelii w życiu społecznym czy jej wypaczania. Było ich ostatnio niemało. Bezprecedensowe stały się ostre ataki na Ojca Świętego. Nie jest to zjawisko nowe. Niepokojący jest jednak impet, z jakim się to dokonuje, zaangażowanie mediów i środowisk - nawet uniwersyteckich - przekłamania i manipulacje słowami i faktami, z drugiej strony obojętność, z jaką je przyjmujemy, wewnętrzny bezwład, który jeszcze bardziej rozzuchwala środowiska wrogie chrześcijaństwu. A przecież trzeba zrozumieć, czym w istocie jest wiara, przekuć ją w codzienność, być zawsze gotowym do "uzasadnienia tej nadziei, która w nas jest" (por. 1 P 3, 15). Dzisiejsza uroczystość przypomina, że są takie chwile w życiu, kiedy trzeba zmienić radykalnie sposób myślenia, poddać się Jezusowi całkowicie, przyjąć koncepcję życia, która na początku może przeraża swoją bezkompromisowością, ale która nie ma alternatywy.
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-06-29

Autor: wa