We Włoszech przybywa ofiar trzęsienia ziemi
Treść
Rośnie liczba zabitych w wyniku trzęsienia ziemi, jakie z niedzieli na poniedziałek nawiedziło środkowe Włochy. Z podanych wczoraj po południu informacji wynika, że ofiar śmiertelnych jest już ponad 228, zaś 34 osoby oficjalnie uważa się za zaginione. Szpitale szacują liczbę rannych na około 1,5 tysiąca. W mieście L'Aquila nadal trwa akcja ratownicza. Dziesiątki tysięcy osób pozbawionych dachu nad głową koczuje w samochodach i prowizorycznych namiotach.
- Liczba zabitych w wyniku trzęsienia ziemi wzrosła do ponad 200 osób - poinformował wczoraj premier Włoch Silvio Berlusconi. Pomimo upływu wielu godzin w dalszym ciągu służbom ratowniczym udaje się odnaleźć także żywych ludzi. W nocy z poniedziałku na wtorek, czyli niemal 24 godziny po kataklizmie, pod gruzami zawalonego akademika odnaleziono dwóch studentów. Ich stan jest stabilny. W sumie w trakcie akcji poszukiwawczej ocalono ponad 100 uwięzionych pod gruzami ludzi. Ratownicy przy pomocy ciężkiego sprzętu w dalszym ciągu przeczesują gruzowiska w poszukiwaniu poszkodowanych.
W mieście L'Aquila i okolicach Abruzji, gdzie znajdowało się epicentrum wstrząsów, dziesiątki tysięcy ludzi jest bez dachu nad głową. Doszczętnie zniszczonych zostało tam dwie trzecie budynków, w większości kilkusetletnich zabytkowych kamienic. Ci zaś, których domy ocalały, boją się do nich powracać w obawie przed kolejnymi wstrząsami, gdyż tym razem nadwyrężone konstrukcje budynków mogłyby nie wytrzymać. Większość mieszkańców ubiegłą noc spędziło więc w samochodach i prowizorycznych namiotach ustawionych na obrzeżach miasta przez obronę cywilną. W nocy po tragedii w okolicy odnotowywano bowiem około 280 wstrząsów wtórnych. Na szczęście tym razem miały one dużo mniejszą już skalę - najsilniejszy dochodził do 4,8 w skali Richtera. Do kolejnego silnego wstrząsu sejsmicznego doszło wczoraj przed godziną 20.00.
Premier Berlusconi zapowiedział wczoraj, że zwróci się do Unii Europejskiej o pomoc w pokryciu kosztów odbudowy włoskich miast i miasteczek, które ucierpiały w wyniku poniedziałkowego trzęsienia ziemi. Zapowiadane przez Berlusconiego setki milionów euro miałyby pochodzić z unijnego funduszu na rzecz poszkodowanych w wyniku klęsk żywiołowych.
Tymczasem włoski dziennik "Il Giornale", powołując się na wulkanologa i wiceszefa obrony cywilnej Franca Barberiego, podał wczoraj, że w razie trzęsienia ziemi około 7 milionów domów we Włoszech grozi zawaleniem. Na łamach dziennika Barberi wyraził przekonanie, że tego typu wstrząsy, jakie miały miejsce w środkowych Włoszech, nie spowodowałyby ani jednej ofiary śmiertelnej w Kalifornii, gdyż tamtejsze budynki nie są tak stare i spełniają wszystkie wymagane normy bezpieczeństwa. - Winny numer jeden tragedii w Abruzji jest zatem człowiek, a nie natura - cytuje "Il Giornale" wypowiedź prezesa krajowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii Enza Boschiego. Ponadto około 3 milionów Włochów zamieszkuje tereny o wysokim zagrożeniu wstrząsami.
W niecałą dobę po poniedziałkowym kataklizmie we Włoszech do kolejnego trzęsienia ziemi - tym razem o sile 7 stopni w skali Richtera - doszło w rejonie Wysp Kurylskich, na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Jak podało amerykańskie centrum sejsmologiczne na Hawajach, epicentrum wtorkowego trzęsienia znajdowało się na Pacyfiku, w odległości około 290 km na północny wschód od Kurylska. Wstrząsy były wyraźnie odczuwalne także na japońskiej wyspie Hokkaido. Jak na razie nie ma informacji o ofiarach tego trzęsienia.
Polski konsulat z Rzymu udzielił pomocy kolejnym Polakom, którzy przebywali w Abruzji w chwili trzęsienia ziemi. W sumie o pomoc do władz naszego kraju zwróciło się 26 osób. Wszyscy są cali i zdrowi. Pomocy medycznej udzielono jednej kobiecie, która odniosła drobne obrażenia. Wszyscy, którzy wyrazili chęć powrotu do kraju, zostali przywiezieni do Rzymu, gdzie udzielana im jest wszelka niezbędna pomoc. Następnie w ciągu dwóch najbliższych dni odlecą samolotami do Warszawy, Gdańska i Katowic. Część naszych rodaków straciła w kataklizmie cały swój dobytek, dlatego przybyli do konsulatu ubrani jedynie w piżamy.
MBZ, Reuters
"Nasz Dziennik" 2009-04-08
Autor: wa