Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ważne dni

Treść

Przed nami najważniejsze dni roku. Jak je przeżyć, aby nie stały się jedynie koniecznym dopełnieniem przedświątecznego zabiegania, "wypełniaczem" czasu dzielonego pomiędzy myciem okien a pieczeniem ciast? Wielki Tydzień rozpoczyna Niedziela Palmowa. Radość towarzysząca Jezusowi wkraczającemu do Jerozolimy miesza się z medytacją Męki Pańskiej, "Hosanna" przeplata się ze złowieszczym "Na krzyż z Nim!". Jak przyjąć te słowa? Co zrobić, aby nie przestępować niecierpliwie z nogi na nogę, nie skubać z nudów palmy i nie traktować tekstów biblijnych jako kawałka archiwalnego tekstu, który właśnie trzeba odświeżyć?

Od właściwego przeżycia i zrozumienia wydarzeń Wielkiego Tygodnia zależy jakość wiary w pozostałych dniach roku. Często jest ona mylona z religijnością, ponieważ ludziom uznającym siebie za wierzących brakuje punktu odniesienia - dzieje się zawsze tak, gdy logika krzyża zamiast stać w centrum życia, staje się jego marginesem. Nie da się wierzyć w Boga opisanego wedle tylko kryteriów ludzkich i akceptowalnego jedynie w wymiarze uczynionym wedle "ludzkiego obrazu i podobieństwa". Prawdziwa wiara rodzi się tam, gdzie obumierają wszelkie nasze iluzje, zbyt ludzkie wyobrażenia o Bogu. Pod krzyżem rozum, wola, nadzieja trzymające się kurczowo ziemskiej logiki wkraczają w ślepą uliczkę. Dochodzą do granic swoich możliwości poznawczych.
Przyjąć krzyż nie znaczy jedynie przytaknąć rozumem zbiorowi prawd zapisanych w Ewangelii, zaakceptować go jako dziejową konieczność, wypełnienie się Bożych obietnic czy pochylić się nad czternastoma stacjami Drogi Krzyżowej. To wszystko za mało. Trzeba otworzyć na niego przestrzeń swojego życia, "wejść" w wydarzenie Golgoty i przyjąć jej logikę jako klucz do zrozumienia siebie, swoich wewnętrznych tęsknot, własnego losu. Konieczne jest zaakceptowanie prawdy, iż opowieść o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu i wydarzenia z mojego życia wzajemnie się dopełniają i interpretują. Mówił o tym blisko 30 lat temu Jan Paweł II (homilia na placu Zwycięstwa w Warszawie, 1979 r.): "Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa. I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu na ziemi". Szczególnie dziś, kiedy w wielu miejscach na świecie - przy zimnej obojętności instytucji międzynarodowych i organizacji pokojowych - chrześcijanie są mordowani za wiarę, zasady moralne Kościoła ośmieszane w wielu zakątkach Europy, uroczystości są marginalizowane, musimy być gotowi do wypicia na jakimś odcinku drogi swojej egzystencji kielicha goryczy, z którego pił także Jezus. Nie ma zbawienia bez krzyża. Krzyż to znak zwycięstwa. Bóg pobłogosławił świat krzyżem!
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-04-04

Autor: wa