Wąsacz pod kluczem
Treść
Centralne Biuro Śledcze zatrzymało byłego ministra skarbu Emila Wąsacza. Zarzut: niedopełnienie obowiązków związanych z ochroną interesu Skarbu Państwa przy prywatyzacji największego polskiego ubezpieczyciela. Kara: do 10 lat więzienia. Jutro raportem na temat sprzedaży PZU zajmą się posłowie
Koronny dowód przeciwko eksministrowi stanowi raport renomowanej firmy audytorskiej BDO. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro pozostawia ministrowi skarbu decyzję, czy skierować wniosek do sądu o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej PZU. Prokuratura zapewnia, że służy materiałami z postępowania. Firma BDO oferuje Wojciechowi Jasińskiemu swoje usługi w procesie arbitrażowym. Prokuratura nie potwierdziła informacji o posiadaniu przez polityków kont numerycznych w Portugalii, na które odprowadzane miały być środki zdobyte wskutek korupcji. Śledczy dysponują natomiast notatką ABW na temat Funduszu Skarbiec Kasa II, przez który miały przepływać fundusze na zakup PZU. Istnieje domniemanie, że były to pieniądze... PZU.
- Zatrzymanie ma związek z aferą PZU - poinformował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Jeszcze tego samego dnia prokuratura przedstawiła Emilowi Wąsaczowi zarzut niedopełnienia obowiązków związanych z ochroną interesu Skarbu Państwa przy prywatyzacji PZU.
Byłego ministra zatrzymano w Dąbrowie Górniczej w mieszkaniu córki. Przewieziono go najpierw do Warszawy, a później do Gdańska. Tamtejsza prokuratura apelacyjna prowadzi śledztwo w sprawie prywatyzacji PZU. Decyzja o zatrzymaniu zapadła już w ubiegłym tygodniu, po uzyskaniu przez śledczych wyników raportu renomowanej firmy audytorskiej BDO, w którym wykazano niezbicie, że prywatyzacja PZU już w fazie wyboru doradcy prywatyzacyjnego przez ministra skarbu i konkursu ofert nie była prowadzona de lege artis. Z zatrzymaniem wstrzymano się o kilka dni ze względu na posiedzenie rady nadzorczej spółki Stalexport, której Wąsacz jest prezesem. Na tym posiedzeniu podjęta była próba jego odwołania, jednak bez powodzenia. - Prokuratura nie chciała się narazić na zarzut ingerencji w sprawy wewnętrzne spółki - poinformował prokurator Janusz Kaczmarek.
- Raport BDO wskazuje na wątpliwości związane z wyborem na doradcę prywatyzacyjnego banku ABN Amro, który miał powiązania z firmą Eureko, wskazujące na konflikt interesów - stwierdził prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Audytor zarzuca ABN Amro dostarczenie niepełnych danych na temat Eureko, a resortowi skarbu - niewłaściwe ich odczytanie. Wątpliwości ekspertów BDO wzbudziły także ocena oferty konsorcjum Eureko - BIG BG oraz niska cena uzyskana przez Skarb Państwa za 30 proc. akcji (3 mld zł, tj. tyle, ile wynosi roczna dywidenda PZU na rzecz akcjonariuszy).
Z raportu BDO wynika, że do 1999 roku, tj. do czasu zakupu akcji PZU, holenderska spółka Eureko BV była wyłącznie spółką holdingową, nieprowadzącą działalności operacyjnej. W sprawozdaniach finansowych miała zwyczaj wykazywać mniejszościowe udziały krzyżowe w spółkach matkach, upiększając w ten sposób obraz grupy. Firma nie była notowana w rankingach firm ubezpieczeniowych, jej udział w rynku europejskim wynosił poniżej 1 procenta.
Na pytanie, czy przy tak niewielkim zaangażowaniu w działalność ubezpieczeniową i brak działalności operacyjnej można Eureko BV zaliczyć do inwestorów branżowych, otrzymaliśmy odpowiedź twierdzącą. - Słaby podrzędny inwestor branżowy - tak określił je prokurator krajowy. Uznanie Eureko za inwestora branżowego przesądza, iż spółka miała prawo startować w przetargu na zakup akcji PZU. Wcześniej eksperci zgłaszali co do tego wątpliwości.
- Nie jest inwestorem branżowym spółka, która nie sprzedaje polis ubezpieczeniowych - podtrzymuje zastrzeżenia ekspert prawa finansowego Janusz Szewczak. Również według byłego przewodniczącego komisji śledczej Janusza Dobrosza, Eureko nie miało charakteru inwestora branżowego.
Kuriozalna decyzja MSP
Z raportu BDO wynika, że podczas konkursu ofert doszło do kuriozalnej sytuacji: ministerstwo skarbu z nieustalonych na razie przyczyn odrzuciło oferty wiodących europejskich firm ubezpieczeniowych: niemieckiej - Allianz, oraz francuskiej - AXA, i do ostatniej fazy negocjacji dopuściło na zasadzie wyłączności Eureko BV.
Dzięki uprzywilejowanej pozycji inwestor zapłacił za akcje PZU znacznie poniżej ich wartości. Na szkodliwość tego podejścia zwróciła uwagę w odręcznej notatce wiceminister skarbu Alicja Kornasiewicz, która uchodziła za zwolenniczkę sprzedaży PZU firmie AXA. PZU był w tym czasie firmą kilkakrotnie większą od Eureko pod względem poziomu składki brutto, zatrudnienia, zysku i sumy aktywów. "Żaba połknęła bociana" - to określenie jednego z posłów doskonale oddaje istotę dokonanej przez ministra Emila Wąsacza transakcji.
- Przesłuchanie wykaże, czy w sprawę byli zamieszani inni politycy - powiedział prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Zaznaczył, że nie potwierdziła się informacja o posiadaniu przez polityków kont numerycznych w Portugalii, na które odprowadzane miały być środki zdobyte wskutek korupcji.
- Strona portugalska, do której zwróciliśmy się o pomoc prawną, wykluczyła taką możliwość - powiedział nam prokurator Kaczmarek.
Minister Ziobro - pytany, czy wystąpi do sądu o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej PZU, jak rekomenduje to raport komisji śledczej - powiedział, że jest to sprawa ministra skarbu. Tymczasem raport komisji śledczej wskazuje obok ministra skarbu także ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego jako adresata. Ziobro nie chciał wypowiadać się na temat ewentualnego wpływu ustaleń śledztwa na postępowanie cywilne w tej sprawie.
Prokurator Kaczmarek zadeklarował, że materiały z postępowania karnego, w tym raport BDO, przekaże ministrowi skarbu, jeśli ten się o to zwróci. Poinformował też, że firma audytorska BDO zaoferowała MSP swoje usługi jako doradcy w procesie arbitrażowym, jaki Eureko wytoczyło Polsce.
Czekają na Holendrów
Prokuratura nadal czeka na wsparcie prawne z Holandii, które pomoże ustalić, z jakich źródeł Eureko sfinansowało zakup akcji PZU. Śledczy nie zamierzają poprzestać na twierdzeniu Eureko, że środki "pochodziły z podwyższenia kapitału" - chcą ustalić rzeczywiste źródło ich pochodzenia. Badane jest m.in. to, czy pieniądze nie pochodziły z kredytu (polskie prawo zakazuje nabywania akcji firm ubezpieczeniowych za środki obciążone).
- Nie wiązałbym tej sprawy z aferą prania brudnych pieniędzy, w którą zamieszany jest portugalski bank BCP - powiedział prokurator Kaczmarek, odpowiadając na pytania dziennikarzy. Zastrzegł jednak, że wszystko zależy od pomocy prawnej Holandii, bez której trudno ustalić przepływy finansowe. Wiadomo tylko, że pieniądze na zakup PZU przechodziły przez kilkanaście banków. Prokuratura posiada także notatkę ABW na temat Funduszu Skarbiec Kasa II. Istnieje podejrzenie, że poprzez ten fundusz za akcje PZU zapłacono pieniędzmi PZU.
Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku prowadzi postępowanie w sprawie prywatyzacji PZU od stycznia 2005 r., kiedy to podjęła na nowo wątki umorzone wcześniej lub zawieszone przez prokuraturę warszawską. W tym samym czasie rozpoczęła pracę komisja śledcza ds. PZU, zapewniając prokuratorom wsparcie polityczne w tej gigantycznej aferze, w której maczali palce politycy niemal wszystkich opcji. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu rozpoczynającym się jutro odbędzie się debata na temat raportu komisji śledczej ds. PZU.
W związku z debatą w Sejmie nad raportem komisji śledczej prezes Eureko Ernst Jansen wystosował list do posłów i mediów, w którym zarzucił komisji, iż nie wezwała go jako świadka, choć się kilkakrotnie o to zwracał. W piśmie Jansen ustosunkował się także do zarzutów komisji śledczej, wskazując m.in., że akcje PZU firma Eureko nabyła wskutek podniesienia kapitału przez udziałowców na łączną kwotę ponad 0,5 mld euro. Wśród udziałowców, którzy sfinansowali zakup akcji, wymienił m.in. portugalski bank BCP, zamieszany w aferę związaną z praniem brudnych pieniędzy. Podniesienie kapitału nastąpiło - jak twierdzi - 8 listopada 1999 roku, tj. pomiędzy datą zawarcia umowy prywatyzacyjnej (5 listopada) a jej wykonaniem (10 listopada). Na potwierdzenie przywołał oświadczenie notariusza z Rotterdamu, który sporządził akt notarialny, oraz pismo ministra Stanisława Kluzy nadesłane w odpowiedzi na interpelację poselską (pismo Kluzy jest sformułowane w ten sposób, aby można je było dowolnie interpretować - że Eureko wykazało, iż miało własne środki na zakup PZU, albo że tego faktu nie wykazało). Jansen zapewnił, iż ten sposób finansowania był wcześniej zaanonsowany ministrowi skarbu. Podkreślił, że w całym postępowaniu prywatyzacyjnym Eureko stosowało się do wskazówek MSP. Prezes Eureko odrzucił też oskarżenia o próbę wyprowadzenia pieniędzy z PZU przez przekazanie ubezpieczeń zagranicznych spółce EuroCross, a także o niedostarczenie PZU know-how. Wcześniej prokurator Kaczmarek stwierdził, że transfer know-how sprowadzał się do wydelegowania dla celów szkoleniowych jednego pracownika do PZU. Eureko, jak wynika z listu, nie traci nadziei na ugodę ze Skarbem Państwa, która pozwoliłaby holenderskiej spółce zachować udziały w dochodowej polskiej firmie, jaką jest PZU.
Emil Wąsacz jest pierwszym politykiem, któremu postawione zostały zarzuty w sprawie prywatyzacji PZU. Jako były minister ponosi odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu.
Małgorzata Goss
Poseł Zygmunt Wrzodak (NKP):
Raport BDO nie wykazał niczego, co nie zostałoby wcześniej ustalone przez komisję śledczą. Emila Wąsacza można było aresztować już wiele miesięcy temu. Fakt, że zrobiono to dopiero teraz, świadczy o tym, że rząd chce osiągnąć jakiś cel polityczny, np. odwrócić uwagę od wysłania żołnierzy do Afganistanu. Jednak to, iż wreszcie doszło do zatrzymania, będzie miało pozytywne skutki. Przede wszystkim minister Wąsacz podczas przesłuchania w prokuraturze i ewentualnego pobytu w areszcie zapewne przypomni sobie, że w sprawie nie działał sam. Po drugie - ruch ze strony prokuratury może wreszcie zachęci ministra skarbu do poważnego potraktowania wniosków komisji śledczej.
Za czasów koalicji AWS - UW istniała nieformalna umowa między koalicjantami na temat podziału wpływów w dziedzinie prywatyzacji. Ludzie Unii Wolności decydowali o prywatyzacji TP SA, a jak ją sprywatyzowali, każdy widzi. Na drugiej transzy akcji Skarb Państwa stracił 7 mld zł, mam na to dowody. UW miała za to nie wtrącać się do PZU, który prywatyzowali ludzie AWS. Balcerowicz, wówczas minister finansów, z Alicją Kornasiewicz, wiceminister skarbu, próbowali naruszyć tę ugodę, spotkali się nawet w Paryżu z prezesem firmy AXA, konkurentem Eureko.
Wąsacza na ministra wykreował Mirosław Kasza, działacz Komisji Krajowej "Solidarności". Kasza miał mocne notowania u Krzaklewskiego, nazywano go "skarbnikiem AWS", choć formalnie żadnym skarbnikiem nie był. To Kasza był łącznikiem między Krzaklewskim a prezesem BIG BG - Bogusławem Kottem - podczas prywatyzacji PZU.
not. Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2006-09-19
Autor: wa