Wartki nurt Wisły
Treść
To miał być, i chyba był, mecz o europejskie puchary. Cracovia, by zachować szansę na zajęcie drugiego miejsca na podium ligowej tabeli, musiała w Grodzisku zgarnąć komplet punktów. Sztuka ta się nie udała, lepszy był Groclin, który nie tylko wygrał 3:1, ale i odskoczył od "Pasów" na bezpieczną odległość siedmiu punktów. Po raz pierwszy na wiosnę na miarę możliwości i oczekiwań zagrał mistrz Polski. Wisła, po kapitalnej drugiej połowie, rozgromiła Zagłębie Lubin 6:0 i jeszcze bardziej przybliżyła się do obrony tytułu.
Pojedynek w Grodzisku wywoływał ogromne emocje i nie zawiódł. Kibice obejrzeli szybkie, trzymające w napięciu do samego końca widowisko. Gospodarze zagrali mocno osłabieni - bez Michała Golińskiego, Marcina Zająca, Piotra Piechniaka oraz Mariusza Liberdy. To stawiało krakowian w uprzywilejowanej sytuacji, ale na boisku nie było tego widać. Owszem, goście grali bardzo ładnie, stwarzali sobie niezłe sytuacje, ale zastępujący Liberdę Sebastian Przyrowski udowodnił, iż swój fach zna doskonale. A grodziszczanie czekali na swą szansę i w 18. min prowadzili 1:0 - Bartosz Ślusarski ładnie uderzył głową i Marcin Cabaj nie miał szans na skuteczną interwencję. Bramkarza Cracovii w następnych minutach dwukrotnie próbował zaskoczyć Pance Kumbev, z drugiej strony okazję miał Marcin Bojarski, wynik jednak się nie zmieniał. Natomiast cztery minuty po przerwie było już 2:0 - Mico Vranjes chytrze uderzył z rzutu wolnego, zaskakując kompletnie Cabaja. "Pasów" to jednak nie załamało. Trener Wojciech Stawowy wprowadził na boisko Piotra Gizę i Marka Citkę. Pierwszy z nich w 67. min zdobył kontaktową bramkę, drugi - jedenaście minut później, ujrzał czerwoną kartkę za uderzenie Kumbeva. Trener Stawowy miał po meczu pretensje do arbitra o zbyt pochopne usunięcie z boiska swego gracza, faktem jest, że grająca w "10" Cracovia straciła impet. Gospodarze bronili się mądrze, a w ostatniej minucie Adrian Sikora ustalił wynik na 3:1. - Dziękuję piłkarzom za piękną walkę - skomentował trener Groclinu Duszan Radolsky. - Nie zasłużyliśmy na porażkę - dodał Wojciech Stawowy.
W zupełnie innych nastrojach poniedziałkowe spotkanie kończyli piłkarze drugiej krakowskiej drużyny - Wisły. Mistrzowie Polski w ostatnich tygodniach nie mieli najlepszej prasy, zasłużenie, bo grali słabo, brzydko i nieskutecznie. Przez pierwszą połowę meczu z Zagłębiem było lepiej - ale tylko troszkę. Na pewno wiślacy przejawiali dużo większą ochotę do gry, ale bramki strzelić nie zdołali. Po przerwie pokazali jednak, że jeśli chcą, nie ma na nich siły. W ciągu pięciu minut, między 53. a 57. min bramkarza gości pokonali trzykrotnie, a każde trafienie było swoistym majstersztykiem. Maciej Żurawski i Tomasz Frankowski kapitalnie zwiedli obrońców i nie dali szans Danijelowi Madaricowi, Marek Zieńczuk potężnie uderzył z prawie 30 metrów. Zachęceni takim obrotem sprawy krakowianie nie zwolnili tempa, a ich pełne polotu i rozmachu akcje musiały się podobać. W 66. min piękną "główką" na 4:0 podwyższył Frankowski (i był to jego 23. gol w sezonie!), w 82. efektownie "huknął" z bliska Maciej Stolarczyk, a dzieło zniszczenia Zagłębia zwieńczył w ostatniej minucie Żurawski (gol numer 18 w rozgrywkach). - Ten wynik pomoże nam nabrać zaufania do siebie. W poprzednich meczach było wiele chęci i ambicji, dziś zagraliśmy wreszcie naprawdę dobrze - powiedział trener Werner Liczka.
To prawda. Wisłę z poniedziałku oglądało się z przyjemnością, krakowianie grali swoje, do przodu, na luzie, efektownie, z pomysłem. Maciej Żurawski, kapitan drużyny, nie chce jednak wyciągać daleko idących wniosków. - Nie popadamy w hurraoptymizm. Na pewno jednak możemy w przyszłość popatrzeć z większym optymizmem - stwierdził. Najlepszą okazję do potwierdzenia rosnącej formy wiślacy będą mieli już w piątek - w wielkich derbach Krakowa spotkają się z Cracovią.
Piotr Skrobisz
"Nazsz Dziennik" 2005-05-05
Autor: ab