Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W tym roku niespodzianek nie będzie

Treść

Wydaje się, że nowy 2008 r. nie przyniesie większych zmian na arenie międzynarodowej. Poznamy nowych prezydentów USA i Rosji, choć w tym drugim przypadku głównym rozgrywającym pozostanie i tak Władimir Putin. Należy się spodziewać zmiany polityki zagranicznej USA, które najprawdopodobniej wycofają swoje wojska z Iraku oraz dalszej ekspansji islamu w Europie. Stała będzie pozycja Chin, Indii oraz Japonii, których gospodarki od wielu lat wykazują znaczący wzrost i najprawdopodobniej go utrzymają. Zapoczątkowane wcześniej procesy, jak wzmożona integracja Unii Europejskiej będą kontynuowane, podobnie zresztą jak i centralizacja władzy w Rosji, czy zacieśnianie współpracy między tą ostatnią a państwami Wspólnoty. Trudno przy tym jednoznacznie stwierdzić, jakie ostatecznie miejsce zajmie Polska w tym "spektaklu mocarstw".



Stany Zjednoczone stoją u progu rozwiązania problemu, który na dobrą sprawę rozpoczął się już dawno, a mianowicie znalezienia środków mających powstrzymać upadek amerykańskiej gospodarki. Wojna w Iraku, która w założeniu miała stać się panaceum na tę bolączkę, doprowadziła USA w ślepy zaułek, a koszty wojny przestały bilansować zyski, jakie niewątpliwie stały się udziałem wielkich koncernów paliwowych, a pośrednio - poprzez płacone przez nie podatki - również budżetu Stanów Zjednoczonych. Zmiana na stanowisku prezydenta, niezależnie od tego czy będzie nim Rudolf Giulliani czy też Hillary Clinton, z pewnością doprowadzą jeżeli nie do wycofania, to z pewnością do znacznego ograniczenia liczby amerykańskich wojsk w Iraku, niezależnie od sytuacji w tym kraju.
Pod znakiem zapytania stoi projekt budowy tarczy antyrakietowej. Pierwszą i zasadniczą przeszkodę stanowi koszt jej utrzymania oraz celowość realizacji. Wiele zależy w tym momencie od stanowiska Iranu i Rosji. Można się bowiem spodziewać, że Waszyngton nie zaryzykuje otwartej konfrontacji z Moskwą, tym bardziej iż reakcja Kremla będzie, jak przyznają sami przedstawiciele rosyjskich władz cywilnych i wojskowych, jednoznaczna. Jeżeli jednak dojdzie do rozpoczęcia budowy tarczy, to w dłuższej perspektywie może się okazać, że w najgorszym przypadku, Polska stanie się, jak wielokrotnie miało to już miejsce w historii, polem walki między mocarstwami.

Polska między potęgami
Przed polskim rządem stoi zatem w tym roku trudne i niezwykle wymagające zadanie: wypracować sensowny modus vivendi przede wszystkim z Rosją oraz rządzącymi Unią Europejską Niemcami, nie zrywając zarazem dobrych kontaktów ze stroną amerykańską, ale ograniczając wobec nich uległość. Należy zrewidować polską politykę w stosunku do Stanów Zjednoczonych i zakończyć służalczą postawę względem Waszyngtonu. Dotychczas niestety nowy rząd Donalda Tuska nie potrafił zaproponować żadnych konkretów, trzymając się kurczowo niczego nie wnoszącej retoryki.
Jeżeli ktokolwiek sądził, że wejście Polski do UE "obroni" nas przed zapędami Rosji, która nadal traktuje nasz kraj jako strefę swoich wpływów i od czasu do czasu przypomina, kto naprawdę rządzi regionem, to był w ogromnym błędzie. Rosja stała się zbyt ważnym partnerem Wspólnoty, w szczególności Niemiec, aby Polska mogła liczyć na jakiekolwiek konkretne wsparcie z jej strony w kluczowych kwestiach. Sytuacji nie poprawią ani przewidziana na 2008 r. realizacja wielkich rosyjsko-niemieckich inwestycji, w tym gazociągu północnego, ani tegoroczne wybory prezydenckie w Rosji.

Rok pod znakiem ratyfikacji eurokonstytucji?
Kwestią sporną, tym razem na skalę ogólnoeuropejską, pozostaje również ratyfikacja nowej eurokonstytucji przez parlamenty poszczególnych krajów członkowskich. Decyzja rządów narodowych o rezygnacji z referendum w tej sprawie będzie równoznaczna z narzuceniem społeczeństwom prawa, którego one niekoniecznie pragną. Gdyby bowiem władze w Brukseli nie obawiały się o wynik powszechnego głosowania, to z pewnością by na nie zezwoliły.
Wyjątkiem od reguły jest Irlandia, której konstytucja wymaga aprobaty społecznej dla przyjętego traktatu lizbońskiego. Być może jej śladem pójdzie Wielka Brytania, i to te społeczeństwa będą w stanie jeżeli nie zahamować, to przynajmniej opóźnić proces dalszego scalania niezależnych krajów w jeden organizm państwowy. Otwarta pozostaje przy tym sprawa Karty Praw Podstawowych i dalszego propagowania pseudowartości ateistycznej odmiany europejskiego liberalizmu.

Punkty zapalne pozostaną te same
Nie należy oczekiwać gwałtownej zmiany w sytuacji na Bliskim Wschodzie. Prawdopodobnie niewiele zmieni się również na Środkowym Wschodzie. W Pakistanie istnieje zbyt długa tradycja rządów armii, a USA mają w tej części świata zbyt małą siłę przebicia, aby próbować wpływać na rzecz zmiany systemu. Poza tym, o czym nie należy zapominać, Pakistan pozostaje sojusznikiem USA w tym regionie. Wszak to właśnie z tego powodu nie ściga się tam, i ścigać raczej nie będzie, talibskich bojowników.
Problemem może okazać się sprawa Kosowa, ponieważ tworzenie w Europie muzułmańskiego państwa będzie równoznaczne z zaakceptowaniem stałej bazy coraz bardziej rozprzestrzeniającego się na Starym Kontynencie islamu.
Anna Wiejak

Autor: wa