Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W Turynie ma być uczciwie

Treść

Cztery lata temu, podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City, nie obyło się bez dopingowych skandali. Na stosowaniu niedozwolonych środków przyłapani zostali bowiem zawodnicy z pierwszych stron gazet, znani i uznani mistrzowie. Prawdziwy szok przeżyli Hiszpanie, gdy okazało się, że wśród oszustów był znakomity biegacz, trzykrotny złoty medalista Johann Muehlegg.
W Turynie ma być inaczej - czyściej. Ewentualne kary będą bardzo surowe, ale - co jeszcze tydzień temu było możliwe - dopingowicze nie trafią do więzienia.
Wszystko rozpoczęło się w 1952 r. podczas igrzysk w Oslo. W jednej z szatni znaleziono strzykawki i ampułki, które jasno wskazywały na niedozwolone wspomaganie jakiegoś sportowca (sportowców). Problem dopingu stał się zauważalny. Szesnaście lat później we francuskim Grenoble po raz pierwszy przeprowadzono testy antydopingowe. Wówczas nie przyłapano nikogo. Niestety, następne igrzyska nie były już tak czyste. W 1972 r. w Sapporo "wpadł" niemiecki hokeista Alois Schloder i czarna seria się zaczęła. Po czterech latach - w 1976 r. w Innsbrucku - pozytywny wynik dał test Galiny Kułakowej, a ponieważ Rosjanka wcześniej zdobyła brązowy medal w biegu na 5 km, musiała go zwrócić.
W 1988 r. w Calgary ciężkie chwile przeżywaliśmy my, Polacy. Najpierw była radość ze świetnego początku zmagań hokeistów. Biało-Czerwoni zremisowali z bardzo mocną Szwecją 1:1, minimalnie przegrali 0:1 z Kanadą i wysoko pokonali Francję. Po tym ostatnim meczu wszystkimi wstrząsnęła jednak wiadomość o wykryciu niedozwolonych środków w organizmie Jarosława Morawieckiego. Zawodnik został zdyskwalifikowany, wynik spotkania zweryfikowano jako walkower dla Francuzów, a załamani Polacy już do końca turnieju nie mogli się pozbierać.
Uczciwie było w Albertville, Lillehammer i Nagano. W Salt Lake City postanowiono zwiększyć liczbę testów i efekty przeszły oczekiwania. W organizmach aż sześciu sportowców wykryto bowiem niedozwolone środki. Prawdziwy szok przeżyli Hiszpanie, ponieważ wśród oszustów znalazł się Johann Muehlegg. Naturalizowany Niemiec był rewelacją rywalizacji biegaczy narciarskich, w kapitalnym stylu wygrał aż na trzech dystansach, w tym najbardziej prestiżowym - 50 km. Wkrótce jednak jak grom spadła wiadomość - Muehlegg stosował doping! Wydawało się, że straci wszystkie złote medale, postanowiono jednak odebrać mu tylko jeden - po biegu, na którym został przyłapany (czyli 50 km). Dziwna decyzja. Pozostałe - na wyraźny wniosek rywali z tras - dwa lata później odebrał mu dopiero Sportowy Trybunał Arbitrażowy.
Ale to nie wszystko. Wpadły także dwie świetne rosyjskie biegaczki (jakaś plaga dotknęła tej konkurencji), Larissa Łazutina i Olga Daniłowa. Szczególnie bolesna była wiadomość o dopingu Łazutiny, która do Salt Lake City jechała jako jedna z bohaterek zimowych igrzysk olimpijskich. We wcześniejszych startach zdobyła bowiem aż dziewięć medali, w USA dorzuciła dziesiąty, złoty na dystansie 30 km, ale... go nie dostała. Okazało się, że stosowała doping.
Po jej dyskwalifikacji Rosjanie się oburzyli. Głos zabrał nawet prezydent Władimir Putin, który oskarżył Amerykanów o nieodpowiednie traktowanie jego rodaków. Nie przekonały go nawet niezbite dowody. Występ reprezentantów Rosji przez władze tamtejszego sportu został oceniony wysoko. To cały świat był zły i be.
W Turynie ma być inaczej - czyściej i uczciwiej. Pomóc może włoskie prawo, które doping karze z wyjątkową surowością. Przyjmowanie niedozwolonych środków traktowane jest tam bowiem jako przestępstwo kryminalne, zagrożone nawet dwuletnim pozbawieniem wolności! Jeszcze niedawno na sportowców (tych, którzy mają coś na sumieniu) padał blady strach, ostatecznie jednak Włosi - w porozumieniu z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim - postanowili na czas igrzysk z tego punktu zrezygnować. Na pewno nie dojdzie też do niezapowiedzianych policyjnych przeszukań w wioskach olimpijskich.
Oszust, który zostanie przyłapany, ma jednak podlegać włoskiemu prawu. Zastosowane będą tylko sankcje administracyjne w postaci dyskwalifikacji i wykluczenia z zawodów, ale niech nikt nie liczy na pobłażliwość.
Włosi zgodzili się na chwilową liberalizację prawa m.in. z tego powodu, że testów antydopingowych ma być zdecydowanie więcej niż w Salt Lake City. Oby żaden z nich nie przyniósł wyników pozytywnych.
Tym bardziej że kibice przestają już powoli wierzyć w uczciwość sportowców. W ankiecie przeprowadzonej w Norwegii tylko co dziesiąty pytający wyraził przekonanie, że reprezentanci tego kraju nie faszerują się zabronionymi środkami...
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-02-08

Autor: ab