W ślepym zaułku
Treść
Władze Litwy nie zamierzają zaprzestać blokowania zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie obywatelom polskiego pochodzenia. Prowadzone ostatnio rozmowy nie przyniosły żadnych konkretów. W poniedziałek przedstawiciele byłych właścicieli ziemi w Wilnie i na Wileńszczyźnie spotkali się z wiceministrem rolnictwa Kazysem Sivickisem. W czasie rozmów próbowano uzgodnić dalszy tryb restytucji ziemi w stolicy i na terenach podstołecznych zgodnie z postulatami zgłoszonymi przez uczestników grudniowej akcji protestacyjnej (domagano się wówczas uczciwego rozliczenia licznych nadużyć związanych ze zwrotem ziemi w rejonie podwileńskim). Rozmowy nie przyniosły jednak efektów. Dlatego mieszkający tam Polacy, którzy stanowią znaczną grupę poszkodowanych właścicieli, rozważają wznowienie protestu, również przed placówkami dyplomatycznymi innych państw Unii Europejskiej.
Poniedziałkowe spotkanie było odbiciem patowej sytuacji, w jakiej od lat znajdują się mieszkańcy Wileńszczyzny domagający się zwrotu ziemi. Spadkobiercy prawowitych właścicieli domagają się przywrócenia uczciwego procesu reprywatyzacji ziemi w litewskiej stolicy i wokół niej: unieważnienia bezprawnego przyznawania terenów pod Wilnem osobom posiadającym kiedyś ziemię w innych rejonach kraju, zwrócenia byłym właścicielom - zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego - wszystkich "wolnych" gruntów w Wilnie oraz przywrócenia zapisów pozwalających na rekompensowanie utraty ziemi w Wilnie odpowiednimi przydziałami na terenach podwileńskich.
Przedstawiciele ministerstwa rolnictwa, mimo że uznają zasadność żądań byłych właścicieli, jednak nie spieszą się z decyzjami umożliwiającymi zaspokojenie tych roszczeń. Tłumaczą się najczęściej bezsilnością wobec poczynań władz samorządu miasta Wilna, które otwarcie ignorują obowiązujące na Litwie prawo i nie przekazują informacji o "wolnej", podlegającej zwrotowi ziemi. Ponadto urzędy odsyłają Polaków do innych instytucji rządowych. Skutek jest taki, że w rejonie wileńskim notuje się absolutny "antyrekord": podczas gdy w całym kraju ziemię zwrócono już niemal w 100 proc., w stolicy kraju wskaźnik ten wynosi zaledwie 7,5 proc.
Ministerstwo rolnictwa twierdzi też, że nie jest przygotowane do wyegzekwowania przestrzegania prawa przez osoby, które otrzymały ziemię (w formie rekompensaty) pod Wilnem z pominięciem obowiązujących przepisów. Ministerstwo najchętniej usankcjonowałoby ten proceder. Władze litewskie proponują rozwiązanie problemu zwrotu ziemi prawowitym właścicielom z tych terenów, de facto obywateli Litwy polskiej narodowości, poprzez wypłacenie im w jakiejś mglistej przyszłości rekompensat pieniężnych czy też w postaci przyznania akcji firm po cenie "stokrotnie niższej od rynkowej".
Na takie rozwiązania nie godzą się jednak sami zainteresowani, którzy dopełnili na czas wszystkich formalności prawnych, by odzyskać ziemię w naturze. Gdy po 15 latach reformy administracja powiatu wileńskiego sugeruje im, że nie odzyskają swej ziemi, odpowiadają, że zostały naruszone ich słuszne oczekiwania prawne. Bowiem to z winy urzędników i polityków ich ziemia została bezprawnie zagarnięta przez osoby nieuprawnione, względnie urzędnicy - celowo hamując zwrot ziemi w Wilnie - nie pozwolili im skorzystać z przysługującego im prawa zrekompensowania utraconego prawa do ziemi na terenie stolicy przydziałami w jej okolicach.
Rząd teraz chce na nich wymusić zgodę, aby utraconą ziemię w stolicy zrekompensowano im parcelami w oddalonych rejonach kraju. Byłaby to jednak paradoksalna sytuacja. Bowiem Polacy za utratę najbardziej wartościowej ziemi w Wilnie musieliby zadowolić się rekompensatami o niskiej wartości na prowincji. Natomiast osoby, które kiedyś posiadały ziemię na prowincji, wskutek bezprawnych przenosin pod Wilno stałyby się właścicielami atrakcyjnej ziemi wokół stolicy. Ponadto władze "za jednym zamachem" osiągnęłyby jeszcze jeden cel - rozbiłyby zwarte środowisko miejscowych Polaków.
Tadeusz Andrzejewski, Wilno
"Nasz Dziennik" 2006-03-29
Autor: ab