Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W poszukiwaniu większości

Treść

Jutro mają się zacząć rozmowy w tzw. grupach eksperckich o potencjalnej koalicji popierającej rząd. Do gry wraca Liga Polskich Rodzin, ale razem z Samoobroną i PSL obawia się, że to tylko kolejny taktyczny zabieg Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli tak, to 2 kwietnia moglibyśmy kolejny raz wybierać parlament.
Choć Jarosław Kaczyński jeszcze w sobotę rano mówił, że w weekend nie będzie rozmów z PSL i Samoobroną, to kilka godzin później spotkał się najpierw z Waldemarem Pawlakiem, a potem Andrzejem Lepperem. O czym rozmawiano? O "ogólnych warunkach koalicji". Obaj panowie odnieśli wrażenie, że prezesowi PiS na takim rozwiązaniu zależy. Ten jednak powtarza, że i tak najlepszym rozwiązaniem byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne.

Od plotek na temat przedterminowych wyborów, jak i kiedy Kaczyński chce do nich doprowadzić, w Sejmie aż huczy. Najnowszą wiadomością jest ta o ekspertyzie dla prezydenta, według której powinien on dostać na biurko uchwalony budżet państwa nie 19 lutego, a 31 stycznia.
W Sejmie liderzy wszystkich partii, poza PiS i SLD (Sojusz jest zdany na to, co zrobią inni, bo z nim nikt poza PO nie rozmawia), robią wszystko, by do wcześniejszych wyborów nie doszło.
Od sobotniego poranka spekuluje się, że prezydent Lech Kaczyński nie angażuje się w sytuację w parlamencie, bo już ma gotowe ekspertyzy, które pozwolą mu skrócić kadencję Sejmu już 31 stycznia. Według tej analizy, to 30 stycznia, a nie 19 lutego miną cztery miesiące od złożenia w lasce marszałkowskiej projektu budżetu. To zaś oznacza, że parlament na pewno nie skończy do tego czasu prac nad budżetem. Skoro bowiem na 24 stycznia zaplanowano trzecie czytanie, a ustawa musi jeszcze trafić do Senatu i - w razie złożenia jakichkolwiek poprawek - wrócić do Sejmu, to prace nie mają szans zakończyć się w styczniu. Wówczas, zgodnie z Konstytucją i ordynacją wyborczą do Sejmu i Senatu, kalendarz będzie wyglądał następująco: do 13 lutego prezydent może (ale nie musi) zarządzić skrócenie kadencji. Taka decyzja w ciągu 5 dni (do 18 lutego lub wcześniej, gdyby decyzja zapadła przed 13 lutego) musi zostać ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Od tej chwili wybory muszą się odbyć w ciągu 45 dni. Najbardziej prawdopodobna data to 2 kwietnia, dwa tygodnie przed świętami Wielkiej Nocy.
- Jeśli taki jest plan, to PiS na pewno już go realizuje od dawna i jest do wyborów przygotowane, podczas gdy my będziemy mieli raptem 10 dni na ustalenie list wyborczych - oburza się lider LPR Roman Giertych, który domaga się od władz PiS jasnego stanowiska na ten temat.
- Ja już rozsyłam informacje do regionów, żeby szykowali się do wyborów i wymyślam hasło wyborcze
- mówił nam w sobotę jeden z liderów Samoobrony Janusz Maksymiuk. - Może takie: głosuj na PiS i PO, będziesz miał wybory za pół roku - proponuje.

Nonsensy PO
Informacją o tajemniczej ekspertyzie zaniepokojeni są liderzy Platformy Obywatelskiej. Między innymi w tym celu zamierzają się dzisiaj w samo południe spotkać z prezydentem. I oburzają się kolejnymi pomysłami wygłaszanymi publicznie przez Jarosława Kaczyńskiego.
Tylko w sobotę takich pomysłów było co najmniej kilka i tylko ten z wyborami w kwietniu nie został głośno sformułowany. Ale Jarosław Kaczyński nie ukrywa, że to jedyne dobre rozwiązanie w zaistniałej sytuacji politycznej. Co z budżetem? Przyznaje, że jeśli zostanie uchwalony nie po myśli rządu, to PiS nie wyklucza głosowania przeciw.
- To nonsens i ewenement demokratyczny - odpowiada Jan Rokita (PO).
A co z koalicją z Platformą Obywatelską? Kaczyński wcale nie uznaje sprawy za zamkniętą. Twierdzi, że jeśli PO nie chce rozmawiać, to "powinna mieć na tyle honoru, by doprowadzić do wcześniejszych wyborów". Ale jeśli chce, to czeka na warunki na piśmie. PO je przedstawia - to "Biała księga negocjacji koalicyjnych", a w niej słynny list Rokity z 21 postulatami. Niektóre z nich, co warto przypomnieć, były tak absurdalne, jak wicepremier z PO z uprawnieniami na równi z premierem czy większość ministerstw dla Platformy.
Ale wciąż toczą się negocjacje z PSL i Samoobroną.

Lepper wyjeżdża do Chin
- Do podpisania koalicji musi dojść przed III czytaniem nad budżetem - uważa Andrzej Lepper. Samoobrona boi się, że zostanie wykorzystana do poparcia budżetu "dla rządu", a potem zostanie z niczym. Nie chce też zostawiać w opozycji LPR, bo boi się utraty elektoratu "niezadowolonych". To na prośbę Leppera Kaczyński zgodził się nie wykluczać wariantu z tą partią w koalicji. Ale do żadnych rozmów jeszcze nie doszło.
A podpisanie umowy koalicyjnej jeszcze przed 23 stycznia utrudni z pewnością wyjazd do Chin Andrzeja Leppera ze wszystkimi najbliższymi współpracownikami. To też może być potem w ręku PiS argument, że gdyby Samoobronie zależało na koalicji, to do tego wyjazdu by nie doszło. - Wyłania się dobry, twardy rząd polski. We wtorek siadają do pracy grupy robocze, żeby przygotować umowę koalicyjną, którą w najbliższym czasie będziemy chcieli podpisać - uspokaja Lepper.
- Potrzeba cierpliwości - wtóruje mu Waldemar Pawlak (PSL). Także według niego, rozmowy o koalicji są "zaawansowane".
Być może jednak ten tydzień nie przyniesie odpowiedzi na pytanie, jaki będzie scenariusz politycznych wydarzeń. Z odpowiedzią trzeba będzie poczekać do 23 stycznia, a może nawet kilka dni dłużej, kiedy znów rozpoczną się prace nad budżetem.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2006-01-16

Autor: mj