Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W Niemczech zawrzało

Treść

Uchwała polskiego Sejmu w sprawie reparacji wojennych od Niemiec znalazła się w sobotę na czołówkach tutejszych gazet. Wszyscy niemieccy politycy ostro skrytykowali decyzję polskiego parlamentu. Jakby nie dostrzegając, kto sprowokował całą sprawę, przekonywali nadal, że nie mogą zakazać wysuwania roszczeń odszkodowawczych wobec Polski, a jednocześnie dziwią się, iż władze naszego kraju zdobyły się na razie jedynie na ostrzegawczy gest.
Uchwała polskiego Sejmu w sprawie reparacji wojennych od Niemiec znalazła się w sobotę na czołówkach tutejszych gazet. Wszyscy niemieccy politycy ostro skrytykowali decyzję polskiego parlamentu. Jakby nie dostrzegając, kto sprowokował całą sprawę, przekonywali nadal, że nie mogą zakazać wysuwania roszczeń odszkodowawczych wobec Polski, a jednocześnie dziwią się, iż władze naszego kraju zdobyły się na razie jedynie na ostrzegawczy gest.
Nie udało się doprowadzić do porozumienia Niemców z Polakami, na wzór tego, co dokonało się w ostatnich latach z Francuzami - w ten sposób skwitowała uchwałę polskiego Sejmu berlińska gazeta "Die Welt". Dociekając przyczyn tego stanu rzeczy, napisała ona, iż najważniejszą rzeczą uniemożliwiającą poprawę wzajemnych stosunków jest to, że stolica Polski podczas pięciu lat okupacji i w wyniku holokaustu straciła więcej ludzi niż cała Francja podczas tej wojny...
Jednak większość tutejszych gazet skrytykowała stanowisko polskiego Sejmu i zacytowała wypowiedzi wielu niemieckich polityków, którzy niekiedy w bardzo ostrych słowach ostrzegają - w reakcji - nasz kraj przed konsekwencjami. Hamburski "Der Spiegel" zacytował m.in. wypowiedź przewodniczącego parlamentarnej komisji europejskiej w Bundestagu Matthiasa Wissmanna (CSU), który stwierdził, że tego typu uchwały spowodują eskalację żądań z obydwu stron. Dodał on, że tym razem poprzez wysuwanie żądań reparacyjnych Polacy utracili umiar.
Parlamentarzystka SPD (przewodnicząca Towarzystwa Polsko-Niemieckiego) Angelika Schwall-Dueren nazwała uchwałę polskiego Sejmu "niedźwiedzią przysługą" w budowaniu wzajemnych stosunków.
Monachijski "Sueddeutsche Zeitung" ("SZ") uznał dodatkowo, że polski Sejm w uchwale tej celowo pomijał sformułowanie "wypędzeni", mimo że znalazło się ono nawet w traktacie z 1991 roku.
Gazeta powtarza tezy niemieckie, że Polska w 1953 r. zrzekła się jakichkolwiek reperacji od Niemiec. Ponadto "SZ" jest zdania, że nasz kraj już otrzymał reparacje w postaci 15 procent sowieckiej strefy okupacyjnej. Ta sama gazeta w innym artykule ironicznie stwierdziła, że polski parlament wyciągnął armaty, aby strzelać do wróbli. Jej zdaniem, organizacja Pruskie Towarzystwo Powiernicze, która spowodowała całe zamieszanie, nie jest organizacją rządową i nie należy przeceniać jej możliwości i wpływów. Zdaniem "SZ", głównym problemem we wzajemnych stosunkach jest zasadnicza różnica pomiędzy Polakami a Niemcami w kwestii zrozumienia współczesnej historii.
Erwin Marschewski (CDU/CSU, odpowiedzialny w Bundestagu za sprawy wysiedlonych Niemców) w wywiadzie dla "Die Welt" w imieniu swojej frakcji parlamentarnej przekonywał, że zarówno CDU, jak i CSU opowiadają się za porozumieniem z Polską, ale ani rząd niemiecki, ani nikt inny nie ma prawa zakazywać prywatnym obywatelom dochodzenia swoich roszczeń majątkowych.
Jednocześnie większość agencji podkreśla w RFN, że rząd w Warszawie jest przeciwny uchwale własnego Sejmu. Telewizja N-TV przypomniała przy tej okazji słowa szefa polskiego MSZ Włodzimierza Cimoszewicza, który skrytykował inicjatywę polskiego parlamentu.
Waldemar Maszewski, Hamburg

"Nasz Dziennik" 13-09-2004

Autor: Ku8a