W Kanie nie było Hezbollahu
Treść
Izraelska komisja wojskowa badająca sprawę zbombardowania budynku we wsi Kana, gdzie - według danych władz libańskich - zginęły 54 osoby, w tym 37 dzieci, stwierdziła, że pośrednią odpowiedzialność za ofiary ponosi Hezbollah. Komisja zarzuciła ugrupowaniu, że wykorzystało cywilów w charakterze ludzkich tarcz. Jednak twierdzeniom tym całkowicie przeczy amerykańska organizacja Human Rights Watch, która ustaliła, że w rejonie ataku nie znaleziono żadnych śladów zniszczonego sprzętu wojskowego. Wśród zwłok wydobytych z ruin nie było też ciał bojowników Hezbollahu.
Prowadzone w Izraelu śledztwo wykazało, że budynek w Kanie został trafiony dwoma pociskami rakietowymi; jeden z nich nie eksplodował. Ataku dokonano, ponieważ "istniało przekonanie", że budynek stanowi "kryjówkę terrorystów". Mieszkańców Kany i okolic - podkreślono w raporcie - wielokrotnie wcześniej ostrzegano, by opuścili domy. W opublikowanym wczoraj w Jerozolimie rządowym raporcie zapewniono, że gdyby armia miała świadomość, że w budynku znajdują się ludzie, nie zostałby on zaatakowany. W charakterystyczny dla strony izraelskiej sposób stwierdzono, że "Hezbollah traktuje libańskich cywilów jako ludzkie tarcze, rozmieszczając ich pomiędzy swymi bojówkami a siłami izraelskimi".
Prawdziwość ustaleń izraelskiej komisji śledczej zakwestionowała amerykańska organizacja Human Rights Watch. Przedstawiciele HRW, którzy przebywali na miejscu tragedii dzień po bombardowaniu, nie stwierdzili żadnych śladów zniszczonego sprzętu wojskowego, w tym wyrzutni, ani obecności uzbrojonych grup. Wśród zwłok wydobytych z ruin nie było ciał bojowników Hezbollahu.
Human Rights Watch podważyła jednak oficjalne libańskie dane na temat liczby ofiar śmiertelnych. Podczas gdy Bejrut twierdzi, że zginęły 54 osoby, amerykańska organizacja humanitarna zajmująca się prawami człowieka podała, że według zweryfikowanych - także z udziałem libańskich źródeł medycznych - danych w Kanie poniosło śmierć 28 ludzi, w tym 16 dzieci, a za zaginione należy uznać 13 osób.
PS, PAP
"Nasz Dziennik" 2006-08-04
Autor: wa