W cieniu pojednania
Treść
"Ostatnie ostrzeżenie" przesłał do polskiego eurodeputowanego Sylwestra Chruszcza (LPR) znany wykładowca Westfalskiego Uniwersytetu Wilhelma prof. Volker Grabowsky. Niemiecki naukowiec grozi przedstawicielowi Polski w Parlamencie Europejskim "czarną listą" za działania Chruszcza na rzecz zachowania polskości ziem zachodnich. "(...) zauważam z odrazą Pańskie usiłowania wymazania nam w Niemczech wspomnień o Pomorzu, Śląsku, Wschodniej Brandenburgii i Wschodnich Prusach. To się Panu nigdy nie powiedzie" - napisał prof. Volker Grabowsky. Pytany przez "Nasz Dziennik" tłumaczy, że wyłącznie "broni praw etnicznej ludności niemieckiej z niemieckiego Pomorza" (sic!), zapewniając też, iż szanuje Polaków, a jego dziadek był "miły dla polskich jeńców".
"Na pewno zrozumie Pan niemiecki, jako że często Pan bywa na Łużycach, przeprowadzając pańskie antyniemieckie śledztwa (...)" - tak zaczyna się niezwykle arogancko sformułowany list przesłany za pośrednictwem poczty elektronicznej do polskiego eurodeputowanego Sylwestra Chruszcza. Autorem e-maila, którego znaczną część stanowią zawoalowane pogróżki, jest profesor Volker Grabowsky, naukowa gwiazda Westfalskiego Uniwersytetu Wilhelma w Münster. Profesor Grabowsky specjalizuje się w historii Południowo-Wschodniej Azji, ma na koncie szereg publikacji naukowych i w samych Niemczech uważany jest za wybitnego specjalistę od "kwestii azjatyckich".
- Nie znam Eriki Steinbach, nigdy nie słyszałem o Rudim Pawelce, nie należę do żadnej partii politycznej ani politycznego stowarzyszenia. Nienawidzę faszyzmu i nacjonalizmu tak w Niemczech, jak i w Polsce - przekonuje prof. Volker Grabowsky w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". To jednak nie przeszkodziło mu w wysłaniu e-maila, którego treści nie powstydziliby się niemieccy działacze organizacji rewizjonistycznych.
- To, co napisał Volker Grabowsky w liście do deputowanego Sylwestra Chruszcza, nie może być traktowane w kategoriach żartu czy emocji, pismo zawiera bowiem groźby karalne. Sprawą powinny zająć się odpowiednie organa Unii Europejskiej, które posiadają narzędzia, by wyciągnąć odpowiednie sankcje - uważa Bogdan Pęk, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Polski eurodeputowany na czarnej liście
"(...) Jako potomek wypędzonych zauważam z odrazą Pańskie usiłowania wymazania nam w Niemczech wspomnień o Pomorzu, Śląsku, Wschodniej Brandenburgii i Wschodnich Prusach. To się Panu nigdy nie powiedzie (...)" - napisał do polskiego posła niemiecki naukowiec. Volker Grabowsky ucieka się też do zastraszania i gróźb, informuje bowiem w e-mailu, że Sylwester Chruszcz znalazł się już na bliżej niesprecyzowanej czarnej liście. "(...) Proszę to zrozumieć jako ostatnie ostrzeżenie, jako że Pańskie nazwisko stoi na mojej czarnej liście (...)" - konkluduje naukowiec z Westfalskiego Uniwersytetu Wilhelma.
- Traktuję sprawę bardzo poważnie, o pogróżkach zawiadomię niemiecką policję, prosząc o sprawdzenie, o jaką czarną listę chodzi, i podjęcie stosownych działań. Mam rodzinę, dzieci, obawiam się o ich bezpieczeństwo. Oczekuję też na oficjalne wyjaśnienia ze strony władz Westfalskiego Uniwersytetu Wilhelma, czy podzielają one stanowisko profesora Grabowskyego - mówi Sylwester Chruszcz, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Niemieckiego naukowca zbulwersowały podejmowane przez Chruszcza działania zmierzające do zbadania i utrwalenia polskości Pomorza i Śląska oraz prawnego przestrzegania obowiązku używania polskich nazw miast i miejscowości. W obfitej korespondencji z "Naszym Dziennikiem" Volker Grabowsky zapewnia, że jego - jak przyznaje - "bardzo emocjonalne pismo" nie jest wymierzone przeciwko Chruszczowi, ale jest rzekomo próbą obrony "praw etnicznej ludności niemieckiej Pomorza" podjętą przez niego jako "szeregowego obywatela niemieckiego". Grabowsky, potomek niemieckiej rodziny wysiedlonej z Pomorza przez sowieckie władze (on sam używa określenia "wypędzonej"), zapewnia, że nie należy do grona niemieckich rewanżystów. Przekonuje jednak zarazem o rzekomo rdzennie niemieckich korzeniach Pomorza i Śląska. - W 1945 roku moja matka oraz dziadkowie zostali brutalnie wypędzeni z południowego Pomorza. Południowe Pomorze przed wojną było w 98,8 proc. niemieckie. Mam prawo pamiętać o niemieckiej historii takich miast, jak: Szczecin, Pyrzyce czy Stargard - przekonuje prof. Volker Grabowsky.
Grabowsky kuriozalnie przekonuje o swoich racjach, wskazując, iż Polacy również używają polskich nazw miast na określenie wchodzących obecnie w skład terytorium Ukrainy i Litwy - Lwowa i Wilna.
- Uważam to za niedopuszczalną ingerencję w suwerenność Niemców. Oczywiście, że regionalne i lokalne niemieckie autorytety mają prawo do używania nazw "Stettin" zamiast polskiego "Szczecin" czy "Breslau" zamiast Wrocław. Mamy pełne prawo pamiętać o niemieckiej historii naszych dawnych ziem obecnie należących do Polski. Robicie to samo obecnie z Lemberg, nazywając go Lwowem - argumentuje prof. Grabowsky.
- List wysłany przez tego niemieckiego naukowca do eurodeputowanego Chruszcza pokazuje dobitnie niepokojące zjawiska wśród niemieckiego społeczeństwa. Z jednej strony, pani kanclerz Merkel pięknie się uśmiecha i mówi o pojednaniu podczas spotkania z prezydentem Kaczyńskim, z drugiej strony, niemiecki naukowiec wysyła e-mail z pogróżkami do przedstawiciela Polski w Parlamencie Europejskim - zauważa poseł Pęk.
Bo dziadek był miły
Zainteresowanie "Naszego Dziennika" pismem, jakie otrzymał europoseł Sylwester Chruszcz od profesora Volkera Grabowskyego, wzbudziło wyraźną obawę niemieckiego naukowca przed ujawnieniem całej sprawy na forum publicznym. Grabowsky przekonuje, że arogancki e-mail z "ostatnim ostrzeżeniem" i groźbą czarnej listy podyktowany był wyłącznie emocjami. I wyraża zaskoczenie, że tematyka "wysiedleń etnicznych Niemców" wywołuje reakcje polskich mediów, zwłaszcza że - jak przekonuje - on sam szanuje Polaków.
- Znam bardzo dobrze historię Polski. Wiem o cierpieniu Polaków. Mój dziadek był rolnikiem na Pomorzu. I był miły dla Polaków - jeńców wojennych. I mam nadzieję, że pan Chruszcz oraz czytelnicy pańskiej gazety spróbują zrozumieć cierpienie tysięcy zwykłych Niemców - argumentuje Grabowsky.
- To niedopuszczalna próba relatywizacji historii i stawiania znaku równości pomiędzy cierpieniem Polaków, ofiar drugiej wojny światowej, a Niemców, którzy w tej wojnie byli agresorami. Niestety, takie próby fałszowania historii podejmowane są w Niemczech coraz częściej - komentuje Sylwester Chruszcz.
Zajęcie się przez nas sprawą skandalicznego pisma wywołało reakcję niemieckiego naukowca. Jeszcze w sobotę, a później ponownie w niedzielę - przesłał za pośrednictwem poczty elektronicznej kolejne pismo, w którym próbuje przeprosić deputowanego Chruszcza za wcześniejsze ostre słowa. W udostępnionym nam dokumencie zrzuca odpowiedzialność na "nadmierne emocje, które nim kierowały" oraz na "niemieckie gazety porównujące LPR z niemieckimi, skrajnie prawicowymi ugrupowaniami". Grabowsky przekonuje, że zasugerował się właśnie publikacjami niemieckich mediów. Co ciekawe jednak, w pierwszym, ostro sformułowanym e-mailu zapewniał, że działalność Sylwestra Chruszcza i jego partii jest mu osobiście doskonale znana.
W przesłanym do nas wczoraj e-mailu w grzeczny sposób próbuje naciskać, by "Nasz Dziennik" nie zajmował się tym tematem. Władze Westfalskiego Uniwersytetu Wilhelma do chwili obecnej nie ustosunkowały się do całej sprawy.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-03-19
Autor: wa