Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Urzędowa bezduszność

Treść

Działający pod presją polityków niemieccy urzędnicy dopuszczają się rażącej bezduszności wobec przebywających w Niemczech cudzoziemców. W ubiegłym tygodniu hamburscy urzędnicy nakazali 10-letniej Białorusince o imieniu Margarita powrót do kraju, co w praktyce oznacza dla niej opuszczenie mieszkających w Niemczech matki, brata oraz ojczyma.
Matka Margarity, Tatiana, przyjechała przed czterema laty jako turystka do Hamburga. Według doniesień dziennika "Bild Zeitung", który opisał całą sprawę, poznała tam Niemca, z którym wkrótce wzięła ślub. O tym, że nie było to małżeństwo pozorowane w celu uzyskania przez Tatianę niemieckiego obywatelstwa, świadczy fakt, że dwa lata po ślubie małżonkowie doczekali się syna.
W ubiegłym tygodniu spokój rodziny zmącił list z hamburskiego urzędu. W piśmie tym, powołując się na liczne przepisy, urzędnik stwierdził, że córce Tatiany Margaricie nie przysługuje już prawo dalszego pobytu w Niemczech, w związku z czym musi opuścić ten kraj i udać się do dziadków na Białorusi. Matka po zamążpójściu za obywatela niemieckiego otrzymała automatycznie prawo pobytu, lecz córka musiała je stale przedłużać. - Do tej pory nie było z tym problemów i dopiero teraz bezduszny hamburski urzędnik nagle zmienił zdanie - skarży się matka dziewczynki.
"Jak to możliwe, aby urzędnicy byli tak małostkowi i tak małoduszni?" - pyta dziennik "Bild Zeitung". Niestety, jest to nie tylko możliwe, ale także zgodne z prawem. Rainer Koenig z urzędu miasta Hamburg potwierdził, że decyzję o nieudzielaniu Margaricie dalszego prawa pobytu podjęto, ponieważ przyjechała ona do Niemiec jako turystka jedynie na trzy miesiące. Poza tym argumentowano, że obecnie jej rodzina nie posiada wystarczających środków finansowych, aby utrzymać cztery osoby.
Zdaniem wielu komentatorów, takie sytuacje są m.in. konsekwencją stałego zaostrzania przepisów imigracyjnych. Pod wpływem żądań politycznych urzędy prowadzą restrykcyjną politykę i utrudniają uzyskanie zgody dla cudzoziemców na pobyt stały w Niemczech.
Opisana przez dziennik "Bild Zeitung" sprawa nie jest pierwszym przypadkiem rażącej bezduszności urzędników. Nie tak dawno niemiecka prasa informowała o sprawie pewnego Polaka, któremu urzędnicy zabronili podczas spotkań z dziećmi rozmawiać po polsku. Od lat mieszkający w Niemczech Polak rozwiódł się z żoną, z którą ma dwie córki. Dziewczynki mają podwójne obywatelstwo. Hamburski urząd dzielnicowy Bergedorf wydał niekorzystną dla niego decyzję, iż wolno mu było się spotykać z dziećmi jedynie pod nadzorem przedstawiciela niemieckiego urzędu ds. dzieci i młodzieży, i to pod warunkiem, że będzie rozmawiał z córkami wyłącznie po niemiecku.
Dopiero po wielu interwencjach prasowych i przypominaniu o istniejącym traktacie pomiędzy Polską a Niemcami, a także po zaangażowaniu w sprawę polskiego konsulatu w Hamburgu, polskiego MSZ i prawników, urzędnicy zmienili zdanie, gdyż okazało się, że działają niezgodnie z prawem.
Waldemar Maszewski, Hamburg

"Nasz Dziennik" 2005-08-04

Autor: ab