Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Urzędnicy wciąż mnożą trudności

Treść

Naczelny Architekt Miasta Stołecznego Warszawy Michał Borowski odmówił zgody na lokalizację pomnika Ofiar KL Warschau na skwerze im. Alojzego Pawełka na Woli. Oznacza to, że władze warszawskiego Ratusza faktycznie zablokowały rozpoczęcie budowy. Komitet Społeczny zaskarżył tę decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Negatywną decyzję wydał Wydział Realizacji Urbanistycznej w Biurze Naczelnego Architekta. Oficjalną przyczyną odmowy jest nieuzyskanie przez Komitet pozytywnych opinii Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków ("bo w sąsiedztwie znajduje się zabytkowa Gazownia..."), Biura Ochrony Środowiska ("bo może trzeba będzie wyciąć jakieś drzewa..."), Zarządu Dróg Miejskich ("dwie bramy prowadzące do Pomnika znajdują się w pasie drogowym...") oraz Zespołu Uzgodnienia Dokumentacji Sieci Uzbrojenia Terenu Miasta Stołecznego Warszawy ("po to, żeby potem nie było niespodzianek z przekładaniem mediów...").

Spór o historię
Wojewódzki Konserwator Zabytków i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa "nie widzą tego pomnika w tym miejscu". Andrzej Przewoźnik napisał w imieniu ROPWiM, że forma monumentu nie nawiązuje do konwencji upamiętniania martyrologii (w zamierzeniu Komitetu ma to być Panteon Chwały Miasta Nieujarzmionego), a samo miejsce lokalizacji nie jest miejscem martyrologii Polaków...
Opinia ta jest pochodną stanowiska IPN, który przy każdej okazji dezawuuje ustalenia śledztwa Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu: istnienie lagrów w Warszawie Zachodniej i na Kole, komory gazowej w tunelu w ciągu ul. Bema, liczbę 200 tysięcy ofiar KLW oraz datę powstania obozu - jesień 1942 r. Obóz miał powstać, zdaniem IPN, dopiero w 1943 r. na terenie spalonego getta, a zginęło w nim kilkadziesiąt tysięcy osób (początkowo utrzymywano, że ok. 12 tys., dziś mowa o 40 tys.).
- IPN pomija dokumenty niemieckie, z których wynika, że KL Warschau składał się z dwóch kompleksów: starego i nowego - komentuje sędzia Maria Trzcińska, przed laty oddelegowana do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (komisja ta zmieniła później nazwę na GKBZpNP) w celu zbadania sprawy KL Warschau. Stara część obozu rozlokowana była, według ustaleń Komisji, właśnie w Warszawie Zachodniej i na Kole. Fakt funkcjonowania obozu już w październiku 1942 r. potwierdza m.in. protokół z IV Procesu Norymberskiego oraz odnaleziony rozkaz Himmlera z 9 października 1942 r.

Sto lat śledztwa?
Już czwarty rok IPN prowadzi wznowione śledztwo. W tym czasie drogą nieoficjalną rozpowszechnia informacje, jakoby nowe ustalenia podważały dotychczasowe wyniki uzyskane przez Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. O ile jednak dokumentacja Komisji została opublikowana i każdy może ją sam ocenić, o tyle obecne ustalenia IPN owiane są tajemnicą. Nie został wydany oficjalny komunikat, mimo że Komitet o to wystąpił. Zdaniem sędzi Trzcińskiej, IPN manipuluje śledztwem w sprawie KLW. - Na czele tej instytucji nie powinni nadal stać ludzie, którzy brali udział w manipulacji Jedwabnem, listą Wildsteina i teczką ojca Hejmy - podkreśla pani sędzia.
Pierwsze śledztwo w sprawie KLW wszczęto w 1945 r., ale niemal natychmiast je umorzono, ponieważ na miejscu KLW powstał obóz NKWD dla "wrogów ludu". Przez następne 30 lat wokół sprawy panowała zmowa milczenia. Dopiero w 1975 r. Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, zobligowana przez stronę niemiecką, wszczęła postępowanie, które trwało z przerwami do 1996 r. i zostało umorzone z powodu niewykrycia lub śmierci sprawców. Sędzia Maria Trzcińska opublikowała związaną z tym dokumentację. Wznowione przez IPN w 2002 r. śledztwo (po uchwale Sejmu wzywającej do upamiętnienia ofiar KLW), toczy się nadal, faktycznie blokując możliwość wystawienia pomnika...

Urzędniczy maraton
- Wszystkie opinie muszą być pozytywne - podkreśla inspektor Przemysław Jenaszek z Wydziału Estetyki w Biurze Naczelnego Architekta - wtedy my wydajemy decyzję o lokalizacji inwestycji wraz z oceną estetycznych założeń projektu. Według niego, uchwała Rady Warszawy z 11 marca 2004 r. (podjęta jednogłośnie), zobowiązująca prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego do wystawienia pomnika na skwerze im. Pawełka, została podjęta przedwcześnie i nie nadaje się do wykonania, zaś sam Komitet zabrał się do sprawy "nie z tej strony"...
- Powinien był zorganizować konkurs na projekt dopiero po uchwale rady. Ten, który się odbył, jest nielegalny - przekonuje Jenaszek. Dodaje też, że pomnik w tym miejscu musiałby być chroniony przed bezczeszczeniem. Tymczasem to nie kto inny jak warszawskie władze - a konkretnie dawna gmina Centrum - zaproponowały lokalizację na skwerze im. Pawełka. Komitet przyjął tę propozycję, ponieważ skwer sąsiaduje z terenami byłego lagru w Warszawie Zachodniej.
Na końcu biurokratycznego maratonu naczelny architekt wydaje decyzję o warunkach zabudowy dla pomnika. W tym wypadku - po odmowie lokalizacji - już nie musi...
- Decyzja negatywna była przygotowana już w zeszłym roku, ale zdecydowaliśmy się ją wydać dopiero teraz - przyznał w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" inspektor Jenaszek.

Za Oceanem cieplej...
Zupełnie inny klimat dla przedsięwzięcia mającego upamiętnić ofiary niemieckiego obozu panuje za Oceanem. W maju sędzia Maria Trzcińska na zaproszenie Kongresu Polonii Amerykańskiej gościła przez cały miesiąc w Stanach Zjednoczonych, gdzie na licznych konferencjach prasowych, spotkaniach, w audycjach radiowych i programach telewizyjnych mogła przedstawić dokumenty i ustalenia śledztwa w sprawie Konzentrationslager Warschau. Polonia zadbała również o wydanie książki jej autorstwa pt. "Obóz zagłady w centrum Warszawy". Szczytowym punktem wizyty było jej wystąpienie na obradach Krajowego Zjazdu Dyrektorów KPA połączone z prezentacją wystawy na temat historii KL Warschau. Gremium to podjęło jednogłośnie decyzję o skierowaniu wezwania do prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego o bezzwłoczne wzniesienie pomnika ku czci Ofiar KLW. Wcześniej kierownictwo KPA otrzymało list od prezydenta, w którym usprawiedliwiał brak zgody na wybudowanie monumentu. - Polonia amerykańska traktuje problem KL Warschau jako sprawę narodową, stąd zainteresowanie wizytą było ogromne. Byłam wielokrotnie w "krzyżowym ogniu pytań". Spotkałam się też z wieloma dowodami sympatii - powiedziała nam sędzia Trzcińska. Pytana o problemy, jakie stwarzają Komitetowi Budowy Pomnika władze warszawskiego Ratusza, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz IPN pani sędzia podkreśliła, że "Komitetowi chodzi o uratowanie istoty sprawy, tj. upamiętnienie martyrologii warszawiaków, bez wdawania się w szczegóły". - Projekt Pomnika Ofiar bardzo się za Oceanem podobał - dodała. Gościem KPA był wraz z nią prof. dr hab. Edward Prus, historyk zasłużony w badaniu martyrologii Narodu Polskiego na Kresach Wschodnich.
Małgorzata Goss


Czas to pamięć

Historia KL Warschau, niemieckiego obozu śmierci, powinna być w przyszłości wzbogacona o równie zagadkowe dzieje śledztwa w tej sprawie, które trwa już z przerwami kilkadziesiąt razy dłużej niż funkcjonował KLW.
Dlaczego po wojnie tak pospiesznie zamknięto pierwsze śledztwo? Kto zatrzymał ekshumacje? Kto zadbał, by zniknęły tamte materiały? Kto pilnował, by przez dalszych 30 lat Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich nie wróciła do tematu?
Z czyjej inspiracji i dlaczego przerywano wielokrotnie śledztwo prowadzone w ramach Komisji przez sędzię Marię Trzcińską? Kto w III RP stał za ponownym umorzeniem sprawy?
Dlaczego IPN zamiast wydać oficjalny komunikat, dopuszcza do przecieków, które psują atmosferę wokół budowy pomnika i uniemożliwiają jego wzniesienie? Wygląda to tak, jakby chciał pogrzebać sprawę rękami dziennikarzy...
Dlaczego do dziś IPN nie podjął próby wyjaśnienia, co działo się w obozie NKWD, który komuniści ulokowali tu po okupacji? Kto w nim siedział, kto nim kierował, kto pilnował więźniów? Może śledztwo w sprawie KLW ruszy z miejsca, gdy równolegle zostanie poprowadzone to drugie dochodzenie i ustalona lista oprawców? Niektórzy z nich zapewne jeszcze żyją. Ci ludzie lub ich potomkowie mogliby wiele wyjaśnić. Na razie jednak nie widać ku temu woli politycznej.
Faktem jest, że 60 lat po wojnie miejsce martyrologii Narodu Polskiego nadal nie jest godnie upamiętnione. Nie zadbały o to dotąd władze i powołane urzędy. Jest to bodaj jedyny w Europie Konzentrationslager wymazany z historii. A teraz, kiedy sprawę wziął w ręce Społeczny Komitet, te same instytucje rzucają mu kłody pod nogi. Towarzyszy temu dziwna atmosfera wrogości, niedomówień, uników, ironicznych uwag ze strony byle urzędnika.
Fakt istnienia w stolicy niemieckiego obozu śmierci, w którym ginęli warszawiacy, nie budzi wątpliwości. O co więc chodzi?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że urzędnicy ratusza - będąc aparatem wykonawczym, tkwią w przekonaniu, że oni tu rządzą, a rolą rady miasta jest zatwierdzanie ich gabinetowych decyzji.
Małgorzata Goss

"Nasz Dziennik" 2005-06-30

Autor: ab